sobota, 31 października 2015

https://www.youtube.com/watch?v=k-Lb7jGuNYE
A dzisiaj to przyszły wieczorem duchy. Wyraźnie to czułam a nawet i się bałam.
Tak, bałam się ciemności. Znowu. Pierwszy raz od nie pamiętam kiedy. To był naprawdę spory, nieudawany strach, który mimo mojego wczorajszego stanu (wyczerpania) nie pozwalał mi usnąć. Męczyłam się, nieustannie otwierałam oczy, rozglądałam się, nasłuchiwałam.

Moje życie polega na wiecznym nasłuchiwaniu i na czuwaniu. Kocham sny, śnienie, ale sam proces snu jest u mnie mocno zaburzony. Nawet pod czas spania myślę i jestem czujna, gotowa do.. do ataku, do obrony? Takie spanie potrafi wykończyć.
Ale takie spanie przeplatane strachem, przerażeniem w ciemności, przypomina mi o dobrych dla mnie czasach. Czasach, kiedy jeszcze czegoś się bałam. Wracam?
A jak wracam to to dobrze czy źle?

Idę z psami na spacer. Jest piękny, sobotni poranek. Świat na nas czeka.
A ja mam dość odrzucania jego zaproszeń.
Wychodzę.

piątek, 30 października 2015

szkoda, że najmądrzejsze są rzeczy, których nie da się zrealizować. wymyśliłam prześwietną formę terapii i każdy mógłby ją wykonać na sobie sam. nawiązanie dialogu z samym sobą za dajmy na to pięć lat. gdybym ja teraz, pogadała ze mną pięć lat temu, mocno tamtej sobie bym pomogła. co prawda, tamta ja przeżyłaby szok widząc te mnie w tym miejscu gdzie teraz jestem, ale dużo mądrości bym sobie przekazała. jak np. nie przejmuj się tak facetami, wcale nie musisz być chuda- od tego wcale nie zależy twoje życie, możesz nie być idealna, itd. z kolei obecna ja, chętnie zapytała by te za pięć lat jak sobie poradzić z całym tym gniewem i rozdrażnieniem i czy to się w ogóle da, bo jak nie to to też jest jakaś wiedza. i zapewne znowu ta ja za pięć lat nie będzie tym kim teraz mi się wydaje, że będzie/ będę, ale coś czuję, że mocno by mnie uspokoiło to, że wiele spraw, które dzisiaj wydają mi się nie mieć rozwiązania- jakoś przestaną wtedy w ogóle istnieć

rozdrażnienie level hard.



wtorek, 27 października 2015

Czas leczy rany
nie wiem kto to wymyślił
ale chyba ten, kto dostał w dupę raz i to niezbyt mocno
bo ile można zbierać tych kopów i się podnosić i dalej uśmiechać
to nielogiczne i nieekonomiczne
ja już np. nie mam chęci.
tak.
ja.
stałam się tą osobą.
zgorzkniałą, smutną.
ja.
wiecznie wesoła, celebrująca życie, uśmiechnięta nawet kiedy dookoła lała się krew, chociażby i moja
ale gdzieś po drodze, straciłam o kroplę krwi za wiele.
i ta jedna, malutka kropelka przelała czarę goryczy

i ja nadal pamiętam radość, szczęście i uśmiech
ale nie umiem już wrócić

nie wiem, może to taki stan, etap życia, tego zresztą sobie życzę.
ale jakoś nie widzę już nic.
i nie chcę już widzieć
bo zmęczyłam się patrzeniem, szukaniem na siłe pretekstów do radości.
szukaniem czegokolwiek po cokolwiek

depresja
pod
presją
jestem pod presją i pieprzę bycie nad.
Podejdź i zanurz się w nią
aż do dna
w kryształową jej toń.

poniedziałek, 26 października 2015

https://www.youtube.com/watch?v=-2U0Ivkn2Ds
ta piosenka świetnie odzwierciedla mój nastrój.

cholerny border, nie ogarnę.a w mojej głowie znowu. znowu. Ty wiesz co w niej jest znowu, wiesz dobrze, bo się do tego przyczyniasz. jak można tak przyjść i pójść? jak można zrobić zamęt i nie posprzątać? szlag, ludzie, sprzątajcie po sobie. albo nigdy się nie pojawiajcie.

i to fatalne rozdrażnienie. chcę czegoś, nie wiem czego. najchętniej wyrżnęłabym głową o beton, ale tak z całej siły i to nie mojej, bo we mnie jej za mało, a z całej siły tego przeklętego rozdrażnienia. niech ono przemówi i da mi spokój, bo ten stan nie może już dłużej trwać. nie mam sił. wymiękam. to nie jest kwestia zachcianki i masturbacji cierpieniem, ja jestem osobą chorą, choruję sama na siebie. zastanawiam się: czemu ja? czemu nie dostałam raka, czemu nie dostałam choroby wenerycznej, czemu nie mam problemów z sercem- tych kardiologicznych. czemu mam siebie i czemu choruję na siebie? ile to ma trwać?
to nie jest zachcianka XXI wieku, ja jestem osobą niezdolną do funkcjonowania w społeczeństwie. wiem, że zawsze coś się znajdzie. wiem, że wiecznie będę uciekać, chować się. przed sobą.
ja już nie wiem kim jestem.
i nie chcę wiedzieć.

chciałabym żeby ta energia magicznym sposobem mogła ze mnie wypłynąć tak jak we mnie wlazła. i malowanie, owszem, nieco pomaga. ale nieco i nie na długo. skoro ono mnie nie wyleczy to co? to już dawno przestało być śmiesznie romantyczne.
jak energia ma wypłynąć jak nie ciałem? przecież to wszystko rozchodzi się o autodestrukcje. to nie jest normalne. zwierzęta chcą trwać za wszelką cenę.


Dobry Boże.
znowu znowu
skąd w tej głowie... ?
czemu mi to robisz?
ja mam prawie 30ści lat. a nie 17ście, a czuję się dokładnie jak zwykłam się czuć kiedy byłam nastolatką.
nie wiem już nic.
może nigdy nie wiedziałam, ale ostatnio jest ten czas kiedy ta niewiedza mnie zabija. dosłownie. nie mam już na nią sił. nie wiem co będzie jutro, pojutrze, nie mam celu, nie mam nikogo, nie mam nic.
mam siebie, ale dziś to nie starcza.
wczoraj też nie.
wiem, że myśli moje idą w jednym kierunku.
Wiesz.
...
Kurcze. a było to przecież możliwe, raz, kiedyś? czy się mylę? może to też wytwór mojej wyobraźni i paranoi? to było niemożliwe zawsze?
ale wydaje mi się, czuję że, było bardzo blisko.
i ten cholerny zapach.
uwierzyłam, że się dało.
Kocham jesień. Okazało się, że całe życie żyłam w kłamstwie. Sama siebie oszukiwalam. Bo chciałam. Uważałam, że jestem jesienną panienką i że urodziłam się na jesieni żeby cieszyć moja osobą świat. No dobra, raczej osobistością. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zaledwie kilka tygodni temu dowiedziałam się, że przyszłam na świat u schyłku lata. 27 lat i takie obciążenie. Bez znieczulenia. Jak to się stało? Według moich obliczeń, wynika, że zostałam poczęta późną zimą lub wczesną wiosną a urodziłam się umierającym latem. Wychodzi na to, że do każdej pory roku mi bliżej niż do mojej ulubionej. Może dlatego najmocniej za nią przepadam? To jak z miłością, zwykliśmy biec za kimś kto najchętniej nam spierdala. Przewrotność. Na szczęście, na ból dupy mamy emo żel. 




sobota, 24 października 2015

Pierwszy raz postuje z telefonu komórkowego, sory,  wroc- ze smartfona. Więc nie wiem jak to będzie i jak to Wyjdzie.
Chciałam się pochwalić, że
Ze
Zeeee
Że mi bardzo źle
Ale jestem dorosła i nie chce już płakać. Skoro nie mogę się uśmiechac to poplacze a później będzie cisza i pewnie długo długo noc by to owe nic kiedyś tam zmieniło się jednak w coś. I to przyszłe, potencjalne coś jest warte tego żeby teraz było raczej nieciekawie i łzawo.
Modlę się tylko do Boga żebym znowu nie wpadła. W mroczne arkana życia. Znam siebie i wiem, że mogę. Mogę i już. I już nawet nie wiem czy nie chce. Na pewno chcę chcieć. Chcę płynąć. Ale nie wiem jak to rozpocząć nawet. Trochę straciłam kontakt z tamtym światem. I chcę sie schować. jak zawsze. Jakby mnie nie było. Ale jest jak? Jest dobrze. Oczywiście. Bo co? Bo żyje.

piątek, 23 października 2015

Każdy z nas ma swoje demony
ale cały sęk tkwi w tym, żeby samemu nie stać się tym demonem.
Nie liczę godzin i lat
To życie mija nie ja

Bliżej Gwiazd
Bliżej dna
jestem wciąż taka sama
taka sama
https://www.youtube.com/watch?v=rSktfVJc_IM&list=RDrSktfVJc_IM

Kocham Cię życie nad życie!
A co.

