wtorek, 8 lipca 2014

Bita Śmietana

Jestem jak bita śmietana. Pierwszy kęs przyprawia o dreszcze rozkoszy, kolejny jest jeszcze smaczniejszy, następny sprawia, że można oszaleć z nadmiaru pyszności. Każdy późniejszy jest smaczniejszy. Do czasu. Bardzo szybko, sam nie wiesz kiedy Twój brzuch wypełnia się śmietaną po brzegi a ta zamiast w nim bezpiecznie zostawać i umościć sobie w nim bezpieczne miejsce na stałe, zaczyna się cofać z powrotem do gardła, do ust, chce się wydobyć na zewnątrz. Śmietana zaczyna wypływać ustami, nosem, uszami, oczami. Wszystkie pory na skórze rzygają bitą śmietaną. Przez najbliższy czas nie możesz na nią patrzeć, nawet o niej słuchać, a na samą myśl żeby ponownie jej skosztować cofa Ci się. Ulubiony smakołyk, którego pożeranie niemal przypłaciłeś życiem w kilka sekund staje się znienawidzonym obrzydlistwem.

Bita śmietana doskonale odzwierciedla także to co dzieje się w społeczeństwie. Dajemy się ubić, uformować, przekonani o tym, że nasza nowa forma jest trwalsza, większa, bardziej doskonała. Ale ona jest pusta, wypełniona powietrzem a nie prawdziwą gęstością, siłą. I taki ubity, zakochany w sobie twór bardzo łatwo zjeść, pochłonąć. Zjedzeni nie stajemy się częścią tego kto nas zjadł, nie będziemy żyć z nim i w nim wiecznie. Wysra nas lub wyrzyga i nawet nie zauważy, że odebrał nam tym samym życie. Najlepszym przykładem ubijacza śmietany są korporacje. Ubijają, ubijają, zjadają i wysrywają.

Wczoraj miałam przyjemność popozować do zdjęć ciuszków pewnego (mam nadzieję!) niebawem znanego projektanta. Jak będą, natychmiast się pochwalę :) Poznałam też fantastycznych, utalentowanych młodych ludzi, z którymi żłopałam wódę na schodach w bramie a później w małpim mieszkanku. Śpiewy, tańce, rozbierańce. Kocham życie.