poniedziałek, 9 lutego 2015

Najmniej przyjemna część grania gdziekolwiek, w czymkolwiek (przynajmniej z mojej perspektywy, ale założę się, że większość osób występujących jak małpy na kiju-przyzna mi rację) to castingi.
Bardzo tego nie lubię, to najmniej naturalna sytuacja jaką można sobie wyobrazić. Wchodzisz, masz chwile, gapią się na ciebie,już od progu oceniają, opiniują, wiesz, że jak wyjdziesz będą otwarcie o tobie gadać (głównie obgadywać), gapią się na ciebie jak na kawał mięsa,gówna za przeproszeniem i czują, wyraźnie dają także do zrozumienia, że to oni tutaj rządzą. No bo tak. To ty przychodzisz do nich i coś od nich chcesz. Co prawda, kiedy wygra się casting, role się odwracają- to teraz bardziej im na tobie zależy niż na odwrót, ale do tego'dostania roli' musi dojść.

Wczorajszy casting poszedł mi nie najgorzej. A to już coś. Zobaczymy. Ale powoli mam dość castingów. Inaczej trzeba rozegrać życie niż wiecznie coś komuś udowadniając, lub co gorsza- próbując udowodnić.

W domu czekał na mnie kilkudaniowy obiad zrobiony przez Jara. Dobrze mieć takich Przyjaciół, chociaż w odniesieniu do jednej osoby wypada napisać- Takiego Przyjaciela.
Wiem,że wyjeżdżam jak szalona, może widujemy się wszyscy za mało (ale może nie.) jednak zawsze mam do kogo wrócić. Nie wiem jakbym sobie poradziła bez moich Potworów.
I brawo dla nas, bo zaczynamy się ogarniać.Za co Wam i sobie dziękuję.

Dzisiaj piszę. I rysuję. Mam wolny dzień i zamierzam poświęcić go na moje trele-morele.
Sporo się zmienia. Za szybko, nawet jak dla mnie, ale bardzo, bardzo tego potrzebuję. Czuję, że podjęłam ostatnio kilka złych decyzji, których mogę potem żałować. ALE. po pierwsze: lepiej mieć czego żałować niż nie mieć nic,po drugie: doświadczenie, doświadczenie, życiowe- tak najzwyczajniej w świecie, zbieram, kolekcjonuje, po wtóre: teraz mi z tym dobrze no i kto wie:może wcale nie będę żałowała, tylko wręcz przeciwnie?:D


Archiwum bloga