Wolna miłość?
Wolność w miłości!
a co.
środa, 15 października 2014
poniedziałek, 13 października 2014
inspiracje.
profil miszczowski. najlepszy.
moja Mamula mloda koza.
moja mama, wujek i dziecie. nie moje i nie mamy.
moj brat Adamus, i mam nadzieje (zawsze i na zawsze) jego przyszla, nowa zona: Jola. poczekaja na siebie, wierze, ze sie doczekaja. teraz lub pozniej :
d
a tu co. tego nikt nie wie. ja na pewno nie wiem.
nie wiem dalej. slodka niewiedzo, wypelnij mnie po brzegi, nie chce wiedzy, boje sie jej.
a co. czemu nie. nadal nie wiem, ale wiem za to, ze to czego nie wiem sprawia mi przyjemnosc.
a tu cudowny Jareczek ;d podobienstwo uderzajace!!
<3
starosc nie lubi mlodosci, bo czemu by miala. to glupie. jak glupi jst dziurawy but. o!
Były czasy, kiedy nie miałyśmy nic, nie wiedziałyśmy nic a
największym koszmarem wydawało nam się pokazanie publicznie cipki czy cycków.
To były jedyne nasze
świętości, bo tak naprawdę tylko to miałyśmy do zaoferowania. Więc te świętości kryłyśmy, chowałyśmy przed
światem i przed światłem. Jak w świątyni, to co mało ważne, tandetne wisi i
niby kusi, a to co jest uznawane za wartościowe chowa się po piwnicach i innych
lochach.
I dziewczynki robią ze swoich ud takie lochy, a cipki
traktują jako skarby.
Płacząc, że czego oni
od nas chcą i od naszych małych cycuszków placuszków, których tak nienawidzimy!
Dajcie nam spokój, nie patrzcie na nasze cycki!
Niepewne swojej rosnącej
kobiecej dumy (w przyszłości, póki co- udręki!) byłyśmy przekonane, że mamy
tyle do zaoferowania poza tymi kiełkującymi cyckami. A prawda jest taka, że
właśnie nie miałyśmy nic! Bo te kiełki cycków pojawiły się szybciej niż kiełki
myśli w naszych głowach.
Cipka i cycki, tylko to było w nas atrakcyjne.
Nic więcej Nie było w nas interesującego. A domagałyśmy się
poklasku, pochwał, tylko same nie wiedziałyśmy do czego? Co można chwalić u
takiej nastoletniej, krzyczącej, nieśmiało agresywnej, nadpobudliwej, rozchwianej,
bez charakteru jeszcze dziewczynie? Chwalić ją za bunt?
Toż to przeciwne buntowi, bunt chwalony być nie chce i nie
powinien! Szanujmy bunt, nie chwalmy go! Choćbym chciała i popierała to buntowi
się swojego dziecka się sprzeciwię bo taki jest obowiązek matki!
Chwalić ją za wiedzę? Toż w tej głowie jeszcze nic nie ma, pusta, lekka, kiwa się na wietrze.
Chwalić ją za wiedzę? Toż w tej głowie jeszcze nic nie ma, pusta, lekka, kiwa się na wietrze.
Chwalić za talenty? One dopiero się rozwijają, taka nastka
jeszcze siebie nie zna na tyle, żeby wiedzieć w co zainwestować. Jeszcze nie ma
pasji, jeszcze nie płonie robiąc to co kocha.
Bo jeszcze nie kocha, nie umie. Boi się samej siebie, więc
boi się wszystkich dookoła.
Nieważne czy coś umie lepiej czy gorzej, chodzi o pasję o
namiętność. A jak ją ma w sobie wykrzesać, skoro póki co wstydzi się choćby
tych cycuszków? Człowiek z pasją nie wstydzi się cycków. Albo je kocha albo ich
nie zauważa, będąc daleko nad nimi. Nie nosi ich nawet w staniku, pozwala im zwisać
i dyndać, bo sztuka jest ważniejsza niż jakieś tam cycki. ‘cycki? Jakie cycki?!’
Pasja cycki kocha lub cycków nie zna, koniec tematu.
Chwalić ją za dojrzałość? Toż nawet jeżeli jest nad wyraz
dojrzała jak na swój wiek, to pochwała młodości komplementem składającym się z
dojrzałości jest zniewagą. Ale o tym młodość dowie się później. Młodość dowie
się o tym na starość, kiedy będzie już za późno.
Bo młodość chce być stara a starość chce być młoda. Taki ambaras.
I za co chwalić kogoś kto tak bardzo tych pochwał się domaga,
a nie ma tu czego powiedzieć. ‘jesteś dobrym dzieckiem’ powiedz. Ale cycki
jednak bardziej zwracają uwagę…
A cycki i cipka fajne ma taka nastolatka. Najfajniejsze.
I tego się obawiam np. ja. Że w starciu z taką młodszą o 5-8
lat dziewczyną nie mam wielkich szans, kiedy chodzi o szybki romans. Bo jak tu
nie zdradzić z taką słodką, dojrzewającą brzoskwinką? Jak nie dać się ponieść
wyobrażeniu tych miękkich, gładkich ud na własnych ramionach i twarzy miedzy
jej ciepłymi, mokrymi pośladkami. No jak?!
