środa, 17 czerwca 2015

A od trzech dni to nawet nie piję.
I kto mi powie, że jestem do luftu? Jakoś mi się nie wydaje. Dzisiaj to nawet poszłam z psiurami na dużo dłuższy spacer niż zazwyczaj, bo po prostu- miałam na to siły. I ochotę.

To wszystko jest takie niemądre. Człowiek sam sobie wędzi mózg, w celu chwilowego niemyślenia, które wtenczas (to jest: w czas akurat wędzenia) wydaje się właśnie myśleniem na najwyższym poziomie.
Mimo tej wiedzy, chętnie bym ten mózg se powędziła, uwędziła i zawędziła.
Ale nie. Bo są pewne postanowienia, a ich się trzeba trzymać. Chyba.

Nadal jeszcze mocno tęsknie za zabawą i utożsamiam ją z niezwykłą przyjemnością i nadal muszę jej unikać jak ognia. Postawiona mi przed nosem, zaraz by się w nim znalazła.
Póki co, jestem stworzeniem mocno narażonym na wyginięcie i to z własnej przyczyny i ręki, więc chowam się w klatce, gdzie dostaję wodę od nieznanych rąk, ale jakże kochanych i przyjemnych w dotyku, i trochę karmy jak jestem grzeczna.

Na razie, nawet kiedy klatka jest otwarta- nie uchylam za nią łebka. Jestem jak ten żółw- schowany we własnej skorupie. W skorupie też nie jest do końca bezpiecznie, szczególnie w dobie telefonów komórkowych, wypełnionych po brzegi kaprawymi numerami telefonów, ale jest tam mimo wszystko lepiej niż poza moim pancerzykiem.

A Wy ludzie jak byliście tak jesteście. I jakoś zupełnie nie czaicie, że mnie jak nie było tak nie ma. I nie wiem już kto tu ma bardziej nasrane w głowie. Nauczyłam się za to kolejnej rzeczy:
To nie przeze mnie zaczynam uważać, że ja jestem normalna, a Wy nie.
To przez Was.
Nie mogę zawsze odpowiedzialności za wszystko brać na siebie. Tym bardziej, że mam rację. I basta.

Archiwum bloga