poniedziałek, 6 października 2014

Mnie to trzeba kochać.
Nie kochasz mnie, nie masz po co żyć i tyle w temacie.








hell yeah

Dlaczego większość ludzi, kiedy mówisz im, że jest Ci dobrze jak jest, patrzy na Ciebie z niedowierzaniem, parska pod nosem i mówi :spokojnie, będzie lepiej! jakby zakładali, że kłamię, że jest mi dobrze i jakby uważali, że musi mi być źle?
Dlatego, że nie wyobrażają sobie żyć jak ja i umieć czerpać z tego radość,
Ale jak się umie to takie życie jak moje jest najlepsze.
Łatwo nie umieć radzić sobie w trudnych sytuacjach. Ale kiedy nauczymy się je ogarniać, okazuje się, że te trudne sytuacje są najciekawsze a ich rozwiązywanie daje najwięcej satysfakcji i doświadczeń.







piątek, 3 października 2014

demonologia.

Świat zasuwa do przodu a w nim ja. Dookoła mnie ludzie podobni do mnie, którzy rozumieją to co się dzieje. Ale czasami spotykam takich, którzy siedzą wiecznie na dupie. I dziwię się im. Bo przecież tak się nie da. To jawny sprzeciw wobec nowoczesnemu światu i nowej ludzkiej naturze. Siedzenie na miejscu to cofanie. A oni mówią o ludziach podobnych do mnie, że nie umiemy znaleźć sobie miejsca, że boimy się podjęcia decyzji, że jesteśmy niestali w uczuciach. Ja decyzję chcąc nie chcąc muszę podejmować każdego dnia, zaczynając od tego jak gdzieś się dostać, gdzie spać, co spakować, z czym wiążę się taka decyzja mi na co mi to. Jestem stała w uczuciu przede wszystkim do siebie. A skoro kocham siebie to i inni mogą mnie kochać. I wiem czego chcę. Chcę się uczyć, poznawać, inspirować siebie innymi i innych sobą.
Chcę chłonąć.

Wczoraj byłam świadkiem przedziwnego spektaklu. Z pozoru z bardzo głupiego i błahego powodu mogłam obserwować jak marzenia pięciu osób rozpadają się na drobne kawałeczki. Każdy z nas ma swoje demony, a te budzą się pod różnymi pretekstami. Nie oceniam ludzi po ich wybuchach ponieważ wiem, że to nie zawsze jest zależne ode nas,bywa, że emocje biorą nad nami górę. I jeżeli ktoś ma w sobie takie pokłady zła a te dają swoje ujście to taka osoba zasługuje moim zdaniem na wielki szacunek, ponieważ musi walczyć ze sobą cały czas. Dowiaduję się wtedy czegoś bardzo istotnego o nich, podziwiam ich,że nacodzień potrafią schować takiego demona. Sama wiem ile to kosztuje i jakie to ciężkie. Dla mnie ważne jest jak zachowają się na drugi dzień, po wybuchu. To dopiero jest walka!

czwartek, 2 października 2014

dziwadełko

Dziwnie jest wyrwać się ze świata czaru i magii i wrócić do normalności.
Taki dziwny nierealny świat (albo dziwnie nierealny) żąda całkowitego odcięcia od normalności, i dostaje to czego chce. to warunek uczestnictwa w dziwach, wyrwanie się ze szponów normalności.
Ale kiedyś trzeba wrócić.
I kiedy wracasz, nie potrafisz się odnaleźć, czegoś ci brakuje, czujesz jeszcze posmak inności w ustach, ale za każdym przełknięciem śliny jest on coraz odleglejszy.
Wiesz już, że zaraz naprawdę będziesz musiał uczestniczyć w normalności. Trochę się tego boisz, trochę za tym  tęsknisz. bo normalność jest normalną, znasz ją, ufasz jej, a dzikość jest wyjątkowa, nieokiełznana. Fascynuje, bawi i straszy.
Problemy dnia codziennego nagle są bez znaczenia, nie chcesz o nich słyszeć bo i po co? Ale wiesz, że za kilka godzin będą już ważne, dziwne! I skoro będą ważne nie możesz im bezczelnie powiedzieć 'spierdalaj', musisz udawać przed nimi, że je szanujesz, żeby sobie nie narobić w nich wrogów. Bo wiesz, że za kilka godzin na tym stracisz.
Przeczekaj. Wrócisz w normalność. A potem wrócisz w dziwność. Ten stan przejścia jest... najdziwniejszy. nie wiesz wtedy kim jesteś, po co tu jesteś, nie ufasz sobie. dziwadełko.

