czwartek, 9 października 2014

dumna nieduma.

duma wynikająca z przeświadczenia o wyjątkowości i byciu lepszym od innych to żadna duma.
taki stan ociera się lub już nawet współżyje o gardzenie innymi. pogarda to uczucie, którego duma nie zna. gdyby umiała gardzić to gardziłaby gardzeniem.

taka narcystyczna duma to przywara pawia. a jak pawiowi oberwiesz ogon to już dumny nie jest, tylko się chowa po kątach. duma się nie obnosi, bo duma nie ma potrzeby być widoczna. ona jest mocna i pewna i widzisz ją nawet jak masz zamknięte oczy.

duma to akceptacja siebie, świadomość tego kim się jest, świadomość tego, że za jakiś czas można być kimś innym, to akceptowanie innych, brak potrzeby wybaczania komukolwiek czegokolwiek- w wyniku nieznania stanu obrazy, duma to akceptowanie swojej biologii, swoich potrzeb, swoich słabości.

dumny człowiek potrafi przeprosić a nawet błagać o życie, kiedy jest do tego zmuszony. po takim akcie nie czuje się mniej dumny. to, że ktoś skomle nie znaczy, że jest niedumny i słaby. skomleć też trzeba umieć. taki co udaje dumnego nie zaskomle dla zasady, chociaż chce.

duma to nie tupanie nogą na znak niezgody i podnoszenie wysoko podbródka sycząc pod nosem 'phi!'

dumny człowiek nawet nagi i obsrany dalej pozostaje dumnym.

to człowiek, któremu nic nie można zabrać. urywając mu rękę nie zrobisz z niego kaleki.

duma jest jak snop gorącego światła. a małość ludzka jak ćmy, które łakną tego światła. i widząc takie gorące ciepło lecą w jego stronę. lecą żeby je zjeść, ukraść, w złych zamiarach z impetem uderzają w jego gorąco i płoną. a duma nawet nie zauważa, że oto kilka małych ciem rozbiło się na jej progu. nie dlatego, że gardzi, tylko dlatego, że jest ponad tym. i nawet bród tych ciem nie zostanie w pobliżu światła. czyste, nienaruszone po prostu jest. i świeci.