Ja to sama rozumiem, jako kobieta! Że taka zdrada jest
niemal naturalna, jak poranna erekcja. I jeszcze trudniejsza do powstrzymania
samą siła woli. A jak nie siłą woli to czym? Te myśli można powstrzymać w jeden
sposób: dając im upust lub będąc sfrustrowanym.
Każdy facet chce uprawiać seks z młodą kozą. Taką, która
mogłaby być jego córką. Taka jest natura. One kuszą, same o tym nie wiedzą.
Teraz jeszcze nie boję się aż tak bardzo, ale jak będę taką
60letnią kobietą, młodsze panny będę miażdżyc wzrokiem tylko dla zasady. Bo jak
starsza kobieta ma szanować i tolerować młodsze, jędrne? To wbrew naturze. Czuję,
że to najcięższy etap w życiu kobiety. Być może cięższy niż kiedy mężczyzna
zaczyna mieć problemy ze wzwodem. Chociaż nie wiem, cofam to- nie wypowiadam
się.
Starość nienawidzi młodości, za to, że ta jest młoda
właśnie. I ma do tego prawo. Każdy będzie kiedyś stary (ten, kto dożyje) i
wtedy będzie nienawidził kolejnej młodości tak jak sam swego czasu czuł
nienawiść staroci. Tak to już jest. Więc młodości, nie miej pretensji do
starości: tez tam będziesz, spokojnie. Poznasz ból tego, jak ktoś cię nie chce
dotykać, bo masz pomarszczone uda, ból tego jak twoje piersi wiszą smętnie
wokół pępka a sutki są większe od twojej twarzy. Ból zwisających pośladków,
które klaszczą pod czas chodzenia. Tak, ciebie tez to czeka. Odejdą te jędrne
wisienki, którymi teraz tak bezwiednie kusisz i zwodzisz mężczyzn, którzy dla
ciebie SA gotowi skoczyć w ogień i porzucić dom. Ale nie wiesz, że tylko na
chwilę. Bo on, jak possać te wisienki, jeden raz, drugi, to zechce wrócić do
tej z posiniałymi wisienkami, ale jednak tej, która umie myśleć także za niego,
i która jest ostoją. A ostoi nie przesunie nawet młody biust. On może na chwilę
przysłonić oczy, ale to tyle.
Jak ma się czuć kobieta, świadoma życia, piękna z pasjami,
której ciało już nie te i nieważne jak o siebie dba to będzie zawsze dużo mniej
atrakcyjna od tej młodej, jędrnej i rozkosznie pulchnej tam gdzie trzeba a tam
gdzie nie trzeba szczuplutkiej i strzelistej?
Jak się ma wybronić swoimi zmarszczkami? Kiedy się komuś
podoba, ma wrażenie, że to nie koneser a fetyszysta. Bo po co miałby wybrać ją
kiedy obok stoi ta młoda, z długimi, twardymi udami, znającymi ból
wielogodzinnych ćwiczeń. I jeszcze te cycki, szlag by ją trafił!
No ale dla nich natura też ma prezent: starsze, owszem,
mniej smakowite z ciała, ale za to mądrzejsza, ma lepszy mózg, lepiej umie
manipulować, planować, uzależniać od siebie, wić gniazdko też umie i to całkiem
wygodne, takie, którego żaden zdrowy na umyśle ptak nie opuści. No chyba, że na
chwilę, do młodszej sąsiadki. Popatrzeć jak ona lata. więc lepiej ta starsza
zatrzyma faceta i to na dłużej. Dzieci rodzi już gorzej i rzadziej, ale może i się
zdarzy, że czasami jakieś jeszcze urodzi. za to skoro będzie miała samca na
dłużej przy sobie to w końcu się uda. A ta młoda, ma na rozmrożenie kilka razy,
potem samiec spada. Bo jak samiec jest mądrzejszy od samicy to nie zostanie. Czy
młoda czy mniej młoda. Samiec musi być nieco głupszy, bardziej naiwny, mniej
empatyczny. On jest silniejszy i tym przeważa nad samicą, a ona ma być mądrzejsza,
żeby umiała jego siłę opanować bez użycia.. siły właśnie. Ma się obronić
mózgiem. To prezent natury dla kobiet. Bo
taka samiczka jest nieatrakcyjna dla samca pod wieloma względami. Wiem,
młodość, zajebistość, ale to jeszcze słabe, niewyrośnięte, więc trzeba bardziej
dbać, więcej jedzenia, uwagi poświęcać. Samiec woli taką nieco (NIECO) starszą,
która już wyrośnięta, już się nie zmieni w niewiadomo co, bo ma pełną i wiadomą
postać. Taką, którą umie zadbać o siebie i ewentualne potomstwo
. A nie taką, którą trzeba jako to potomstwo jeszcze doglądać.
Nie taką, której twarz się jeszcze zmieni, głos także, a waga waha się pod
wpływem dorastania we wszystkie możliwe strony.
Ale takie młode samiczki też już rodzić mogą. I biologia o
nich nie zapomina. Umysłu jeszcze nie maja, na razie głupie, bo całą energia z
jedzenia idzie nie do głowy a na rozwój i rozrost ciała. Dopiero jak ciało
urośnie w pełni to jedzenie w mózg pójdzie.