środa, 21 października 2015

Co może przynieść nowy dzień?
WSZYSTKO.
Dosłownie i w przenośni, WSZYSTKO
I przynosi owe wszystko. Pod różnymi postaciami. W śpiewie ptaków, w chłodnym powiewie wiatru, w śmiechu dzieci, w zapachu szybko kartkowanych książek.
Wszystko nas otacza i tylko czeka aż otworzymy na Nie oczy. Otworzymy- tym razem w przenośni. Bo i na ślepego czeka to to Wszystko. Ale nie na niewidzącego.

Życie polega na umiejętności wychwytywania tych rozkosznych, małych niuansów. Jeżeli nie umiemy tego robić, jesteśmy kalecy. Osoby niepełnosprawne najczęściej wybierają najciekawsze i najbardziej wartościowe niuanse ze wszechmiaru.
Wniosek jest taki, że niepełnosprawność otwiera nas na potęge piękna i świata.
A pełnosprawność, czyli tzw. pełnia sprawności często zamula blotem nasze oczy. Ale te oczy wewnętrzne.
I pozostajemy sobie. Niewidzący i z gównem w środku. Wpełnieni śmierdzącym błotem aż po boki.
A świat dookoła kusi i kusi.
Wzywa.
Ja idę bo mam dość marazmu.  
My już, jako ludzkość nie potrafimy za bardzo się dogadać. I proszę mi nie mówić,że nie wiem o czym gadam, że kiedyś wcale nie było inaczej, bo wiem, że było. mam tego niezwykłego pecha, że pamiętam czasy, w których ludzie inaczej współdzielili przestrzeń. lepiej. i te wspomnienia są dla mnie przekleństwem. wolałabym za nimi nie tęsknić. Teraz wszyscy są wszędzie, w jednym momencie. siedzimy se w jednym pomieszczeniu, ale każdy z głową w dół, ze wzrokiem wlepionym w komórkę, w laptopa i niby to "na chwilę", "tylko coś sprawdzam" i z kimś gadamy, e-gadamy. status "zaraz wracam" tyle, że nie online, tylko w realu. nawet w sumie nie wiemy z kim tak e-psioczymy bo już nie pamiętamy kiedy te oto osobę na żywo widzieliśmy. a jak ją miniemy na ulicy to jej nie rozpoznamy, albo rozpoznamy, ale udamy, że jej nie widzimy, bo jak zauważymy to trzeba się przywitać, a jak to tak.. i się chichramy jak pojebani do tych urządzeń, bo w sumie nie do osób, które jakoby ten śmiech wywołały. i gadamy wszyscy do siebie, pod nosem, a zapytani "co mówisz?" już bez skrępowania odpowiadamy: "nic. do siebie" i nikogo już to nie dziwi, bo każdy gada do siebie. przecież. a jak już dochodzi do konfrontacji na żywo, czyli to jest do dialogu, to czuć jakieś napięcie, stres, rozmowa się nie klei, słowa padają nie takie jak trzeba i nie wtedy co trzeba. Boże Drogi, czemu jest tak, że ludzie niby chcą się dogadać a z tego nie wychodzi nic. nie wiedzie jak często słyszę "Ewa, jak ty ładnie mówisz" a cały sęk tkwi w tym, że.. ja mówię. i całkiem umiem to robić. i lubię. ale przeważnie nie ma z kim. więc też wchodzę w klimat podnosowego plotkowania do siebie.

poniedziałek, 19 października 2015

Dzisiaj jest dzień przytulania dziewczyn.
To się przytulę, a co.
Przecież dwie ręce mam. nanana
Se siedzę, se robię. Nie tak jak do końca chciałam, ale lepiej tak niż inaczej. Na to wychodzi. A telefon lubi dzwonić z nowinami. Jak widać, także z tymi dobrymi.


czwartek, 15 października 2015

A ta nasza pieczara wcale nie jest taka straszna jak nam próbowali wmówić. Jedyne co musimy zrobić to nie pozwolić sobie dać im wiary. 
IM.
To znaczy wszystkim spoza.
Tym złym?

Tu jest całkiem przyjemnie. A zimno nie jest takie zimne, ma w sobie jakieś tajemnicze ciepełko. Głównie po temu, że to zimno jest nasze czyli znane. Trzeba je szanować i kochać. To nasz dom. Trzeba trochę pozmieniać myślenie. Uświadomiłam sobie, że od kiedy wyszłam z domu rodzinnego tj. czyli od 12stu lat, każde miejsce w jakim przebywałam traktowałam jako poczekalnie, noclegownie. Zawsze dziwiłam się wynajmującym, którzy najmowane lokale traktowali jako własne mieszkania. Malowali ściany, kupowali meble, dywany, coś naprawiali, zmieniali, i to nie na koszt najemcy a na własny. I to z radością. A ja stałam czy siedziałam z boku i gapiłam się na to wszystko z politowaniem. 
Teraz już wiem, że nie ma sensu czekać. Bo nie wiem już nawet na co. Na własne mieszkanie?
To są moje mieszkania. Ja jestem moim mieszkaniem. 
Czas zacząć godzić się z tym, że malowanie ścian w obcych mieszkaniach może dać mi wiele radośći. I że te mieszkania są też troche moje. 
No i kolejny dzień. Wstał, był, a teraz chyli się ku upadkowi. Przynajmniej mój dzień. Bo za dosłownie kilka godzin pójdę spać. 
Cykl dnia jest mi potrzebny. Już pomijając to jak bardzo jest potrzebny ogólnie, światu. 
Pragnę ram, pewniaków. A jako, że nie mam ich ani w pracy, ani w życiu uczuciowym, ani towarzyskim (wszystko jest płynne i niepewne, zbyt płynne i niepewne) to jedynymi z nielicznych pewników jest dla mnie to, że po nocy nastanie dzień a po dniu noc. I tak w kółko, Macieju. Był czas, że na własne życzenie mocno sobie namieszałam w proporcjach doby, całkowicie czasami pomijając potrzebę snu. I wtedy sama te ramy se zabrałam. Głupia, głupia, tamta ja. Tak niewiele mam a sama to oddawałam. 

Ramy.
Bardzo mnie to uspakaja i nadaje mojemu życiu dużo sensu i jakości.
Jakości.
Ble.
Kolejne pewniki to godziny spacerowe mojego psa. Nieważne co się dzieje, gdzie jestem, mój pies dostaje ode mnie trzy spacery dziennie w wyznaczonych, ustalonych przez nas oboje godzinach. I to od blisko ośmiu lat. Wiem, że spacery będą i już. Koniec tematu.
Nie wiem co będzie jutro: zleceniowo, szkolno, sercowo, umysłowo. Nie wiem gdzie będę, w jakim  mieście. Ale wiem, że będzie nowy dzień zakończony nocą i wiem, że w trakcie doby wybiorę się z Bogdanem na trzy spacery.
Ten pies niejednokrotnie uratował mi już życie. Dosłownie. Kocham go.
Naprawdę kocham Bogdana. 
Chyba jak nikogo.
To mój partner życiowy.
Nikt nigdy nie dbał o mnie tak jak robi to Bogdan.
Czy to smutne?
Nie wiem.
Ja się cieszę i dziękuję Bogu za Bogdana.

Śpieszmy się być szczęśliwi , tj. częściej zadowoleni z życia niż niezadowoleni. 

Bo to, że "szczęście" nie jest stanem ciągłym tylko przerywanym i tymczasowym to wie już nawet dziecko.
Ale jeżeli więcej tego szczęścia niż mniej, to znaczy, że jest Szczęście tak ogólnie.

Ludzie szczęśliwi nie uzależniają się. Im szybciej wypracujemy sobie szczęście, tym mniejsze ryzyko, że będziemy mieli problemy sami ze sobą na przyszłość. 
Człowiek gruby już za dziecka, nawet jak schudnie zanim wkroczy w dorosłość, już zawsze będzie miał tendencje do tycia bo proces się rozpoczął. Komórki zła się rozwarły i tylko czekają na nakarmienie, na przekarmienie i na rzyganie.
Taki grubas, nawet będąc tymczasowo chudym  już wchodzi w życie z zapakowanym bagażem pt. "choroba", który tylko czeka aż uchyli mu się wieko jedną zapiekanką za dużo i jedną puszką coli za wiele- żeby jego zawartość mogła wyjść na zewnątrz i pochłonąć cały świat swojego Żywiciela. I Wierzyciela albo Wieżyciela. 

Szczęśliwi nie mają powodu żeby sprowadzać na siebie nieszczęście od tak. Są zajęci radością. 

