piątek, 19 grudnia 2014

,

https://www.youtube.com/watch?v=txqTjkI9xmU

Ha, pierwszy raz w życiu składam sobie obietnice z okazji nadchodzącego końca roku, który zostanie uwieńczony początkiem przyszłego roku. (właściwie ciekawe jest już to, że ja patrzę na sylwestra, jak na koniec a nie jak na początek)

Nigdy tego nie robiłam, co więcej, lekko (czy nielekko) w duchu naśmiewałam się z tych, którzy to czynili i jeszcze się tym tak oto chełpili w towarzystwie.

Święcie przekonana, że i tak gadają byle gadać, a z ich postanowień nie wyjdzie nic- podśmiewałam się pod nosem i właściwie postanawiałam sobie, że ja- wbrew światu, postanowień mieć nie będę.
A co.

Ale wiem już, zrozumiałam- o co w tych postanowieniach chodzi.
Nie o ich spełnienie a o zapewnienie siebie przed samym sobą, że będzie lepiej.
O spokój, chociaż chwilowy. O odhaczenie rzeczy, których być może nie spełnimy, ale na czas przedsylwestrowy i pewnie chwile po sylwestrowy, mamy święty spokój sami ze sobą i swoimi demonami.

Przygotuję dwie listy:
Rzeczy, które mam zamiar szczerze wprowadzić w życie (i już zaczęłam) i chcę je dokończyć i/lub realizować, które nie mają koniecznie się zakończyć w 2015 roku, mają trwać. Chodzi o ciągłą zmianę.
I listę rzeczy na 'odwal się', tzw. te, które się tylko obiecuje, właściwie nie sobie, a światu, np. 'rzucę palenie' czy... w sumie nie potrafię podać przykładu drugiego takiego 'czy'.

2015, jestem gotowa, chodź, czekam.

Archiwum bloga