wtorek, 30 września 2014

Poważnie myślę o nowym tatuażu, zainspirowała mnie do niego nienawistna, anonimowa dusza, która napisała mi go w formie komentarza pod jednym ze zdjęć (kiedyś tam, gdzieś tam), mianowicie:
k_ _ as i cyc to twoje priorytety
ładne, prawda?
tylko gdzie go sobie walnąć? k_ _asa nie mam (chociaż powinnam mieć), więc może na cycu? ten też raczej mizerny, mierny, ale lepszy taki niż żaden.

nie nienawidzę nikogo i niczego. w sumie trochę szkoda. to przynajmniej jakieś mocne emocje (z tego co słyszałam), które potrafią nadzorować naszym życiem, nadają mu barw i znaczenia. a ja nie potrafię nienawidzić, jestem wypłukana, takie silne emocje się mnie nie imają. chciałabym, a co.
nie przypominam sobie także osób, których nie lubię, ja lubię nawet tych, o których wiem, że nie lubią mnie. ja lubię wszystkich. lubię też wszystko. lubię nawet sesję.
nie wiem co znaczy słowo "porażka", ale w moim świecie chyba zastępuję je słowem "doświadczenie" a to mi się z kolei  od razu kojarzy z "siła".

warszawa



poniedziałek, 29 września 2014

m_i_t

Kiedy byłam dzieckiem, wiele zachowań moich rodziców doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Wielu z nich nie potrafiłam i nie chciałam zrozumieć, miałam je za złe rodzicom, potępiałam ich za nie i wstydziłam się tego, że moi rodzice robią, zachowują się tak a nie inaczej. 

Czasami nawet pogardzałam nimi za niektóre rzeczy.

Coraz więcej z tych zachowań wkrada się w moje życie i ja sama zaczynam je adaptować do mojego środowiska. Nie kopiuję ich, nie naśladuję, to dzieje się naturalnie.
Zdaję sobie z nich sprawę, widzę je, to nie tak, że jestem ślepa i nie wiem, że czynie podobnie. Bo wiem co robię. Ale sobą już nie gardzę. I to nie dlatego, że dla siebie mam więcej wyrozumiałości, tylko dlatego, że zrozumiałam pewne rzeczy. 

Teraz właściwie jestem dumna z moich rodziców, że robili tak a nie inaczej. Jestem dumna z siebie, że potrafię tak jak oni.
Mimo, że większość osób mną pogardza za to co robię i jak się zachowuję. Podobnie jak ja kiedy miałam cztery lata pogardzałam mamą i tatą. Tylko, że ja miałam kilka lat, a ci co pogardzają mną aktualnie są w moim wieku +/-. To jest główna, zasadnicza różnica między nami. Tutaj możemy zacząć rozmowę i od razu ją skończyć.

Oh, mamo, tato, jesteście wspaniali. Teraz tyle o Was wiem i czuję, że będę wiedziała tylko więcej. Jednym z największych marzeń mojego życia jest spędzenie z Wami kilku dni, w Waszych naturalnych środowiskach, kiedy byliście w moim wieku. Ciekawe czy byśmy się polubili? Jestem przekonana, że bylibyśmy oddanymi przyjaciółmi albo zatwardziałymi wrogami. 
To jedno z tych marzeń, które nigdy nie będzie mogło być spełnione. Mogę nawiązywać tylko dialog z Waszą przeszłością czytując książki, które Wy czytaliście mając tyle lat co ja, odwiedzając miejsca, które były Wam bliskie, słuchając Waszej muzyki. Ale ten dialog prowadzę z Wami widzianymi moimi oczami, to niewystarczająco dużo, chce więcej. mama i tata, mit :D Mitologia Rodziców.

