Powoli układam sobie Nowe Życie. Inaczej przecież nie da się tego nazwać jak właśnie Nowym Życiem. Zmieniłam nie tylko adres, uczelnie, ale i towarzystwo.
Byłam przekonana, że powrót do Poznania będzie się równał z ciągłą zabawą ze starymi Druhami. Póki co, mieszkam tutaj już blisko dwa tygodnie a zabawy takiej- nie odnotowałam. Byłam zajęta porządkowaniem spraw. I chyba już je uporządkowałam.
Ani szkoła nie jest już taka straszna, ani praca nie powala mnie już na kolana. Bardzo dobrze. Ostatnimi dniami byłam po prostu wykończona- tak psychicznie jak fizycznie i emocjonalnie.
Ale powoli wracam do normalności, która wydaje mi się być teraz tak rozkosznie słodka...
Obawiam się, że jestem uzależniona od stałego kontrolowania mojej wagi. Cały czas jestem z siebie niezadowolona i mimo, że na zdrowy rozum wiem, że jestem szczupła- w lustrze widzę potwora i sama siebie się wstydzę.
Nie wiem kiedy to się stało, przeraża mnie moja własna płytkość. Przede wszystkim, jestem w dobrym stanie ale wmawiam sobie, że w fatalnym (doszło do tego, że nie chcę wychodzić z domu- i nie wychodzę, bo jestem przekonana, że ludzie na ulicy widzą moją rzekomą otyłość i mną za nią pogardzają...), a po drugie- nawet jeżeli bym nie była super-hiper idealna to przecież nie definiuje mnie to jako lepszego czy gorszego człowieka. Wiem o tym, ale jednak nie wiem ! Oszalałam !
Moda na szczupłość/ chudość zaślepiła mój malutki, obrzmiały móżdżek.
Muszę wyswobodzić się z ten otchłani niejedzenia i dążenia do niebytu.
Wczoraj, w ramach buntu zjadłam dwa kawałki pizzy. I przyznam, że jestem z siebie dumna. Może małymi kroczkami zacznę rozmyślać o czymś innym niż jedzenie a właściwie próby niejedzenia (które oczywiście za każdym razem kończą się na fatalnym obżarstwie, czyli osiągam efekt odwrotny od zamierzonego)
Zdjęcia z warsztatów ślubnych Nikona, któe odbyły się pod Poznaniem pod kierownictwem Grzegorza Płaczka:
sobota, 9 listopada 2013
Archiwum bloga
-
►
2015
(309)
- ► października (24)
-
►
2014
(111)
- ► października (18)

.jpg)