No ale coś mieć muszą. Więc dostają zalążki cycuszków i małe
cipeczki i chcąc nie chcąc kuszą, zwabiają zapachem, ale na chwilę jako kwiat,
który zerwany rychło więdnie. I kuszą pachnidełkami, naturalnymi z ciałek, nie
do końca rozumiejąc jak i po co, ale coś jednak czując i na to uczucie się wstydząc. Chowają te swoje skarby, w
obszernych bluzach, płacząc po nocach, że ich talenty są niedoceniane na rzecz
tego, że cycki jakieś większe każdego dnia i „dlaczego akurat ja?!”
Dopiero zaczyna powoli lubić smak ostrych potraw i piwa. Dopiero
teraz zaczyna wiedzieć co to tolerancja, nie taka książkowa, ale prawdziwa, z
życia, bo dopiero teraz poznaje ludzi, którzy z pozoru są dziwni i takich
jeszcze nie znała.
Jest taki wiek, w życiu kobiety (u mężczyzn pewnie też, ale
nie chce mi się w tej chwili akurat wnikać i mało mnie to obchodzi na tę
sekundę), że fantazjuje na temat tego, co najgorszego mogłoby ją spotkać. I
oczywiście oprócz gwałtu w piwnicy lub innych lochach (co oficjalnie leży na
półce ‘najgorsze’, a w prywatnym zaciszu łóżka, chwilę przed snem zmienia
miejsce na w „seksualne rządze, ale cicho!’) siedzi „pokazanie się w miejscu publicznym
nago.
I przychodzi taki czas, który bardzo szokuje, bo taka młoda
koza myśli, że już do końca życia najgorszą rzeczą może być pokazanie tej
nieszczęsnej cipki publicznie, że to dziewczę nagle zmienia całkowicie
światopogląd. Nie nagle, to się dzieje, miesiącami, latami, ale w sumie
uświadamia to sobie nagle.
Że ona wolałaby pokazać te cipkę, bo to nic wielkiego, nic
bardzo wartościowego, niżeli powiedzieć, pokazać to co w niej siedzi, naprawdę.
Bo miejsce skarbu się zamieniło. Cipka przestała być skarbem na rzecz głowy a
głowa przestała być pusta na rzecz cipki, która im częściej i mocniej
wypełniana, paradoksalnie stawała się bardziej pusta i mniej ważna.
Przychodzi czas, że skarby kryją się powyżej linii biustu.
Czyli: kiedy nie masz nic, skarbem jest cipka.
Kiedy masz coś, skarbem przestaje być cipka.
Taki jest świat w którym żyjemy i takie są prawidła natury,
która zatacza swój cykl i bieg od nowa i nowa w każdym kolejnym istnieniu.
foto niesamowity Jiri Ruzek. artysta pelna geba, Postac. czlowiek, ktory ma po co zyc a jego zycie ma wartosc. daje cos swiatu. daje siebie, swoja sztuke, swoja wizje i przede wszystkim: swoja energie.
wroclaw, a jakze!
foto niesamowity Jiri Ruzek. artysta pelna geba, Postac. czlowiek, ktory ma po co zyc a jego zycie ma wartosc. daje cos swiatu. daje siebie, swoja sztuke, swoja wizje i przede wszystkim: swoja energie.
wroclaw, a jakze!
piątek, 10 października 2014
czwartek, 9 października 2014
dumna nieduma.
duma wynikająca z przeświadczenia o wyjątkowości i byciu lepszym od innych to żadna duma.
taki stan ociera się lub już nawet współżyje o gardzenie innymi. pogarda to uczucie, którego duma nie zna. gdyby umiała gardzić to gardziłaby gardzeniem.
taka narcystyczna duma to przywara pawia. a jak pawiowi oberwiesz ogon to już dumny nie jest, tylko się chowa po kątach. duma się nie obnosi, bo duma nie ma potrzeby być widoczna. ona jest mocna i pewna i widzisz ją nawet jak masz zamknięte oczy.
duma to akceptacja siebie, świadomość tego kim się jest, świadomość tego, że za jakiś czas można być kimś innym, to akceptowanie innych, brak potrzeby wybaczania komukolwiek czegokolwiek- w wyniku nieznania stanu obrazy, duma to akceptowanie swojej biologii, swoich potrzeb, swoich słabości.
dumny człowiek potrafi przeprosić a nawet błagać o życie, kiedy jest do tego zmuszony. po takim akcie nie czuje się mniej dumny. to, że ktoś skomle nie znaczy, że jest niedumny i słaby. skomleć też trzeba umieć. taki co udaje dumnego nie zaskomle dla zasady, chociaż chce.
duma to nie tupanie nogą na znak niezgody i podnoszenie wysoko podbródka sycząc pod nosem 'phi!'
dumny człowiek nawet nagi i obsrany dalej pozostaje dumnym.
to człowiek, któremu nic nie można zabrać. urywając mu rękę nie zrobisz z niego kaleki.
duma jest jak snop gorącego światła. a małość ludzka jak ćmy, które łakną tego światła. i widząc takie gorące ciepło lecą w jego stronę. lecą żeby je zjeść, ukraść, w złych zamiarach z impetem uderzają w jego gorąco i płoną. a duma nawet nie zauważa, że oto kilka małych ciem rozbiło się na jej progu. nie dlatego, że gardzi, tylko dlatego, że jest ponad tym. i nawet bród tych ciem nie zostanie w pobliżu światła. czyste, nienaruszone po prostu jest. i świeci.