niedziela, 28 września 2014

chcąc być szczęśliwa unieszczęśliwiam innych.
jestem świnią, która tylko niszczy. idę, biorę, odchodzę i nie chcę brać odpowiedzialności za to co wzięłam. a odpowiedzialność jest na mnie wymuszana. to, że powiem 'nie' nie oznacza, że to 'nie' zostanie zaakceptowane. to, że uważam, że powinno być uszanowane nie znaczy, że tak będzie i jest.
nieszczęście innych unieszczęśliwia mnie. i tak oto wszyscy są niezadowoleni a nikt nie ma nic.  tzn. każdy ma nic.
czemu każdy nie może być szczęśliwy i mieć wszystkiego? albo chociaż mieć trochę czegoś?

nie lubię komputerów, ale mają trzy zajebiste funkcje, których mi brakuje w życiu realnym.
RESET
DELETE
i mój faworyt:
COFNIJ

co ja mogę zrobić. mogę tylko przepraszać. ale mam spędzić życie przepraszając? za co? za to, że nie umiem inaczej?
ja nie powinnam przebywać z ludźmi bo jestem psują.

i czemu, kurde, nie nauczycie się raz a dobrze: ode mnie się niczego nie wymaga, ja Wam nic nie dam. nauczcie się i przestańcie mnie zadręczać tymi smutnymi, wymiętolonymi minami. bo oszaleję.
żeby coś dać, trzeba coś mieć. a prawdą jest, że ja nie mam nic. z pustego i Salomon nie naleje, a ja jestem pusta langusta.

ja.










dla tych co sami nie mogą, więc się masturbują mną.

Nie będę już zmieniała adresu bloga, bo Wy go i tak znajdziecie.

Możliwość pisania komentarzy zablokowałam, ale w sumie nie wiem po co, kiedy i tak wypisujecie do mnie wiadomości prywatne na zajebistym facebooku (mimo, że was usunęłam ze znajomych), teraz, kiedy was poblokowałam i tak wiem, że znajdziecie sposób by do mnie 'dotrzeć'.

Nic nie macie, więc skupiacie się na mnie. jesteście nudni, głupi i słabi. Jesteście skazani na siebie. Kiście się w swoim sosie, masturbujcie moją osobą, patrzcie na coś, co jest dla was nieosiągalne. Patrzcie na coś, na kogoś, kogo nigdy nie zrozumiecie i jedyne co możecie czuć do takiej osoby to nienawiść.
Jesteście jak yorki, które ujrzały bernardyna. Zdziwieni, zastraszeni, szczekający i sikający po nogach. Głośnym darciem pyszczków myślicie, że zakamuflujecie mocz, który ścieka wam po udach.

Jak to jest być nikim? Plamą na ścianie, bezbarwnymi, pozbawionymi aspiracji, inteligencji, charakteru, talentu istotami?
Jak to jest wchodzić codziennie 10x na mojego bloga i dybać tylko na nowe notki, w podnieceniu, z wypiekami na twarzy i z ręką w gaciach?
Jak to jest zgłaszać non stop moje wpisy? jako wulgarne, jako niepoprawne polityczne?

Boże, dziękuję Ci za dar myślenia. Za talenty, urodę, wspaniałą rodzinę, przyjaciół, którzy oddadzą za mnie nie tylko palec i pieniądze, ale może i całą dłoń.
Dziękuję za charakter, zdecydowanie. Bo gdyby nie on, byłabym takim robalem jak oni.

Dziękuję ci, że mogę wybierać jak chcę przejść przez moje życie. Mam tyle dróg. Każda ciekawsza od poprzedniej, każda z większymi możliwościami. Świat stoi przede mną otworem i tylko czeka na to, jaką podejmę decyzję. Ja mam jakieś znaczenie w całym tym systemie.

Dziękuję Ci, że nie jestem skazana na bycie sekretarką całe życie i to nie z zamiłowania a z musu. Bo z zamiłowania to co innego. Ale żeby przeżyć życie pracując gdzieś gdzie nie odnajdujemy żadnej satysfakcji, to raczej przykra sprawa. Ale cóż. Kto musi być sekretarą żeby ktoś mógł być szefem.
No tak.



piątek, 26 września 2014

babuka.

Chcę się dopasować żeby przypasować innym.

Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy na siłę próbowali być 'inni', 'dziwaczni', przecież to równa się brak akceptacji i odtrącenie, a jako ludzie jesteśmy zwierzętami stadnymi i naturalnym jest, że pragniemy żyć w społecznościach.
Takich dziwaków nie traktuje się na poważnie, raczej jako chwilową atrakcję, która jednak szybko się nudzi i jednym, szybkim susem można nad nią przejść do porządku, normalnego dnia codziennego. O atrakcji się nie pamięta, ale ona nie zapomina, o tym, że ktoś się nią zainteresował. I atrakcje wygląda tego byłego zainteresowanego, płacząc w kącie i mając nadzieję, że jednak wróci. No ale nie wraca, chyba, że przy okazji nudy i braku planu na spędzenie wieczoru. Wtedy jednak się pojawia, zerka na atrakcję i chłonie jej energię, tylko po to by znowu ją opuścić.
Darmowy cyrk na kółkach. ooo, albo cyrk odmieńców, to jest dobre porównanie, najlepsze.
Nie wiem komu zawdzięczam brak umiejętności dopasowania się i całe to dziadostwo, które ze mnie i we mnie kipi. Czy to wina rodziców? środowiska? a może to tylko i wyłącznie mój wybór, albo wymysł? Może nie jest tak źle? Może sobie wmawiam, bo właściwie mimo wszystko dobrze mi z tymi dziwactwami? A może jest mi z nimi bardzo źle i chcę się zmienić ale mi nie wychodzi? a może wychodzi?
looo.
Mam za dużo w dupie i stać mnie na takie rozmysłyzpissdyy. Gdybym zaznała głodu, zimna i choroby to nie martwiłabym się takimi pseudo filozoficznymi (nie)mądrościami. Przekleństwo dzisiejszych czasów. Wszystkiego za dużo i w głowach się nam przewraca.

Bogdan aka Buka i Fuks. stare czasy, które nigdy już nie wrócą. niby nie mówi się 'nigdy' ale w tym przypadku sobie życzę żeby tak było.




czwartek, 25 września 2014

dumo dumna, niedumna.

Największym wrogiem dumnych ludzi jest ich duma.

Czy to tak dumnie i godnie jest być cicho i chować się po kątach przed ludźmi?
Czy to tak dumnie woleć nie powiedzieć, że owszem, tak, że potrzebujesz zamiast twierdzić, że wcale nie, że jest dobrze jak jest?
I czy to tak dumnie udawać, że cię nie ma?

Ja jeszcze wielu rzeczy muszę się nauczyć. Udawałam, że wiem wszystko, a tu się okazuje, że nie wiem nic. Jedno wielkie nic. przynajmniej mogę zacząć od nowa. A tak najłatwiej, najprościej odbić się od dna. Z rozpędu może i polecę.


poniedziałek, 22 września 2014

pejnt

Na siłę komplikujemy nasze życia żeby nadać im jakiś sens.
Wychodzi na to, że sens życia= pomieszanie i pogmatwanie.
A kiedy jest prosto to jest bezsensu. A bezsensu to nudno, szaro i ponuro.
Życie jest jedno, więc powinno być kolorowe i wymieszane. Takie trudne!
Zadajemy pytania, na które udajemy, że nie ma odpowiedzi. A one są, zawsze. Bo doprawdy, nie ma ludzi, którzy są na tyle skomplikowani, poplątani, inteligentni, szaleni i nie do sklasyfikowania, żeby ich pytania mogły nie spotkać się z prostymi, banalnymi reakcjami zwrotnymi.
Ale my chcemy wierzyć w to, że odpowiedzi nie ma, albo, że są poukrywane gdzieś szalenie głęboko, zaś odkopanie tych odpowiedzi zajmie nam lata, o ile nie całe życie.
Lubimy pompatyczność, efektowność i blichtr.
Lubimy marazm, łzy i jojczenie.
Widząc coś co mamy przed dużymi nosami udajemy, że tego nie ma, odwracamy wzrok, kręcimy głowami, udajemy, że dalej szukamy, byle nie spojrzeć prawdzie prosto w oczy.
Nawet tej, której jakoby poszukujemy i pragniemy. Bo przecież ciekawiej i romantyczniej jest się zadręczać i wiecznie zarzucać głowami na boki.
Udajemy wiecznie niepewnych, wiecznie zagubionych, poszukujących.
Boimy się przyznać, że już coś znaleźliśmy i że trzymamy to w wysmarowanych kremem łapach.
Bo kiedy coś się znajdzie to czas umierać.
?
Życie polega na wiecznym czekaniu?

pejntowelowe.