Uzależnienie w głównej mierze pojawia się kiedy jesteśmy samotni, a samotność równa się brak szczęścia. 
Jesteśmy stworzeniami stadnymi. Lubimy otaczać się przyjaznymi ziomkami. Poczucie jedności w grupie daje nam naszą własną tożsamość, przynależymy do czegoś, tworzymy coś, jest nam bezpiecznie i komfortowo. Ciepło. Wstawanie z łóżka ma jakiś sens. 
Bez tożsamości jesteśmy nikim. 
Jeżeli wejdziemy na drogę uzależnienia, szczęście będzie już zawsze mniej istotne niż samo uzależnienie. Owszem, uśmiech będzie nawiedzał nasze twarze częściej czy rzadziej, ale będzie tylko przykrywką dla tego co się kryje w naszym wnętrzu. Czyli przykryciem pustki, głośnej ciszy i... niczego. Walka będzie nierówna, już całe życie będziemy musieli trzymać rękawice na wysokości twarzy. Owszem, można walczyć, ale czy nie lepiej nie musieć w ogóle zaczynać wchodzić na ring? 

Uzależnienie= samotność. Samotność= odczłowieczenie. Nałóg= "przyjaciel", który wypełnia i zagłusza pustkę. Nałóg= pozorne poczucie przynależności, braku samotności. Szybciej, łatwiej. I co akurat w tym przypadku fajne, bo tak niespotykane- na zawsze.

Szczęście- pojawia się i znika ale jest fundamentem nie do pokonania.
Nieszczęście- pojawia się i znika, ale kiedy znika to tylko przykryte kłamstwem.
Najważniejsza jest tutaj zasada pierwszeństwa. Które jako pierwsze wejdzie i zdominuje nasz świat już w nim pozostaje i w nim króluje.

środa, 14 października 2015

Zupełnie na poważnie. Te sny to konkrety. Tyle.

Czasami sobie myślę, że ja z tym co przeżyłam, z miejscami, które odwiedziłam, z moją wiedzą jaką uzbierałam na temat świata i ludzi, z moimi myślami- naprawdę nie powinnam lubić żyć.
A ja nie tyle co lubię a kocham.
I tutaj rodzi się pierwszy i największy paradoks mojego życia.
Bo ta sympatia nie ma większego sensu, jest nielogiczna i robi ze mnie idiotkę.
Ale nie potrafię inaczej. Nie potrafię nie kochać życia.
Nie wiem, może tak funkcjonuje mój system obronny. Że większość rzeczy bagatelizuje/MY (tj. mój system obronny i ja), żeby po prostu nie strzelić sobie w łeb. A że wybiórczo się nie da (bo i na jakiej zasadzie bagagtelizowałby to a tamtego nie), to ciśnie na całym polu i nawet kiedy dostanę w mordę ja się uśmiecham. Bywa, że czuję się naprawdę idiotycznie, kiedy uświadomię sobie to czy tamto, przypomnę sobie te lub inną sytuację, przemyślę sprawę z tej czy innej strony i po tym wszystkim, ja nadal siedzę z tym kwitnącym bananem na twarzy.
A może powinnam płakać, wyć, lub się umartwiać.
Co to znaczy 'powinnam',- że świat mi tak karze? Nic i nikt mi nic nie karze.
Może lepiej by było gdyby ktoś miał nade mną taką władzę?
Rozdzielałby stosownie podług sytuacji dla mnie moje nastroje i myśli.
Jestem panią mojego losu, jak każdy świadomy (w miarę) człowiek, ale nie do końca mi z tym dobrze,
nie do końca dobrze mi z tym, że nie jest mi źle.
Bo to jakaś parodia, jakiś żart.
W tym wszystkim ukryty jest jakiś haczyk.
Boję się, że kiedyś szydło wyjdzie z worka, a ja zostanę wtedy goła i sama tak jak stoję.


http://koalkoholizm.pl/zdrowienie-porady/nawoty-picia








Snów jest coraz więcej i milej mi z każdym kolejnym, pełnowartościowym snem, który mi się wkrada do głowy. Chociaż "wkrada" oznacza, że raczej nie jest mile widziany, że to jakiś zbir czy inny złodziej. A ja tych snów wyczekuję i je celebruję, więc one raczej wchodzą, mocno proszone i szczerze witane.
I te sny są takie realne. Tak mocno, że budząc się staram się sprawdzić to co leży w mojej mocy- czy aby nie wydarzyło się naprawdę. I wiele w tych snach Postaci Prawdziwych, ostatnio mniej podróżuję w nirealnościach. Może po temu, że jestem obecnie skupiona na aktualnym życiu, na codzienności i jakotakim przetrwaniu jej. Z w miarę uniesioną głową.
I sporo we mnie tego strachu. O wszystko. I o nic. Głównie to o samą siebie i najbliższych. Chociaż ci dalsi nagle też się ważniejsi zrobili. Ogólnie, ludzie, zaczęli mnie interesować, tak po ludzku, a nie po boskiemu. Już nie chcę ich analizować, już nie chcę dopowiadać miliona scenariuszy na każdą możliwą sytuację i dla każdej możliwej osoby. Walczę z tym, bo robiłam to przez 27lat mojego życia i nie jest łatwym pożegnać się z taką historią, która wcale nie życzy sobie by być domkniętą. Ale ja tak chcę. Chcę traktować ludzi jako ludzi a nie obiekty czy przypadki.
Znowu walczę sama ze sobą. To kolejna rzecz do naprawy czy przepracowania. Zaprzestanie walki. Ale jeszcze nie naszła na to pora. Powoli. Dajmy czasu czas, dajmy sobie czas.
Dużo tego czasu jeszcze mi trzeba. Ale nagle akurat to przestało mnie przerażać. Już nie muszę mieć wszystkiego natychmiast i już, mogę mieć to przecież kiedyś albo i wcale. Z tymi myślami, wiedzą, przyszedł pewien spokój. Wypogodzenie.
Ale jeszcze dużo, dużo wszystkiego mi trzeba.
https://www.youtube.com/watch?v=YVbwuRAJCAI


poniedziałek, 5 października 2015

Strach i lęk to naturalne stany dla człowieka. Konieczne. Nieodzowne. Człowiek, który nie zna bólu nie jest w pełni człowiekiem.  To odczucia bardzo potrzebne i mile widziane. To sygnały od nas samych dla nas samych, że coś jest nie do końca okej, że trzeba szukać dalej, trzeba coś zmienić. Gdyby nie strach i lęk człowiek nie miałby potrzeby zmiany, stałby w miejscu z wielkim uśmiechem na gębie. Już dziecięca zazdrość, odpowiednio ukierunkowana i wyważona (np. o lepsze, bardziej kolorowe zabawki innych dzieci) powoduje, że takie zazdrosne dziecko chce mieć taką samą zabawkę, o ile nie lepszą co koleżka z przedszkolnej ławki. Źle ukierunkowana zazdrość i smutek zabijają, wypalają. od naszych Rodziców zależy jak nauczą nas traktować takie uczucia i zachowania.  czy będą twórcze czy niszczące nas samych. Smutek i żal napędzają. Gdyby nie smutek i żal człowiek by nie ewoluował. Nawet by nie stał w miejscu. Tylko by się cofał. Pierw by stał jak ten kutas by w końcu smętnie opaść.

czwartek, 1 października 2015

https://www.youtube.com/watch?v=Ix8ocFEMa1o&index=8&list=RD05Qdu0jkihU

jak odzyskać energię?
jeżeli ma przyjść sama, to kiedy to się stanie?
jakoś właśnie jej mniej
i to nie mniej niż obiecywali, bo to to wiadomo
po prostu mniej niż wczoraj, a wczoraj było mniej niż przedwczoraj

nawet chodzenie zdaje się być wyzwaniem
gdzie ta radość, którą jeszcze kilka dni temu sprawiało mi samo wstanie z łóżka?

wtorek, 29 września 2015

obżarłam się jak świnia. i chyba tego nie przeżyję.
i nie chce patrzeć, nie mów, że mam. bo nie chcę i już. czemu ludzie są tacy napastliwi w swoich debilizmach?

czwartek, 24 września 2015

Życzyłabym sobie żeby było mniej dziwnie. Mniej niepokojąco i bardziej pewnie, statecznie. Tylko głupców cieszy wieczny zamęt, dziwactwa i chaos. Ja marzę o spokoju. O braku niepokoju. Bo on mnie wykończy, jego nie brak a jego nadmiar. Wypełnia mnie aż po szwy, aż po koniuszki włosów. Nawet one mi telepią z rozdrażnienia.

