Święta to bardzo intensywny czas- także dla tych, którym jakimś cudem dało się uniknąć świętowania.
Nawet jeżeli nie spędzamy ich w gronie rodziny, nie przygotowujemy tuzina potraw i na miesiąc wcześniej nie planujemy listy prezentów- wszech otaczający zgiełk i harmider mogą doprowadzić nas do szewskiej pasji.
Wszyscy dookoła się cieszą, na coś czekają, opowiadają o bigosach, ręcznie robionych pierogach i dywagują nad tym, który papier do pakowania podarków wybrać- z zielonymi czy żółtymi gwiazdkami ? Niektórych to bawi, innych wkurza ( u mnie reakcja jest zależna od dnia i od godziny), ale nieważne jakie mamy stanowisko dotyczące przedświątecznego szaleństwa- nie możemy uniknąć całego tego sajgonu.
Mimo, że nie pochodzę z rodziny wierzącej, święta jako takie były u nas w domu co roku obchodzone. Jako dziecię wypatrywałam z bratem pierwszej gwiazdki, która była pretekstem do otrzymania przesyłki od mikołaja (ten nie mógł zostać dłużej, więc przekazywał prezenty dla nas przez ręce rodziców i jakimś cudem prawie nigdy go nie spotkaliśmy bo przychodził akurat jak się kąpaliśmy czy zagapiliśmy w bajkę o bałwankach), na stole nigdy nie gościło dwanaście potraw, ale kilka- na pewno. Banany, mandarynki, czekolada z orzechami, rafaello- owe przysmaki pojawiały się swego czasu w polskim menu jedynie w okresie wigilii. Ależ to była uciecha !
Teraz święta zmieniły nieco swój charakter w moim domu- każdy spędza je jak chce i z kim chce. Są dla nas doskonałym czasem na odpoczynek i zresetowanie potarganego życia i czupryn.
Przybyło nam kilkoro członków rodziny- Tomeczek, Ola, także przyjaciele. Chcemy dzielić ten radosny czas także z nimi.
Święta nie są już dla mnie jedynie oczekiwaniem na prezenty. To czas, który mogę spędzić z bliskimi, nie wychodząc przez kilka dni z piżamy i nie przestając pić wina, nawet tego taniego. Rozmowy, plotki, wygłupy, kłótnie- mniejsze, większe, pijackie gaworzenia.
Tegoroczne święta minęły mi bardzo sympatycznie i w ich okresie spotkałam się z większością ważnych dla mnie osób- nie ze wszystkimi! Niestety, ale nie wiem czy dałabym psychicznie i fizycznie radę!
Ten rok był dla mnie wyjątkowy z różnych względów. Jakich? Tutaj puszczę wodzę fantazji przy następnej, przedsylwesrowej notce.
Jestem w Sopocie u Tomeczka i zamierzam miło spędzić weekend!
Zdjęcia na potrzeby sesji do kalendarza Dropped like a bitch
piątek, 27 grudnia 2013
Archiwum bloga
-
►
2015
(309)
- ► października (24)
-
►
2014
(111)
- ► października (18)

