jakiś taki czas wielkich wyznań nastał, ciągle coś do mnie dociera i to nie pokątnie a oficjalnie i bez znieczulenia.
toteż ja też na wyznania się szykuję, już się uszykowałam i wyznaję:
w życiu byłam zakochana kilka/naście razy, praktycznie co drugi czy trzeci raz myślałam, że to już 'na zawsze i zawsze', że będą dzieci, ślub (kolejność dowolna) i w ogóle odlot totalny.
ale kochałam raz.
raz jeden, kiedy dla miłości byłam gotowa dosłownie na wszystko i to wszystko poszło w ruch.
a potem dowiedziałam się.
że jestem tą drugą.
i mój świat legł w gruzach.
i wtedy było mi już wszystko jedno. i poleciałam. tam i tu.
i było mi w tym leceniu najlepiej.
i najmocniej pokochałam właśnie to lecenie.
mocniej niż tego, który jakoby to lecenie wywołał. ale nieprawda. tylko przyspieszył proces, za co dziękuję, bo inaczej stałoby się to później.
i nie przez niego, a przez to, że ta pogoń za niczym od zawsze była we mnie. budowana latami, pielęgnowana i dopieszczana. ale wyciszana w imię jakiś tam pseudo moralnych bzdetów o których się naczytałam w literaturze dla nastolatek i naoglądałam w telenowelach dla starych dewotek.
i zaczęło się. tu, tam, ten, tamten. ale wszystko w otoczeniu polotu.
i już nie wiedziałam czemu tak lecę i skąd to się w ogóle wzięło, głucha i ślepa na świat gnałam.
pieniądze były, średnie, większe i nawet bardzo duże. sama zarabiałam. pracowałam dużo, ale jeszcze więcej leciałam.
było mnie stać a polot, było mnie stać na dobijanie samej siebie/
a teraz jestem pusta. pusta langusta.
bo wszyscy kłamią i śmierdzą koprem.
i naprawdę, naprawdę, naprawdę, nie ma bardziej prawdziwych ludzi niż ja. i niż Ty byłeś.
ale i tak kłamałeś.
czemu nie mogło być dobrze?
czemu zrobiłeś ze mnie te drugą?
wiem czemu. bo jestem taka orientalna i ciekawa, i ciężko ze mnie zrezygnować bo daję tyle zabawy.
ale nie rezygnując ze mnie sprawiłeś, że ja zrezygnowałam z siebie.
i teraz chyba już nie umiem.
bo nie ufam nikomu, a głównie to sobie.
bo zrozumiałam, że można kochać mimo zdrad.
a nie chciałam tego wiedzieć.
czemu teraz jestem tu i nie umiem nawet wyjść z domu jak normalna osoba. czemu tak się stało.
i czemu jest tak, że wcale nie wolałabym żeby było inaczej?
w tym całym źle całkiem mi do twarzy.
tylko dajcie mi wszyscy święty spokój.
poniedziałek, 30 listopada 2015
Archiwum bloga
-
▼
2015
(309)
-
▼
listopada
(12)
- jakiś taki czas wielkich wyznań nastał, ciągle coś...
- Nie waż się mówić, że ci na kimś zależy, że jesteś...
- Dni mijają jakby je ktoś z siekierą gonił, zmarszc...
- jak boli to znaczy, że dziecko żyje. a co. jak nie...
- -w ogóle zachowujemy się jak dzieci. -czemu? -bo s...
- https://www.youtube.com/watch?v=JGhoLcsr8GA bo Pr...
- Troche mnie już to wszystko znudziło. Więc postano...
- Człowiek nigdy to nie wie, co na niego czeka poza ...
- https://www.youtube.com/watch?v=-6FpjQF1Ltc Nie j...
- https://www.youtube.com/watch?v=-2U0Ivkn2Ds No i ...
- Nawet jakbym bardzo chciałą (a chcę trochę, na bar...
- ► października (24)
-
▼
listopada
(12)
-
►
2014
(111)
- ► października (18)