środa, 23 września 2015

Dobry Boże, dałeś mi już tyle sił i to na różne rzeczy. Takie, owakie i pendrakie.
Teraz daj mi siłę na sport.
SPOOORTTT

wtorek, 22 września 2015

jeżeli odczuwasz smutek to nie jest ci smutno tylko jesteś smutkiem
jeżeli odczuwasz radość to nie jest ci wesoło tylko jesteś szczęściem
jeżeli czujesz miłość to nie kochasz tylko jesteś miłością
jeżeli śpisz to nie śpisz tylko jesteś snem

ot co.
do przodu.

niedziela, 20 września 2015

postanowień czar. na nowo i na nowo. ale może tym razem się uda.
przede wszystkim: być dla siebie dobrą. być swoją przyjaciółką.
dobrze się odżywać, wiele spacerować i wyciągać głowę do słońca.
czy to tak wiele?
ah, i ten przeklęty rower.
Boże, daj mi siłę żebym go dzisiaj odebrała.
dołożę wszelkich starań żeby siebie do tego nakłonić.
ciężko jest w życiu, kiedy jest się swoim największym przeciwnikiem.
a tyle książek czeka na przeczytanie, tyle kartek na zamalowanie.
nie, pokora. nie można być wiecznie pobłażliwym
pobłażliwość i bycie dla siebie dobrym to dwie różne rzeczy.


ja się boję.
czy ten strach będzie towarzyszył mi już zawsze?
bardzo mocno się boję.
jak nigdy.





https://www.youtube.com/watch?v=HIw8YMHtnTo

borderline, borderline, na na na
bywa lepiej bywa gorzej.
ale co zrobić, kiedy jest jak jest.
jeść czekoladę i robić se selfie. to zawsze podnosi humor.


sobota, 19 września 2015

https://www.youtube.com/watch?v=CFmoz_LT0qo

na dobro zły start.
mam chęć wyjść z domu i iść przed siebie. i iść. i iść. z psem pod pachą, tuzinem książek i siedioma tabliczkami czekolady.
no i co. no i czy ja to zrobię?

na pewno  nie do końca. bo nie mam pieniędzy na siedem tabliczek czekolady.

piątek, 18 września 2015

Chciałam wyjść na świat i się z nim i w nim cieszyć.
Ale ta ochota od zawsze była bojkotowana. Nieustannie dostawałam obuchem przez łeb. Nie mogę się uśmiechać, nie mogę się śmiać, nie mogę być ciekawa, nie mogę zadawać pytań,  nie mogę myśleć, nie mogę marzyć, nie mogę chcieć żeby było dobrze- tego byłam uczona, ciągle i bez ustanku. Starałam się nie słuchać, odrzucać od siebie to co słyszę i to co widzę.
Ale teraz mi się już nie chce.
Nie, że się poddaję. Po prostu walka z wiatrakami nie ma sensu.
Zamykam swój świat ostatecznie. Jest już, jak nazwa wskazuje- mój. I tylko mój.
Ile razy można błagać o wysłuchanie o danie szansy- innym dla siebie. A pod ową "szansą" nie kryje się nic innego jak po prostu uśmiech i współdzielenie radości.
Ile razy można prosić innych żeby zaczęli się do mnie uśmiechać.
Ile razy można myśleć ciepło o tych, którzy mówią, że jesteśmy przyjaciółmi, czy, że się kochamy, a potem milczą, nawet kiedy Ty bardzo potrzebujesz, żeby się odezwali. I przecież już nawet nie marzysz o tym żeby się domyślili, bo dawno już wiesz, że ludzie są mało domyślni. Ty im po prostu mówisz- proszę, bądź.
Ile razy można godzić się z tym, że ktoś kto jakoby się Tobą przejmuje i komu na Tobie zależy- mówi Ci "idź sobie" a jutro "wróć".
Właściwie, nie powinno się ani razu. Bo każdy taki raz zabiera nam miłość samych siebie do siebie.
Chcę spać, spać i spać.
I ja już nie wiem ani kim jestem, ani gdzie jestem i dlaczego. Nie wiem nic. I nigdy z tym 'nie wiem nic' nie było mi aż tak źle jak teraz. Jestem zawieszona, porzucona, odepchnięta, splugawiona. Jestem wyliniałym kundlem bez nogi, który nawet już nie wie co to buda i własna miska z wodą.

Strasznie dziwne są te dziwy, które się zdarzają tak zupełnie, zupełnym przypadkiem.
To się dzieje. Trach i jest. I każdy jakoś w szoku. Stoi i nie wie co powiedzieć. A, że coś powiedzieć trzeba to się mówi "oooo, cześć!" i już wszystko jest okej.










środa, 16 września 2015

Wielu rzeczy nie rozumiem, wiele wydaje mi się, że rozumiem i wielu już nie zrozumiem.
Jest też kilka spraw o których mogłabym nauczać i prowadzić warsztaty "jak i co" jako największy guru świata.
Przeważnie, jeżeli czegoś nie wiem, a interesuje mnie to- dążę do jako takiego zgłębienia tematu. Szukam, mam oczy i uszy otwarte.
zdarza się, że z niewiedzą, pokornie jestem pogodzona, przynajmniej w danym czasie i w konkretnym etapie mojego życia.

Ale jest taka jedna sprawa, która nie daje mi spokoju. Nie mogę przez nią spać, nie mogę często normalnie funkcjonować.
Nie rozumiem jej, bo ona jest nie do pojęcia. A boli jak jasny gwint. I zamiast machnąć ręką, że nie to nie, to ja nie potrafię. I tego też nie rozumiem. Bo wszystko co tej sprawy się tyczy jest dziwne, nielogiczne i niepokojące. A ten niepokój, który chowa się w moim wnętrzu, dokładnie gdzieś na wysokości serca, czasami potrafi sprawić, że owe serce staje i nie chce dalej bić. I dusi mi gardło zapychając je wielką, nieprzyjemną gulą.

I znowu tylko:
gdzie jest moja Mama, gdzie jest moja Mama.
Ale po co, na co?
Bo kiedy ją widzę to raczej się denerwuję.
Gdzie jest ktokolwiek kto mógłby mi pomóc, w czymkolwiek.
I czemu ja sobie już nie wystarczam?

https://www.youtube.com/watch?v=SJcrcxnlirge

Czasami wali się grochem albo inną głową o ścianę. a ta cholerna ściana nie chce ani się nadkruszyć, o pęknięciu nie wspominając. i stoi dumnie, niewzruszona, mimo, że cała we krwi oczywiście nie swojej tylko twojej, stoi tak i gdyby tylko mogła to by się uśmiechała. z politowaniem.
Bóg jednak istnieje i jakoś w miarę sensownie to obmyślił, że ścianom nie dał ust i zębów. inaczej wielkimi uśmiechami po prostu zabijałyby resztki życia, które tlą się w tych co tak walą nie dłonią a głową i nie w drzwi a w ścianę.
 Ściana nadal stoi, a ciebie kurwica bierze, bo wiesz ile sił, energii i czasu kosztowało cię to żeby od tej ściany się oddalić, uciekając przed nią pędem, wybierając już milionową drogę, zgoła przeciwną do tej ostatniej, a mimo wszystko, znowu lądujesz przed ścianą. tą samą.
oczywiście.
jakżeby inaczej.
dzień dobry, kochana ściano.
cześć i czołem.
ccwd.





niedziela, 13 września 2015

jak to zrobić

kiedy człowiek chce uciec sam przed sobą
i od siebie
a jednak chce żyć
to jak?

środa, 9 września 2015

"Spójrz na siebie, powiedz kim Ty jesteś?"

wszyscy jesteśmy samotni.  cholernie, przeraźliwie samotni.
jedyne co mamy to my sami, a ci my sami są nic niewarci.
bo o to się w życiu rozchodzi, żeby jednak mieć coś, kogoś więcej niż samych siebie.
ale nie.
nie i koniec.
nie da się.
tak se myślę, że po ptakach.
latać już nie będę.
ale mimo wszystko, życie jest spoko.

jak to się stało... że mając to co mam, a mianowicie: młodość, ogólne zdrowie, nie najgorszy charakter, nie największa głupotę, całkiem przyjemną urodę, jakiś tam talent...
ja...
nic.



poniedziałek, 7 września 2015

wydawać by się mogło, że...
ha ha ha

nie i koniec.
pięknie jest i nie będę udawać, że jest inaczej.


sobota, 5 września 2015

https://www.youtube.com/watch?v=H0h_EhCnDpI

nanana, bądź dużym chłopcem.. już pozostawiając w tle sprawę tekstu, niby takiego fafu rafu, ale jednak nic wielkiego, to tłusty bit jest całkiem smaczny. kojarzy mi się z dżunglą. no tak, bo miłośc to wojna. krew się leje w lewo i w prawo.

pogoda miszcz.
idę tam i wracam.
chłonę/



czwartek, 3 września 2015

Podtrzymywałaś moją głowę, nie roztrzaskałam skroni o podłogę. Póki co.

