poniedziałek, 2 listopada 2015

https://www.youtube.com/watch?v=-2U0Ivkn2Ds

No i jak było do przewidzenia
po bardzo ciężkich dla mnie dniach nastał dzisiaj dzień...stosunkowo dobry.
Jutro więc znając mnie będzie jeszcze lepszy a pojutrze przedobry. Za to czwartek pewnie będzie mocno średni a piątek najgorszy.
I gniew na razie odszedł. Ale odeszły też osoby, które go wywoływały.Poszły sobie i ich nie ma. A to powoli też rodzi mój gniew. I niestety, niepokój. Sama nie wiem, z którym z tych dwóch zjawisk radzę sobie gorzej. Albo nie radzę sobie mocniej.
Utożsamiam moje serce z kulką do qiditcha z Harrego Pottera. Jest małe, twarde, wiele przeszło, ale ma wstrętne skrzydełka, które telepią jak pojebane i drażnią od środka.
Zaraz od tego kichnę.
A ten gniew jest wielki i nie zna granic. I mimo, że pokazuje światu tylko jego malutką część, świat nie jest gotowy nawet na tę cząstkę. Mówią mi "gniewasz się? wybuchnij!" a kiedy chcę, widzę wyraźnie, czuję, że mam przestać. Bo nie będzie co zbierać. Więc zostaję z tym gniewem.
I mam wtedy głupie myśli. Bo jak mam się odgniewać z małą szkodą dla otoczenia? Muszę się odgniewać moim kosztem. A skoro nie robię już tego i owego to na myśl przychodzą mi absurdalne pomysły.
Ostatnio bardzo kuszące wydawało mi się zrzucenie samej siebie ze schodów.


Ale nie o tym
Bo jest dzień dobra przecież.
Więc jest. Tyle