taki stan ociera się lub już nawet współżyje o gardzenie innymi. pogarda to uczucie, którego duma nie zna. gdyby umiała gardzić to gardziłaby gardzeniem.
taka narcystyczna duma to przywara pawia. a jak pawiowi oberwiesz ogon to już dumny nie jest, tylko się chowa po kątach. duma się nie obnosi, bo duma nie ma potrzeby być widoczna. ona jest mocna i pewna i widzisz ją nawet jak masz zamknięte oczy.
duma to akceptacja siebie, świadomość tego kim się jest, świadomość tego, że za jakiś czas można być kimś innym, to akceptowanie innych, brak potrzeby wybaczania komukolwiek czegokolwiek- w wyniku nieznania stanu obrazy, duma to akceptowanie swojej biologii, swoich potrzeb, swoich słabości.
dumny człowiek potrafi przeprosić a nawet błagać o życie, kiedy jest do tego zmuszony. po takim akcie nie czuje się mniej dumny. to, że ktoś skomle nie znaczy, że jest niedumny i słaby. skomleć też trzeba umieć. taki co udaje dumnego nie zaskomle dla zasady, chociaż chce.
duma to nie tupanie nogą na znak niezgody i podnoszenie wysoko podbródka sycząc pod nosem 'phi!'
dumny człowiek nawet nagi i obsrany dalej pozostaje dumnym.
to człowiek, któremu nic nie można zabrać. urywając mu rękę nie zrobisz z niego kaleki.
duma jest jak snop gorącego światła. a małość ludzka jak ćmy, które łakną tego światła. i widząc takie gorące ciepło lecą w jego stronę. lecą żeby je zjeść, ukraść, w złych zamiarach z impetem uderzają w jego gorąco i płoną. a duma nawet nie zauważa, że oto kilka małych ciem rozbiło się na jej progu. nie dlatego, że gardzi, tylko dlatego, że jest ponad tym. i nawet bród tych ciem nie zostanie w pobliżu światła. czyste, nienaruszone po prostu jest. i świeci.
wiedza wiedza.
w gonitwie ku poznaniu, zrozumieniu, ci wielcy są w stanie zatracić nie tylko rozum ale i życie.
nie są to misje samobójcze, ale pełna akceptacja tego, że w wojnie, którą toczą sami ze sobą mogą polec i świadomość ta ich nie odstręcza, nie podnieca, ona po prostu jest wpisana w te wojnę.
wychodząc z potyczki z życiem nie czują satysfakcji, nie czują zdziwienia, to po prostu się dzieje.
jeżeli wiesz więcej, przekroczysz pewien pułap- nie możesz się już zatrzymać, pędzisz dalej, chcesz więcej, jeżeli z jakiegoś powodu musiałbyś przystanąć- świadomość tego, że marnujesz swój czas, swoją energię jest tak przytłaczająca, że zaczynasz zapadać się w sobie, więdniesz.
chęć wiedzy jest najpotężniejszą siłą. ci którzy jej nie zaznali nigdy tego nie zrozumieją i chwała im za to. będą siedzieć z boku i patrzeć na tych wielkich nazywając ich z pogardą wariatami a nawet nieudacznikami. nieświadomość jest bardzo wygodna, prosta i przyjemna. świadomość bywa zabójcza. zazwyczaj, ten kto ma bardzo mało w głowie bardzo boi się śmierci. a ten kto ma dużo w ogóle się nią nie przejmuje. ani się boi ani nie boi.
poznając coraz więcej, akceptujesz coraz więcej bo wiesz, że nie masz czasu mieć żali, nie masz czasu przystanąć i moralizować, poza tym wiesz, że przed tobą jeszcze miliony spraw, które w obliczu tych będą czymś większym, potężniejszym, więc to z czym właśnie się stykasz jest niczym. a nic nie zasługuje na przystanek. żegnasz się z tym i gnasz dalej. wiesz, że to wszystko jest stanem przejściowym, że żeby zobaczyć coś większego, najpierw musisz zobaczyć coś średniego, a żeby zobaczyć coś średniego, najpierw musisz zobaczyć coś małego. bywa, że to największe jest bliżej, nawet przed twoim nosem, ale jeżeli nie przejdziesz procesu nie rozpoznasz tego największego, możesz nawet uznać, że jest nic niewarte, możesz tym wzgardzić.
chęć poznania pcha do przodu, sprawia, że zapominasz o sobie, o bliskich, którzy przestają mieć znaczenie, a ty nie potrafisz mieć wyrzutów sumienia, bo miłość, przywiązanie w obliczu wiedzy są niczym. i ty już to wiesz.