Dziękuję. Bo naprawdę. Bez Was nie byłoby mnie. Czasami o tym zapominam. Ale kiedy są te przykre sytuacje, to wiem, że Wy jesteście. Tyle łez, krwi co się między nami przelało, to największy basen na świecie by nie pomieścił.
 I tak się jaram patrząc jak dorastamy. 
I tak się boję.




O normalność proszę
I chyba się oproszę
Albo oprosię


wtorek, 1 września 2015

Sama nie wiem czy pogoda jaką mamy dziś za oknem jest dobra na to co ma mnie dzisiaj spotkać czy raczej nie. Będę mogła się wypowiedzieć tak naprawdę pod koniec dnia, a może i jutro kiedy całą rzecz prześpię i przetrwawię.

Odnośnie mojego poprzedniego snu (tak, tego symbolicznego), dopiero teraz, z perspektywy kilku mocnych dni, kiedy ten sen zrealizował się na jawie i to kilkukrotnie, wiem o co chodziło w pełnej krasie. I wiem dobrze skąd i po co wzięło się to poczucie smutku i radości jednocześnie. Wiem i nadal podtrzymuję: smutno mi i wesoło jednocześnie, że Bestia została pokonana. Wiem też co się z nią stało. Spokojnie, nie straciła głowy. Ktoś się nią zaopiekował i uwolnił ją samą od siebie i z siebie.
Budda, Budda, Budda...

Zimny poniedziałek, gorącą stanie się niedzielą.

A we mnie stres. Grupa mnie rozwaliła. Ale chyba o to chodziło. Przeżyję i obudzę się silniejsza. Za tydzień rozwali mnie mniej, za dwa tygodnie jeszcze mniej itepe.
I nie lubię tych wszystkich pytań.
Na każde ciśnie mi się jedna odpowiedź.
Ale staram się ją zamieniać na:
RÓŻNE RZECZY



poniedziałek, 31 sierpnia 2015

My tu prowadzimy i wespółtworzymy swego rodzaju nową rodzinę. Jesteśmy grupą ludzi współdzielących przestrzeń, wspomienia, jedzenie i uśmiech. Wkurzamy się na siebie, mamy się dość, ale wystarczy, że jedno z czegoś tam się w kącie śmieje- drugie nawet nie wie z czego, ale też zaczyna się smiać. I to histerycznie. Ale w pozytywnym sensie tego słowa. W całym tym skupisku nas, naszych rzeczy i niedoborze (wiecznym) kawy, czuję się na nowo jakbym miała naście lat, i nie jest to powrót przerażający. Dużo różnych przykrości mnie spotkało po drodze, w większości sprowokowanych przeze mnie, teraz muszę otaczać się bliskimi. I bliskość tę chłonę i mam nadzieję, że podobną się odwdzięczam.

a mi się marzy Sarbia w weekend. Doprawdy, nic większej rarości mi nie da. Mam niedługo urodziny, więc zasługuję na Sarbię. oh, Boże, Boże.

niedziela, 30 sierpnia 2015

https://www.youtube.com/watch?t=100&v=0GzCqwk_sTI

dlaczego ludzie boją się wychodzić sami. przecież wtedy są najbardziej z kimś. ale do tego to chyba trzeba dorosnąć. do siebie.
Dzsiaj w mam nadzieję- szczytnym celu straciłam kawałek jedynki. i tak mi się myślenie pogmatwało, że jakoś nawet mi nie jest ani smutno ani wkurzenie, bawi mnie to i uważam, że wyglądam całkiem zabawnie i że oby ubytek dodał mi charakteru. tj. mojej urodzie. zbyt oczywistej i byle jakiej. ale jednak dobrej. 
Jest gorąco i parno,  nie ma czym oddychać, ale mimo wszystko książki da się czytać. Nie trzeba oddychać żeby móc czytać, takie proste prawidełko, ot co.

Niektórym to trzeba odpuścić ich grzechy i przejść nad nimi do porządku dziennego. Ale tym osobom trzeba też odpuścić ich samych. Albo inaczej: sobie te osoby. Sorry, winetu, ale taki mamy klimat.




piątek, 28 sierpnia 2015

https://www.youtube.com/watch?v=2si5iJbBo8I
Miasto budzi się a w nim ja.
Teraz już wiem, że w moim wczesnym wstawaniu nie ma nic zboczonego i nie na miejscu. Budzę się razem z dniem. Obserwuję cały cykl doby, zaczynając od przebudzenia słońca, które swoją potęga rozrywa chmury, przez królujący błękit na niebie, aż po jego poddanie się szarościom, które w końću ustępują głębokiej, piegowatej w gwiazdy czerni. i to wszystko jest moje. Tylko dlatego, że sobie pozwalam na te widoki. Nie okradam się z nich śpiąc do 12stej. ten kto się z nich okrada jest zboczony. Ten, który ignoruje poranne pianie koguta, słyszalne nawet wprawnym uchem w zapiździałym mieście.
Miasto budzi się z naszymi marzeniami.
Szumem ulic woła mnie.
Nie jesteśmy sami.
Daj nam dzisiaij dobry dzień.

Proszę o dobry, dobry dzień. Zrobię wszystko żeby takim był, tyle z mojej strony. proszę o odrobinę wsparcia.
https://www.youtube.com/watch?v=CANx5RcdPdo
https://www.youtube.com/watch?v=GpCmSmbhtRs

więc chodź, pomaluj mi życie
niech świat mój się zarumieni

mój świat jest już zarumieniony,
ale czekam
na ogień
już czuję dym(ek) ogień się zbliża.
czerwień nadchodzi
a ja czekam
chodź już tu czerwienio, jestem gotowa, przyjmę CIę na klatę :D


czwartek, 27 sierpnia 2015

https://www.youtube.com/watch?v=1StijejgfZg
https://www.youtube.com/watch?v=ckovetFL8ns

Dzisiaj piątek. To początek ostatniego weekendu wakacji. I początek ostatniego weekendu kiedy ja się rozpakowuję. Także życiowo. Walizeczki, bluzeczki, lakiery do paznokci, kawałek mózgu na podłodze, serce pod dywanem, pod dywanem, którego nawet nie mam-dodam, notatki- zapisane myślami, których nie chcę zapomnieć. Rysunki, czarno białe z plamami czerwieni. Zapachy. Głównie bez i ciężkie, babcine perfumy, które nawet nie były w pobliżu żadnej z  moich babć. Żadna z nich nie była zwyczajową babwią. Obie były nadzwyczajne. Obie dziwne, trochę złe, w tym jedna bardzo a druga malutko, więc wychodzi, że obie to robiły niemal średnią bylejakości. Ale paradoksalnie, zestawione ze sobą pod czas jakiś świąt rodzinnych nie potrafiły zachować bylejakości, tylko prężnie przedstawiały te swoją oto dziwaczność.
jak na tacy. były niemal gołe od nadmiaru emocji.


środa, 26 sierpnia 2015

Poważnie zastanawiam się nad tym, czy boli mnie szczęka, policzki- od bruksizmu, którego się niedawno nabawiłam czy od... ciągłego uśmiechania się. cały czas siedzę z bananem na buzi. staram się go pozbyć, bo już po prostu nie mogę z bólu, ale nie da się. po prostu. jestem szczęśliwa. i co mam z tym szczęściem zrobić, kiedy ono aż mnie krzywdzi?
mogę się nim przykładowo dzielić :)

więc chodź, pomaluj mój świat.
nie, to ja pomaluję. świat, cały.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Zaczął się czas zmian już tak całkiem serio, serio. Przeprowadzka, praca, idę też na nowe studia. 
Nie mam złych myśli. Mam dobre myśli.
Mam wenę, chęci i radość.
I chcę tą radością się dzielić. Chcę współtworzyć. tworzenie jest mniej przyjemne i mniej wartościowe niż współ.
wespół
na pół.

Dziękuję za to wszystko co mam.
Głównie to za oczy i za ręce. 
Nie wiem kim bym była bez moich oczu i rąk, ale na pewno kimś zupełnie, zupełnie innym. 
A jako, że na nowo lubię i kocham siebie, nie chciałabym być kimkolwiek innym.

