piątek, 5 czerwca 2015

A dzisiaj w pracy to było naprawdę fajnie. Chyba jakoś tak najlepiej, bo coś zaczyna się dziać. A ja lubię jak się dzieje i jak mi wychodzi. Bo tak już mam i tyle. I co się będę tłumaczyć jak nawet nie mam jak i z czego.
I fajnie mi się ostatnio maluje, a przecież nigdy nie lubiłam! I kiedy mi się teraz polubiło to i lepiej mi wychodzi. Bo o to właśnie chyba chodzi:

Że wychodzi jak dobrze wchodzi.
A jak nie wchodzi to nie wychodzi.

I się okazuje, że ja nawet wiem jak mieszać kolory i jak je nakładać jeden po drugim żeby nie tworzyły kolorowanki poodcinanej grubymi krechami czerni a całość, sensowną i troszkę nawet zgrabną. Taką jakby prawie z sensem i nie piekącą brzydotą po oczach. Przynajmniej nie aż tak. Jak kiedyś to bywało.


I obrzydliwa, obrzydliwa pioseneczka od której płaczę.


https://www.youtube.com/watch?v=ZGQRgcoPyZ8




Archiwum bloga