żeby dowiedzieć się czegoś wartościowego często trzeba coś poświęcić, przecież gdyby tak nie było, wiedza ta byłaby ogólnodostępna i każdy zbierałby ją z ulicy (niektóre rzeczy są ogólnodostępne i nikt ich nie zbiera z ulicy.... wybory, wybory...) i ty nie boisz się tego poświęcenia. bo możliwość, że coś zyskasz jest zbyt ważna i ekscytująca żeby zrezygnować. nie rozpatrujesz tego w kategoriach ofiary, to są dla ciebie tak oczywiste działania, że wykonujesz je poza swoją świadomością. machinalnie. żeby poznać żywioł, musisz weń wejść, nawet jeżeli urwie ci rękę. nie będziesz żałował, że to zrobiłeś, że gdyby nie to nadal miałbyś rękę. idziesz dalej szukać kolejnego żywiołu, ale już bez ręki. żałują tylko mali ludzie. bo żal to małe uczucie. płytkie.
nie myślisz o śmierci w kategorii porażki. porażką jest zrezygnowanie z próby dowiedzenia się, brak nowych informacji jest porażką, życie bez wiedzy jest porażką. życie bez wiedzy jest śmiercią. jeżeli zrezygnujesz wtedy umrzesz.
badasz świat, wsadzasz ręce w ogień, obserwujesz skórę schodząca z dłoni i cieszysz się poznając zapach palonej skóry, nowy poziom bólu, cieszysz się, że się smucisz i cieszysz się, że cię boli. gdyby nie to oparzenie, nie poznałbyś się z nowej perspektywy, nie wiedziałbyś czegoś o sobie do końca życia, byłbyś ignorantem i idiotą, który nie wie jak działa jego dłoń.
żeby poznać świat najpierw trzeba poznać siebie, wyeksplorować tak doszczętnie żeby stracić sobą zainteresowanie, a żeby stracić sobą zainteresowanie najpierw trzeba się sobą zafascynować i traktować jako obiekt do zbadania. odczłowieczyć się. żeby iść godnie przed świat musisz być pewny siebie, musisz znać się na wylot. musisz przestać mieć znaczenie. musisz chłonąć informację, ale nie możesz oceniać, wartościować, bo robiąc to zamykasz coś w ramach i odcinasz dopływ światła i powietrza. na własną prośbę nie poznasz w pełni badanego obiektu bo narzucasz mu pewne cechy. musisz porzucić swoje upodobania, schematy kulturowe i społeczne. zresztą już dawno wiesz, że to tylko wymyślone na potrzeby słabych i dla nich normy, żeby wiedzieli jak żyć i nie udusili się własnym językiem.
świat jest fascynujący i kuszący, chcesz go badać, zjeść. marzysz o wielkim poznaniu, chcesz więcej i więcej i jesteś gotowy na wszystko żeby dowiedzieć się mocniej. Łatwo się rozczarować, łatwo polec w walce i w biegu o wiedzę. i wtedy nie ma już gdzie wracać, po co. ale to też jest nieważne. ty nie możesz się bać, bo strach jest ci nieznany. obietnica wiedzy go odpędza, ona cię kusi i prowadzi i sprawia, że czujesz się bezpiecznie.
nie są to misje samobójcze, ale pełna akceptacja tego, że w wojnie, którą toczą sami ze sobą mogą polec i świadomość ta ich nie odstręcza, nie podnieca, ona po prostu jest wpisana w te wojnę.
wychodząc z potyczki z życiem nie czują satysfakcji, nie czują zdziwienia, to po prostu się dzieje.
jeżeli wiesz więcej, przekroczysz pewien pułap- nie możesz się już zatrzymać, pędzisz dalej, chcesz więcej, jeżeli z jakiegoś powodu musiałbyś przystanąć- świadomość tego, że marnujesz swój czas, swoją energię jest tak przytłaczająca, że zaczynasz zapadać się w sobie, więdniesz.
chęć wiedzy jest najpotężniejszą siłą. ci którzy jej nie zaznali nigdy tego nie zrozumieją i chwała im za to. będą siedzieć z boku i patrzeć na tych wielkich nazywając ich z pogardą wariatami a nawet nieudacznikami. nieświadomość jest bardzo wygodna, prosta i przyjemna. świadomość bywa zabójcza. zazwyczaj, ten kto ma bardzo mało w głowie bardzo boi się śmierci. a ten kto ma dużo w ogóle się nią nie przejmuje. ani się boi ani nie boi.
poznając coraz więcej, akceptujesz coraz więcej bo wiesz, że nie masz czasu mieć żali, nie masz czasu przystanąć i moralizować, poza tym wiesz, że przed tobą jeszcze miliony spraw, które w obliczu tych będą czymś większym, potężniejszym, więc to z czym właśnie się stykasz jest niczym. a nic nie zasługuje na przystanek. żegnasz się z tym i gnasz dalej. wiesz, że to wszystko jest stanem przejściowym, że żeby zobaczyć coś większego, najpierw musisz zobaczyć coś średniego, a żeby zobaczyć coś średniego, najpierw musisz zobaczyć coś małego. bywa, że to największe jest bliżej, nawet przed twoim nosem, ale jeżeli nie przejdziesz procesu nie rozpoznasz tego największego, możesz nawet uznać, że jest nic niewarte, możesz tym wzgardzić.
chęć poznania pcha do przodu, sprawia, że zapominasz o sobie, o bliskich, którzy przestają mieć znaczenie, a ty nie potrafisz mieć wyrzutów sumienia, bo miłość, przywiązanie w obliczu wiedzy są niczym. i ty już to wiesz.