 

sobota, 22 sierpnia 2015

Jestem Nowym Buddą.
Siedzę, stoję i chodzę.
To co było takie straszne i duże okazało się, że wcale takie straszne i duże nie jest. To co było takie niebezpieczne i nieprzyjemne, pod czas bliższego poznania okazało się być bezpiecznym i przyjemnym. To co obawiałam się, że mnie zabije- uratowało mi życie. A to, co miało uratować mi życie- chciało mnie zabić. 
Ale. Co nas (jednak) nie zabije, to nas wzmocni. Prawdy, prawdy, ludowe powiedzonka, w których zaklęta jest niesamowita moc i wiedza. Kiedyś ludzie tyle nie gadali, niewiele też pisali, więc to co sobie przekazywali miało naprawdę sporą wartość. Niby pretensjonalne przekazywanki, a  jednak po pewnych doświadczeniach w życiu,  już tylko ich możemy słuchać i już tylko w nich widzimy jakikolwiek sens. 
Głębszy, płytszy, ale jednak sens. 
Jestem bardzo dumnym z siebie człowiekiem. Nie chcę żeby ktoś był ze mnie dumny, Bo i po co i niby kto miałby to być.  Ja sobie nie roszczę praw do bycia dumną z kogokolwiek, to takie protekcjonalne i nachalne. Mogę być co najwyżej (i aż) dumna z siebie. I jestem. 
Najzwyczajniej w świecie, chwyciłam Bestię za łeb i go jej ukręciłam. przy samym tyłku. Nie będzie mnie już nagabywać, szczególnie kiedy mi smutno. 
Kiedy będzie mi smutno, po prostu będzie mi smutno. a ja to przetrawię, pójdę spać, wstanę i smutku już nie będzie. Bo tak to się odbywa. Nie trzeba zaraz chcieć zabić tego smutku, miażdżyć go i udawać sama przed sobą, że jest super. Bo nawet jak na tę sekundę nie jest, to kiedyś będzie. 
Emocje są dobre, jakiekolwiek by nie były. BO SĄ.






https://www.youtube.com/watch?v=0G3_kG5FFfQ

https://www.youtube.com/watch?v=MEl4t3ZdeO8


no i co... kąpiel, spacer i piszemy, piszemy.
a sen znowu  był. Dziękuję Ci Wszechświecie za siłę żeby być mną.



piątek, 21 sierpnia 2015

http://sielinko2015.tumblr.com/post/127237656400/po-wigilii-poniedzialek-03082015-cz-4
To już chyba będzie pełna recenzja spotkania na szczycie. szkoda, że ono już za nami a nie przed nami, może zorganizuję coś podobnego w Sarbi :)
W SUMIE.
...

Wychodzę z domu, na świat, którego nie tyle co tak się bałam, a przed którym się byłam i jestem tak przestrzegana. i byłam na imprezie, niemałej, pełnej ludzi, wspomnień czarów i innych takich, nieborakich. I nic. żaden szlag mnie nie trafił, okazało się, że świat widziany okiem czystym jak łza Maryjna też potrafi być piękny i wcale nie trzeba ani zazdrościć ani współczuć tym, którzy wybrali inny sposób na zabawę. bałam się swego czasu, że kiedyś się stanę albo zupełnie "tą złą", albo z kolei, znając moje zamiłowanie i skłonności do przesadzania- pójdę w odwrotną stronę i to co dotychczas lubiłam, nagle zacznę bojkotować jako największe zło tego świata. ale nie. mam rozum, mam emocje- które poznaję, rozkładam na czynniki pierwsze a przynajmniej mniejsze do bezpiecznego dla mnie momentu, a nie jak kiedyś- do chwili, kiedy wszystko mam już tak przeanalizowane i to z miliona stron, że z początkowego zjawiska nie zostało już zupełnie nic oprócz materiału naukowego. celebruję uczucia. smutek i wesołości są mi coraz mocniej znane i ukochane. niedługo wejdę na poziom wyższy, to jest na gniew, ale jeszcze chwili mi potrzeba. chociaż kto wie co przyniesie ten dzień:) może to właśnie on i może to dziś skupię się na mówieniu kiedy coś mi się nie podoba, kiedy ktoś robi mi przykrość, ale w sposób nieobrzydliwy a co najważniejsze- bez wstydu, że ktoś odkryje, że mnie śmiało coś zaboleć. i pokazując emocje, jakie sprawa dla mnie ze sobą niesie, a nie je chowając jako ta dama i mówiąc "ok, ok". jeśli będę zła, to mam prawo pokazać, że jestem zła. takie proste, a tego nie wiedziałam. i to mnie tak okrutnie blokowało, że uwarunkowało mi połowę życia.
mam prawo żeby czuć.
mam prawo mówić o  moich uczuciach
pokazywać je
pewnie większość z Was to wie i praktykuje. o ile nie od swojego 'od zawsze' to od bardzo dawna.
ja o tym słyszałam, ale myślałam, że to kpina
a tu nie.
kolejna mądrość Ewuni
Uczucia nie są złe, złym jest chowanie ich po swoich kątach.

fajnie jest się poczuć jak turystka we własnym mieście. w adidasach na stopach, leginsach, bluzie i plecaczku wędrowniczku, a co najważniejsze- z przyjaciółką u boku, przemierzać ulice ukochanego miasta nocą w poszukiwaniu czegoś. przygód. a te przygody są wszędzie, głównie to w nas, naszym patrzeniu na świat i śmiechu, który towarzyszył nam całą poprzednią noc. chyba stajemy się powoli 'paniami, które mają po 30ści lat, ubierają się jak gówniary bo rozpaczliwie chcą być jeszcze młodzieżą i wmawiają sobie, że nią w rzeczy samej są", wiecie, te laski co ta rzeczywiście młodość, patrzy na nie z politowaniem i mówi "stare a głupie", haha. cóż..
Ezoteryczny Poznań.

Piszę i sprawia mi to przyjemność. jak zawsze, największą z możliwych.





Głęboko wierzę w symbolizm snów. szczególnie moich. mój mózg pracuje we śnie najsprawniej. cały dzień gdzieś przetaczał mi się wczorajszo-nocny Sen. już go rozumiem. rozumiem co do szczegółu.
i co do ogółu.
niesamowitość.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Dzisiaj miałam Sen. Pierwszy, Prawdziwy, pełnowartościowy a nie taki 'prawie-prawie' a bardziej to na niby niż na serio. Był głęboki, wielowarstwowy i jedyne co go zdradziło, że jest Snem a nie Jawą to właśnie ta zbytnia prawdziwość i piękno.

Byłam w górach i w dodatku gdzieś na wzniesieniu i przyglądałam się kotlinie wypełnionej gęstą, parującą mgłą, unosząca się coraz wyżej i wyżej.
W tle, gdzieś na horyzoncie majaczyły ledwo widoczne góry, długie, tuziny nieskończenie wysokich pasów.
Noc właśnie ustępowała miejsca wczesnemu porankowi, było jeszcze ciemno, ale już na niebie pojawiały się jakieś granaty, fiolety, mleczne szarości.
Potem punkciki jaskrawego różu, żółci.
Siedziałam na wielkim głazie i majtałam bosymi stopami.
Rozejrzałam się dookoła trochę niżej i dalej- byłam na polanie, która nagle okazała się bezkresna, za mną roztaczał się mroczny las.
I wtedy własnie zaczęłam się zastanawiać: czy to jawa  czy to sen? bo tak pięknie, tak pięknie, że aż niemożliwie...
I pomyślałam sobie, że szkoda, że tego nie widzisz.
Że szkoda, że Cię tu nie ma, bo może wtedy byś zrozumiał.
I pokochał życie tak jak ja. I zobaczył kim jestem i kim jesteś Ty, kim, czym jest natura, poczułbyś ten nieskończenie potężny oddech w piersi, który teraz świdrował moje wnętrze.
Zobaczyłbyś tak jak ja teraz widziałam, Najpiękniejszy Widok.

Ale, że wiedziałam, że Ciebie nie będzie i znowu- szkoda, szkoda. SZKODA.
Wtedy podbiegł do mnie Bogdan. I zniknął. I kiedy wypatrywałam go między drzewami, niepostrzeżenie, zjawiłeś się Ty i usiadłeś przy mnie.
Patrzyłeś w dal, podziwiałeś.
Ogarnął mnie spokój, nawet nie radość, raczej cisza. Bo cisza może ogarnąć wnętrze człowieka. Spojrzałam na Ciebie i podziwiałam to jak Ty podziwiasz Świat.
Dziękowałam Bogu za to, że pozwolił mi Ci to pokazać.
I wtedy jakaś wrzawa. Z lasu wybiegł wielki, krępy pies. Bogdan stał na wzniesieniu, naprężony, gotowy do ataku. Nowo przybyły wyraźnie ostrzył sobie zęby na Bogdana.
Wiedziałam, że mój pies w walce nie będzie miał żadnych szans. Ruszyłam przed siebie, wskoczyłam pomiędzy dwa żywioły i rozłożyłam ramiona nakazując im się zatrzymać. Psy stały. Zerknęłam na Ciebie. Wstałeś. Przyglądałeś się.
I wtedy tamten krepy pies ruszył na mnie, a właściwie chciał mnie minąć i zaatakować Bogdana. Skoczyłam na niego i chwyciłam go za kark, podniosłam łeb od tyłu, uniemożliwiając mu ugryzienie mnie. Bogdan biegał dookoła i wył.
Nie dawałam rady. Spojrzałam na Ciebie, błagając wzrokiem żebyś mi pomógł. nie widziałam Cię. ...Stałeś koło mnie i jakoś ściągnąłeś ze mnie to bydle, a może mnie z niego, pies na chwilę się zatrzymał ale znowu ruszył za Bogdanem. A Ty za nim. Kiedy już myślałam, że wygrałeś, zrezygnowałeś.
-Nie będę bronił twojego psa.- Powiedziałeś i zniknąłeś w lesie. Zaraz za Tobą pobiegł Bogdan a za nim Bestia. Siedziałam i płakałam, pewna, że Bogdan tego nie przeżyje i załamana Twoją reakcją. To, że nie ratowałbyś mnie przeżyłabym, ale Bogdana?...
Znalazłam się w jakieś drewnianej, rustykalnej chacie. Siedziałam i szlochałam. ktoś mnie szturchnął.
...Mokrym, małym nosem. Bogdan!
Drzwi od chaty się otwarły i wszedłeś do niej Ty. I jeszcze ktoś, jakiś inny mężczyzna. Byliscie widocznie zadowoleni, roześmiani, dumni.
Nie wiem kim był Ten Drugi ale go znałam, Ty też. Czułam między Wami więź, ale między nami wszystkimi też.
-Byliśmy na polowaniu.- Powiedziałeś.
-Bestia pokonana.- Powiedział Ten Drugi.
A mi się zrobiło tak wesoło smutno.


