Uważam się za osobę stosunkowo mądrą, przynajmniej w obliczu osób mi znanych. Żeby mnie źle nie zrozumiano- nie uważam żebym była wybitnie mądra, uważam za to, że ludzie zazwyczaj są wybitnie głupi.
I moja mądrość wynika tylko z ich głupoty, więc to żaden zaszczyt.
Jestem jednostką myślącą, rozmyślającą, marzącą, wyciągającą wnioski, zastanawiającą się, empatyczną.
Często zadaję z pozoru głupie pytania, na zasadzie "dlaczego trawa jest zielona?", dlatego, co głupsi często biorą za głupią mnie. Bo któż zadaje takie niedorzeczne z pozoru pytania? I właściwie po co?
Mam łatkę "tej co pyta o bzdury", ale dla mnie to nie są bzdury. Dla mnie to jest fascynujące. Oczywiście wiem, czemu trawa jest zielona. Ale... czy to właśnie takie oczywiste?
Nie należę do głupich, którzy są na tyle głupi, że uważają mnie za głupszą od siebie i mną pogardzają i nie należę do tych mądrzejszych- ci z kolei uważają mnie za głupią i mnie odtrącają. Do czego mają zresztą prawo i ich rozumiem. Tak samo jak rozumiem tych głupszych- sama na ich miejscu nie chciałabym mnie w pobliżu.
Jestem zawieszona między dwoma światami i do żadnego z nich nie należę. Jestem samotna.
A samotność zabija, ale przy okazji umacnia i wzbogaca.
Do momentu kiedy właśnie wydusi z nas ostatni dech. Ale zanim to zrobi wszystko co nam da to bogactwo.
Jestem w niekomfortowej sytuacji. Głupi mną pogardzają co akceptuję i także rozumiem- nawet nie zdają sobie sprawy z mojego istnienia- nie rozumieją mnie, mojego fenomenu, mojej siły.
Z kolei ja jestem na tyle mądra, że znam mądrzejszych, wiem o ich istnieniu i mogę o nich tylko marzyć. A te marzenia bolą. Ci głupsi ode mnie nie marzą o tym co ja. Żyją prościej, nie tracą energii na mrzonki o czymś co jest dla nich niedostępne. Moje życie polega na rozmyślaniu na fantazjowaniu i na ciągłym uczuciu niedosytu, odtrącenia, braku przynależności.
Mogę tylko dotknąć wspaniałości Mądrych opuszkami palców, pomachać im. Ale oni mnie nie chcą.
Uważam, że osoba mądrzejsza po to jest mądrzejsza żeby umiała ustąpić głupszej.
Po to dostała dar mądrości żeby z niego korzystała.
Ja ustępuję. Akceptuję to, że nie każdy może mnie zrozumieć i to, że nie każdy chce.
Nie każdy bowiem ma ochotę zburzyć wizję swojego świata na rzeczy nowej wizji, którą właśnie mu przedstawiam. I ok, ma takie prawo, a moim obowiązkiem jest nie zmuszanie kogoś do burzenia swojego świata.
Mam prawo dać wybór- przedstawić nową wizję ale nie mogę jej narzucać.
Nauczyłam się już akceptować to, że ktoś może wzgardzić moją wizją (a nie było to łatwe, oj nie), potrafię niechciana odejść.
Odchodząc- idę dumnym krokiem, nie odwracam się za siebie. Jednak idę z zaciśniętymi pięściami, wciąć gotowa do skoku i walki. Buzuję.
Życzyłabym sobie większej mądrości. Chciałabym odchodzić z prawdziwą a nie udawaną dumą. Bez zaciśniętych pięści. Jednak nie umiem. Wiem, że są ludzie, którzy potrafią. Być ponad tym. Ja nadal nie umiem. Nie wiem czy się nauczę.
Tym mocniej mnie boli to, że WIEM, że można inaczej. Że jestem na tyle mądra, że to wiem. Wolałabym być głupsza i pewnych rzeczy nie wiedzieć i nie widzieć.
Czy nie jest to oznaką mojej głupoty? Że chcę być głupsza? Czy człowiek mądry nie powinien pragnąć być jedynie mądrzejszy? Ale czy mądrzejszy zawsze znaczy lepszy? Czy ten myślący, dręczący się jest szczęśliwszy? Czy ten mniej widzący nie ma przyjemniejszego życia?
Emocje mnie kiedyś zabiją. Wybuchnę. Zaciśnięte pięści pękną a z nich wyleje się żółć, krew i flaki.
Zostanę bez rąk, bez godności i ci głupi tylko mocniej utwierdzą się w swoim przekonaniu jaka to ja jestem głupia. I słaba.
Bo umiem przepraszać, a przecież przepraszanie to oznaka słabości.
Zdaniem głupich.
Nie moim.
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Archiwum bloga
-
►
2015
(309)
- ► października (24)