żeby dowiedzieć się czegoś wartościowego często trzeba coś poświęcić, przecież gdyby tak nie było, wiedza ta byłaby ogólnodostępna i każdy zbierałby ją z ulicy (niektóre rzeczy są ogólnodostępne i nikt ich nie zbiera z ulicy.... wybory, wybory...) i ty nie boisz się tego poświęcenia. bo możliwość, że coś zyskasz jest zbyt ważna i ekscytująca żeby zrezygnować. nie rozpatrujesz tego w kategoriach ofiary, to są dla ciebie tak oczywiste działania, że wykonujesz je poza swoją świadomością. machinalnie. żeby poznać żywioł, musisz weń wejść, nawet jeżeli urwie ci rękę. nie będziesz żałował, że to zrobiłeś, że gdyby nie to nadal miałbyś rękę. idziesz dalej szukać kolejnego żywiołu, ale już bez ręki. żałują tylko mali ludzie. bo żal to małe uczucie. płytkie.
nie myślisz o śmierci w kategorii porażki. porażką jest zrezygnowanie z próby dowiedzenia się, brak nowych informacji jest porażką, życie bez wiedzy jest porażką. życie bez wiedzy jest śmiercią. jeżeli zrezygnujesz wtedy umrzesz.
badasz świat, wsadzasz ręce w ogień, obserwujesz skórę schodząca z dłoni i cieszysz się poznając zapach palonej skóry, nowy poziom bólu, cieszysz się, że się smucisz i cieszysz się, że cię boli. gdyby nie to oparzenie, nie poznałbyś się z nowej perspektywy, nie wiedziałbyś czegoś o sobie do końca życia, byłbyś ignorantem i idiotą, który nie wie jak działa jego dłoń.
żeby poznać świat najpierw trzeba poznać siebie, wyeksplorować tak doszczętnie żeby stracić sobą zainteresowanie, a żeby stracić sobą zainteresowanie najpierw trzeba się sobą zafascynować i traktować jako obiekt do zbadania. odczłowieczyć się. żeby iść godnie przed świat musisz być pewny siebie, musisz znać się na wylot. musisz przestać mieć znaczenie. musisz chłonąć informację, ale nie możesz oceniać, wartościować, bo robiąc to zamykasz coś w ramach i odcinasz dopływ światła i powietrza. na własną prośbę nie poznasz w pełni badanego obiektu bo narzucasz mu pewne cechy. musisz porzucić swoje upodobania, schematy kulturowe i społeczne. zresztą już dawno wiesz, że to tylko wymyślone na potrzeby słabych i dla nich normy, żeby wiedzieli jak żyć i nie udusili się własnym językiem.
świat jest fascynujący i kuszący, chcesz go badać, zjeść. marzysz o wielkim poznaniu, chcesz więcej i więcej i jesteś gotowy na wszystko żeby dowiedzieć się mocniej. Łatwo się rozczarować, łatwo polec w walce i w biegu o wiedzę. i wtedy nie ma już gdzie wracać, po co. ale to też jest nieważne. ty nie możesz się bać, bo strach jest ci nieznany. obietnica wiedzy go odpędza, ona cię kusi i prowadzi i sprawia, że czujesz się bezpiecznie.
środa, 8 października 2014
O jaa, taka intensywność, że naprawdę niewielu by to przeżyło. A ja przeżywam i czerpię pełnymi garściami. I wylewa mi się z tych garści i spada na dywan, ale nie pozwalam temu uciec! Ocieram w to stopy, lubieżnie, oblizując się i mlaskając. Za dobre rzeczy żeby dać im czmychnąć, nie oddam. Zostawiam sobie i zamykam w sobie.
TONY WARD, facet, który nie musi bać się konwenansów. niekwestionowany król seksu. w każdym wcieleniu męski, nawet całując drugiego faceta- nie wierzę, że znalazłby się ktoś kto zarzuciłby mu brak męskości i niezwykłej, hipnotycznej siły przyciągania. i to obu płci. to facet, który przyprawia o drżenie nawet innych, heteroseksualnych mężczyzn. wprawia ich w stan euforii, podniecenia. przynajmniej ja tak go postrzegam. POSTAĆ.
TONY WARD, facet, który nie musi bać się konwenansów. niekwestionowany król seksu. w każdym wcieleniu męski, nawet całując drugiego faceta- nie wierzę, że znalazłby się ktoś kto zarzuciłby mu brak męskości i niezwykłej, hipnotycznej siły przyciągania. i to obu płci. to facet, który przyprawia o drżenie nawet innych, heteroseksualnych mężczyzn. wprawia ich w stan euforii, podniecenia. przynajmniej ja tak go postrzegam. POSTAĆ.
poniedziałek, 6 października 2014
hell yeah
Dlaczego większość ludzi, kiedy mówisz im, że jest Ci dobrze jak jest, patrzy na Ciebie z niedowierzaniem, parska pod nosem i mówi :spokojnie, będzie lepiej! jakby zakładali, że kłamię, że jest mi dobrze i jakby uważali, że musi mi być źle?
Dlatego, że nie wyobrażają sobie żyć jak ja i umieć czerpać z tego radość,
Dlatego, że nie wyobrażają sobie żyć jak ja i umieć czerpać z tego radość,
Ale jak się umie to takie życie jak moje jest najlepsze.