Życie zyskuje z każdym dniem na nowej, lepszej jakości.
Z tak zwanych Ewuniowych mądrości:
żeby żyć dobrze, trzeba kochać siebie.
wtedy nie trzeba właściwie nie da się już bać
Bo czego
Skoro ma się siebie
I to coraz mocniej

czuję wyraźnie jak odzyskuję siebie
Znowu jestem moja, a nie wszystkich lub niczyja
Myśli na nowo są w głowie a nie na głowie, lub nie ma ich wcale
Sporo się napracowałam żeby być tu gdzie jestem teraz
Kosztowało mnie to wiele
Zapłaciłam z własnej kieszeni, chociaż nie pieniędzmi
Ale to jeszcze nie koniec wydatków, raczej początek
Niemniej, koszta poniesione być muszą
Takie życie, takie życie
Nie jak w Madrycie
Tylko jak w Polsce, a tu jest najlepiej, oczywiście :)

Nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie to, że Świat jest jednak chociaż trochę dobry
I jeżeli ma się dobre chęci to On wspiera i wyciąga dłonie



środa, 19 sierpnia 2015


"Biała Dama"

Lubiła poudawać, że jest wyjątkowa
Z głową wysoko w chmurach
Z palcami na cesarzową
Albo inną Maryję
Szła
I tylko nosem pociągała

Pytana czemu to tak
Mówiła, że się przeziębiła
Bo wiatry dzisiaj takie ostre
A ona jest Damą
I ma delikatny środek

Wiatr ją podarł od środka, taka z niej miernotka

Nie bała się niczego a na pewno już nikogo
Był taki czas
Że bała się ciemności, ale dawno było to za nią
Bo już nie wiedziała
Kiedy jest dzień a kiedy noc
Kiedy jest jasno a kiedy jest ciemno
Więc miała wybór: albo bać się nieustannie, albo nie bać się wcale

Wybór dokonany być musi
Nie bała się wcale, do czasu
Aż przestraszyła się
Siebie
I o siebie
Bo jej wyjątkowość nie była już w jej delikatnym środku
A była dokładnie wszędzie poza nim
Głównie to na ulicy i na językach innych

Nie chciała już wychodzić
Żeby głową o chmury innych za nos wodzić
...
Nawet jakby chciała to nie mogła
Bo nogi, takie zgrabne
Nie należały już do niej
A do nich
Jej głowa nie należała już do niej
A do nich
Jej głos nie należał już do niej
A do nich

Tylko Ci "nich"
Wcale nie chcieli czegokolwiek od niej
Teraz
Ani tak naprawdę
To
Nigdy
Lub
Kiedykolwiek

Straciła wszystko
Głównie
To
Strach
Przed
Ciemnością

Zyskała
Nic
Głównie
To
Strach
Przed
Ludźmi
I
Przed
Sobą
A
Ona
Człowiekiem
Już
Dawno
Nie
Była

Biała Dama się rozpływa
Wiatr co targał jej środeczek
Zaczął drzeć jej mordę
Bo twarz straciła dawno, gdzieś tam
Chyba
W
Tych
Jej
Chmurach

Chciała to ma
A właściwie to chciała nie mieć
Więc nie ma

Biała Damo
Zacznij się bać Nocy
Bo Noc jest od bania
Kto się jej boi
I przed nią ukorzy
Temu być może jeszcze się ułożą losy



https://www.youtube.com/watch?v=vhuW6Pvwj4I

Nie od deszczu oczy mokre
a od łez

Wróciłam
Ale droga przede mną
niekrótka
właściwie taka- mam nadzieję, całkiem długa
 którą będę już człapać do końca życia
 no bo, przede mną reszta życia
a żeby żyć
trzeba żyć

jednak głowa o ileż zdrowsza, a mózg świeższy i bardziej przejrzysty.
słońce takie ciepłe, sól taka słona a ciepłe mleko takie słodkie i takie.. ciepłe.

to glukoza sprawiła, że na nowo mam siłę podnosić rękę do góry
a kiedy ciało jest silne to ma siłę nosić ciężki i parujący mózg

wcześniej:
"ale była tylko pusta głowa, która chciała się napełnić
czymkolwiek, byle po same uszy,
których jeszcze nie miała
a jak mam ci wlać myśli
skoro nie masz nawet uszu
jesteś niczym?"
-że zacytuję samą siebie.


I  jakie plany na przyszłość mam
, na dziś. a wczoraj też było udane.
i zdrowe. i pełne. i moje.
co moje to moje.
chwytam i nie chcę już puścić.

Jestem spokojna o siebie.
Tak jak się boję
A ten strach zapewnia mi spokój
Zrozumie ten, kto był tam gdzie i ja byłam.
tylko ten, nikt poza.

a to nad czym pracuję teraz.
nie chwaląc się, bo może być różnie, a jak będzie to bez znaczenia bo i tak będzie najlepiej
to po prostu projekt życia
i to czterotorowy, ale kolej jedzie w jednym kierunku, mimo, że na czterech szynach
a te szyny nie rdzą są pokryte a nadzieją, zdrowiem i uśmiechem

idę, idę.
a kto chce stać, niech stoi.
ale jak mogę pomóc iść to słucham
może pomogę a może nie

bo ja nic nie muszę
ja mogę

i kiedy mogę a nie muszę to jakoś da się więcej, prawdziwiej.

i nie o tym już tylko mówię, nie o tym. a ogólnie o świecie.



sobota, 8 sierpnia 2015

poważnie myślę o pewnej wystawie i to zdjęć. taak, ja i zdjęcia. ale te zdjęcia już są. jeżeli ktoś mnie zna i wie mniej więcej gdzie migrowałam myślami, ten mniej więcej powinien się spodziewać o co chodzi. właściwie chciałabym  żeby była wielopoziomowa:

podróże: małe- duże
zmiany- nie zawsze na lepsze
niezapominajki- ale o co chodzi?

ale to jak wrócę. a może nie. nie wiem. muszę pomyśleć, a to myślenie wychodzi mi coraz lepiej. ten rok jest naprawdę bardzo ważny. i wszystko nabiera tempa.  i ja już się nie boję. przyjemnie jest znowu się nie bać.

trochę będzie mnie to kosztować, całe to 'wydarzenie'. i nie tylko mnie. a jak wiemy, tam gdzie w grę wchodzimy 'nie tylko ja i mnie', trzeba mieć zgodę tych i tamtych. a nie wiem, zupełnie szczerze czy mi się uda ją a właściwie je uzyskać. możliwe, że wcale nie. i nie będę zła. zrozumiem. może to nawet lepiej. chyba proszę o brak zgody.

mimo, że jakoś idzie do przodu, to jednak coś idzie do tyłu. bo stoi. i grzęźnie. samo się topi. i bulgoce. a ja nie mogę.. przejść nad tym do porządku dziennego. nie umiem. może za głupia i za mała jestem, ale nie potrafię. wybacz mi Ewo, że Cię katuję, tym mocniej, że nie umiem Ci pomóc. Nie umiem wytłumaczyć Ci,  że nie. Że jesteś za mało dobra i nie pasujesz. Że chęci to za mało. I energia to za mało, chyba nawet ta energia tutaj jest kluczowym elementem tego całego "NIE". nie tędy droga. musisz zmienić kurs i iść gdzie indziej. musisz, musisz, ale czy możesz?... ewo, ewo ty lebiego.


Chciałam Wam powiedzieć, że
i pochwalić się,
że
od jutra mnie nie będzie
i chociaż nie wiem czy będę miała do czego wracać,
to wiem,
że będę mądrzejszym człowiekiem.

bardzo się cieszę na te niedzielę. bardzo.

i chociaż tęsknie za osobą, którą byłam kiedyś, chociaż te nową mnie lubię, mimo, że jest trochę dziwaczna, to perspektywa nowej mnie jest zachwycająca.
boję się tylko jednego,
że niektórzy wtedy dla mnie dużo stracą. że już nie będę chciała.

bo już raz to zostało przewidziane.
powiedziane i zastane w niedalekiej przyszłości jako fakt dokonany.


piątek, 7 sierpnia 2015

Zgrabnie napisana książka, dobrze zaśpiewana piosenka to takie, które niezależnie od treści jaką za sobą niosą, dają odbiorcy poczucie, że to utwór nie tylko kierowany do niego, co właśnie o nim. albo dokładnie na odwrót- czyli!- no nadal o nim...

ostatnio książki same wpadają mnie w ręce, a to moja szalona sąsiadka poetka znowu zostawi kilka/naście tomików przy windzie, a to ktoś mi coś podrzuci, a to Mama, a to sama kupię...

trzymam w dłoniach coś czuję- książkę niezwykłą. i jak to ja, poznawanie rozpoczęłąmod powąchania, od testu papieru- wytartości, grubości, koloru, od oszacowania czy miara i krój czcionki mi odpowiada, a potem przeglądam pobieżnie kilka dialogów wyrwanych z kontekstu. wtedy już wiem na 100% czy książka nadaję się do czytania czy też nie.
-To jakaś diabelska sprawa- sapnął gniewnie brodaty mężczyzna- Ale ja i tak prawdę z was wyciągnę, mam na to sposoby! Czy chcecie, żebym wziął was na tortury? Jesteście kłamcami, albowiem latać mogą tylko ptaki i czarownice!

tyle w temacie.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Wczoraj spotkałam dwa duchy z przeszłości. Najpierw koleżankę z liceum. Ah, to była i jest artystka. Szczególnie jeśli idzie o sam kunszt, bo o treści się nie wypowiadam- nie znam ani jej ani koleżanki (już) na tyle żeby czuć się na siłach żeby opiniować. Już w liceum władała pędzlem na poziomie, który nigdy nie będzie mi dostępny. Wtedy jej zazdrościłam, teraz jakoś mi jej z tego powodu żal.. ale nie o tym.  I tak se gadałyśmy i patrzyłyśmy na siebie i słuchałyśmy. Trwało to krótką chwilę, ale jak dla  nie było to dosyć intensywne. Jakieś ploteczki z dawnego świata, wypytywanki o tę, o tamtego. nic się u nas nie zmieniło a zarazem zmieniło się wszystko. i chyba mało wśród nas jest osób, które są szczęśliwe, mimo, że jesteśmy szczęśliwi bardzo. ale dużo smutku w tym wszystkim, ta cała pogoń, ta próba nadrobienia tego, co zepsuli nasi bliscy, co sami rozwaliliśmy, chęć dogonienia rówieśników, którym jakoś się bardziej 'udało', walka z własnymi przyzwyczajeniami, usposobieniami, walka z własną fantazją. walka z byciem wolnym duchem. walka z wiatrem. ze słońcem. walka dla walki i wieczna walka. ciężko jest walczyć każdego dnia i to w każdej sekundzie.
ale ustępując, oddając bagnet równie dobrze można w tej samej sekundzie po prostu rzucić się ze skały. a po co. walczmy, kto wie, może nadejdzie dzień, kiedy będzie jakoś przyjemniej i bardziej bezpiecznie.

no i jeszcze spotkałam mojego pierwszego chłopaka. zupełnie przypadkiem, otoczona przyjaciółmi. ah, cóż za dramat wiekuisty! nawet wygląda tak samo. to ten sam człowiek. jakże życie bywa przewrotne, i kto mi powie, że nie ma kogoś odpowiedzialnego za pisanie tych szalonych scenariuszy podług których funkcjonujemy! ktoś taki jest i to na pewno. śmiesznie było zobaczyć tego człowieka, o brązowych, okrągłych oczach, dla którego kiedyś mogłabym zamordować. dosłownie. i myślałam wtedy, że to na zawsze, że nigdy już nie będzie nikogo innego. to było 10lat temu.. życie zrewidowało moje ówczesne fantazmaty i pokazało mi jak funkcjonuje ten szalony ekosystem. głównie właśnie rozchodzi się o to, że ten system musi być eko, czyli ekonomiczny. w związki wchodzi się z ekonomii, i kiedy te przestają się opłacać- wychodzi się z nich. albo jedna strona wychodzi. ale jak wiemy, wtedy druga ma niewiele do powiedzenia. teraz to nie wchodzi w rachubę, tzn. mordowanie dla niego, ale sama pogawędka dostarczyła mi wiele frajdy. i okazuje się, że ludzie zaczynają wychodzić z domu (jak grzyby po deszczu) kiedy są najbardziej samotni i już naprawdę nie mogą znieść sami siebie. dlatego się spotkaliśmy. i z nią i z nim. ale samotność jak była tak jest, ciekawe... dziękuję Ci Boże za książki. One mnie ratują. Jak zwykle.

I kolejna mądrość Ewuni z cyklu: "już wiem czego dla siebie nie chcę", mianowicie:
nigdy już nie pozwolę żeby ktoś tak do mnie mówił.
i w końcu wiem, czemu mi tak zależało:
bo pierwszy raz pojawił się ktoś przy kim przestałam bać się Takiego Kogoś. i to było przyjemne. ale co przyjemne to się zjada a potem tego nie ma.
na szczęście dalej się nie boję Takiego Kogoś. Teraz boję się kogoś innego, ale już inaczej, bardziej po dorosłemu.
Za dużo.
Tyle słowem podsumowania.
A jeszcze słowem rozciągnięcia:
Przepraszam. Za to, że musieliście mnie taką znosić ostatnio. Niekrótko.
Ale to już się nie powtórzy. Jestem znowu Meluzeną a nie Pustoraczką.

'Praca, szkoła, śmierć, zaraz wpadnę w szał'- a ja nie.
właśnie wcale nie zamierzam.

Piątek, życia początek.

We mnie jest teraz wiele nadziei. Wiele chęci i wiele potrzeb. O emocjach nie wspomnę. Buchają jak ta para, nawet uszami. Ale nie wiem, nie wiem co z tego będzie. Bo okazało się, że te emocje nie są dobre, bo są niechciane. Mam pewne obawy. Że z dniem, kiedy je schowam, szczelnie jak to ja, znowu będzie ten czas, kiedy nie ma nic. W tym stanie jest tak szalenie bezpiecznie, ale ja tam nie chcę. Tam nie było nic. Więc łatwo czuć się bezpiecznie i komfortowo kiedy nie ma się o co dbać i na co uważać. A zapewne tak to już będzie. Póki mam jeszcze te oto emocje to czuję smutek i żal, że nadchodzi znowu czas wypalenia i nicości. Trudno. Lepiej tak, niż łazić i zawodzić jak jakaś nastolatka. Nie mogę w wieku 27lat szlajać się po ulicy i ryczeć, to raczej poważne nie jest. Jestem dorosła, wyć powinnam tylko pod łóżkiem. A  ja nawet nie mam tego "pod łóżkiem". 
Idziemy, hop hop.

i ja jakoś nagle mam ochotę na to oto śniadanie we mgle.


środa, 5 sierpnia 2015

Dobry Boże,
Dlaczego jest tak, że ludzie nie lubią się dogadywać. Chociaż to sprawia taki przejmujący ból? taki, że nie da się oddychać. I jak to właściwie funkcjonuje, że mimo braku oddechu i to nie przez chwilę a przez całe minuty, godziny...- człowiek nadal żyje. Żyje i jakoś nie chce przestać. Chociaż na zdrowy rozum ma dość. I czemu na ten przeklęty zdrowy rozum niby obie strony chcą się dogadać, a im więcej mówią tym gorzej im to wychodzi. Po raz kolejny muszę napisać, że język jednak nie służy do mówienia a do lizania. I nie zmienię już zdania...

https://www.youtube.com/watch?v=ZFsxfucBmcs

to jest piękna, piękna piosenka.

wtorek, 4 sierpnia 2015

Na niektórych polach człowiek dorośleje, a na innych znowu ma naście lat. i to wszystko jakoś specjalnie się nie zgadza i powoduje rozgardiasz. jak to ma funkcjonować? no można nieźle się pogubić i zagubić. czasami to nawet nie wiadomo już w którą stronę pójść żeby się odnaleźć. bywa, że wydaje się to już niemożliwe. ale wystarczą dobre chęci. i po prostu używanie nóg. bo żeby szukać trzeba chodzić. taka prosta, życiowa prawda.
a to co proste jest najcięższe do zaakceptowania. bo my lubimy skomplikowane.
ble.

https://www.youtube.com/watch?v=I0RpaPan9t4


to już było i nie wróci. bo trzeba się uczyć. do jasnej ciasnej, na własnych błedach!!