Łatwo nie umieć radzić sobie w trudnych sytuacjach. Ale kiedy nauczymy się je ogarniać, okazuje się, że te trudne sytuacje są najciekawsze a ich rozwiązywanie daje najwięcej satysfakcji i doświadczeń.

piątek, 3 października 2014
demonologia.
Świat zasuwa do przodu a w nim ja. Dookoła mnie ludzie podobni do mnie, którzy rozumieją to co się dzieje. Ale czasami spotykam takich, którzy siedzą wiecznie na dupie. I dziwię się im. Bo przecież tak się nie da. To jawny sprzeciw wobec nowoczesnemu światu i nowej ludzkiej naturze. Siedzenie na miejscu to cofanie. A oni mówią o ludziach podobnych do mnie, że nie umiemy znaleźć sobie miejsca, że boimy się podjęcia decyzji, że jesteśmy niestali w uczuciach. Ja decyzję chcąc nie chcąc muszę podejmować każdego dnia, zaczynając od tego jak gdzieś się dostać, gdzie spać, co spakować, z czym wiążę się taka decyzja mi na co mi to. Jestem stała w uczuciu przede wszystkim do siebie. A skoro kocham siebie to i inni mogą mnie kochać. I wiem czego chcę. Chcę się uczyć, poznawać, inspirować siebie innymi i innych sobą.
Chcę chłonąć.
Wczoraj byłam świadkiem przedziwnego spektaklu. Z pozoru z bardzo głupiego i błahego powodu mogłam obserwować jak marzenia pięciu osób rozpadają się na drobne kawałeczki. Każdy z nas ma swoje demony, a te budzą się pod różnymi pretekstami. Nie oceniam ludzi po ich wybuchach ponieważ wiem, że to nie zawsze jest zależne ode nas,bywa, że emocje biorą nad nami górę. I jeżeli ktoś ma w sobie takie pokłady zła a te dają swoje ujście to taka osoba zasługuje moim zdaniem na wielki szacunek, ponieważ musi walczyć ze sobą cały czas. Dowiaduję się wtedy czegoś bardzo istotnego o nich, podziwiam ich,że nacodzień potrafią schować takiego demona. Sama wiem ile to kosztuje i jakie to ciężkie. Dla mnie ważne jest jak zachowają się na drugi dzień, po wybuchu. To dopiero jest walka!
Chcę chłonąć.
Wczoraj byłam świadkiem przedziwnego spektaklu. Z pozoru z bardzo głupiego i błahego powodu mogłam obserwować jak marzenia pięciu osób rozpadają się na drobne kawałeczki. Każdy z nas ma swoje demony, a te budzą się pod różnymi pretekstami. Nie oceniam ludzi po ich wybuchach ponieważ wiem, że to nie zawsze jest zależne ode nas,bywa, że emocje biorą nad nami górę. I jeżeli ktoś ma w sobie takie pokłady zła a te dają swoje ujście to taka osoba zasługuje moim zdaniem na wielki szacunek, ponieważ musi walczyć ze sobą cały czas. Dowiaduję się wtedy czegoś bardzo istotnego o nich, podziwiam ich,że nacodzień potrafią schować takiego demona. Sama wiem ile to kosztuje i jakie to ciężkie. Dla mnie ważne jest jak zachowają się na drugi dzień, po wybuchu. To dopiero jest walka!
czwartek, 2 października 2014
dziwadełko
Dziwnie jest wyrwać się ze świata czaru i magii i wrócić do normalności.
Taki dziwny nierealny świat (albo dziwnie nierealny) żąda całkowitego odcięcia od normalności, i dostaje to czego chce. to warunek uczestnictwa w dziwach, wyrwanie się ze szponów normalności.
Ale kiedyś trzeba wrócić.
I kiedy wracasz, nie potrafisz się odnaleźć, czegoś ci brakuje, czujesz jeszcze posmak inności w ustach, ale za każdym przełknięciem śliny jest on coraz odleglejszy.
Wiesz już, że zaraz naprawdę będziesz musiał uczestniczyć w normalności. Trochę się tego boisz, trochę za tym tęsknisz. bo normalność jest normalną, znasz ją, ufasz jej, a dzikość jest wyjątkowa, nieokiełznana. Fascynuje, bawi i straszy.
Problemy dnia codziennego nagle są bez znaczenia, nie chcesz o nich słyszeć bo i po co? Ale wiesz, że za kilka godzin będą już ważne, dziwne! I skoro będą ważne nie możesz im bezczelnie powiedzieć 'spierdalaj', musisz udawać przed nimi, że je szanujesz, żeby sobie nie narobić w nich wrogów. Bo wiesz, że za kilka godzin na tym stracisz.
Przeczekaj. Wrócisz w normalność. A potem wrócisz w dziwność. Ten stan przejścia jest... najdziwniejszy. nie wiesz wtedy kim jesteś, po co tu jesteś, nie ufasz sobie. dziwadełko.
Taki dziwny nierealny świat (albo dziwnie nierealny) żąda całkowitego odcięcia od normalności, i dostaje to czego chce. to warunek uczestnictwa w dziwach, wyrwanie się ze szponów normalności.
Ale kiedyś trzeba wrócić.
I kiedy wracasz, nie potrafisz się odnaleźć, czegoś ci brakuje, czujesz jeszcze posmak inności w ustach, ale za każdym przełknięciem śliny jest on coraz odleglejszy.
Wiesz już, że zaraz naprawdę będziesz musiał uczestniczyć w normalności. Trochę się tego boisz, trochę za tym tęsknisz. bo normalność jest normalną, znasz ją, ufasz jej, a dzikość jest wyjątkowa, nieokiełznana. Fascynuje, bawi i straszy.
Problemy dnia codziennego nagle są bez znaczenia, nie chcesz o nich słyszeć bo i po co? Ale wiesz, że za kilka godzin będą już ważne, dziwne! I skoro będą ważne nie możesz im bezczelnie powiedzieć 'spierdalaj', musisz udawać przed nimi, że je szanujesz, żeby sobie nie narobić w nich wrogów. Bo wiesz, że za kilka godzin na tym stracisz.
Przeczekaj. Wrócisz w normalność. A potem wrócisz w dziwność. Ten stan przejścia jest... najdziwniejszy. nie wiesz wtedy kim jesteś, po co tu jesteś, nie ufasz sobie. dziwadełko.
wtorek, 30 września 2014
Poważnie myślę o nowym tatuażu, zainspirowała mnie do niego nienawistna, anonimowa dusza, która napisała mi go w formie komentarza pod jednym ze zdjęć (kiedyś tam, gdzieś tam), mianowicie:
k_ _ as i cyc to twoje priorytety
ładne, prawda?
tylko gdzie go sobie walnąć? k_ _asa nie mam (chociaż powinnam mieć), więc może na cycu? ten też raczej mizerny, mierny, ale lepszy taki niż żaden.
nie nienawidzę nikogo i niczego. w sumie trochę szkoda. to przynajmniej jakieś mocne emocje (z tego co słyszałam), które potrafią nadzorować naszym życiem, nadają mu barw i znaczenia. a ja nie potrafię nienawidzić, jestem wypłukana, takie silne emocje się mnie nie imają. chciałabym, a co.
nie przypominam sobie także osób, których nie lubię, ja lubię nawet tych, o których wiem, że nie lubią mnie. ja lubię wszystkich. lubię też wszystko. lubię nawet sesję.
nie wiem co znaczy słowo "porażka", ale w moim świecie chyba zastępuję je słowem "doświadczenie" a to mi się z kolei od razu kojarzy z "siła".
warszawa
k_ _ as i cyc to twoje priorytety
ładne, prawda?
tylko gdzie go sobie walnąć? k_ _asa nie mam (chociaż powinnam mieć), więc może na cycu? ten też raczej mizerny, mierny, ale lepszy taki niż żaden.
nie nienawidzę nikogo i niczego. w sumie trochę szkoda. to przynajmniej jakieś mocne emocje (z tego co słyszałam), które potrafią nadzorować naszym życiem, nadają mu barw i znaczenia. a ja nie potrafię nienawidzić, jestem wypłukana, takie silne emocje się mnie nie imają. chciałabym, a co.
nie przypominam sobie także osób, których nie lubię, ja lubię nawet tych, o których wiem, że nie lubią mnie. ja lubię wszystkich. lubię też wszystko. lubię nawet sesję.
nie wiem co znaczy słowo "porażka", ale w moim świecie chyba zastępuję je słowem "doświadczenie" a to mi się z kolei od razu kojarzy z "siła".
warszawa
poniedziałek, 29 września 2014
m_i_t
Kiedy byłam dzieckiem, wiele zachowań moich rodziców doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Wielu z nich nie potrafiłam i nie chciałam zrozumieć, miałam je za złe rodzicom, potępiałam ich za nie i wstydziłam się tego, że moi rodzice robią, zachowują się tak a nie inaczej.
Czasami nawet pogardzałam nimi za niektóre rzeczy.
Coraz więcej z tych zachowań wkrada się w moje życie i ja sama zaczynam je adaptować do mojego środowiska. Nie kopiuję ich, nie naśladuję, to dzieje się naturalnie.
Zdaję sobie z nich sprawę, widzę je, to nie tak, że jestem ślepa i nie wiem, że czynie podobnie. Bo wiem co robię. Ale sobą już nie gardzę. I to nie dlatego, że dla siebie mam więcej wyrozumiałości, tylko dlatego, że zrozumiałam pewne rzeczy.
Teraz właściwie jestem dumna z moich rodziców, że robili tak a nie inaczej. Jestem dumna z siebie, że potrafię tak jak oni.
Mimo, że większość osób mną pogardza za to co robię i jak się zachowuję. Podobnie jak ja kiedy miałam cztery lata pogardzałam mamą i tatą. Tylko, że ja miałam kilka lat, a ci co pogardzają mną aktualnie są w moim wieku +/-. To jest główna, zasadnicza różnica między nami. Tutaj możemy zacząć rozmowę i od razu ją skończyć.
Oh, mamo, tato, jesteście wspaniali. Teraz tyle o Was wiem i czuję, że będę wiedziała tylko więcej. Jednym z największych marzeń mojego życia jest spędzenie z Wami kilku dni, w Waszych naturalnych środowiskach, kiedy byliście w moim wieku. Ciekawe czy byśmy się polubili? Jestem przekonana, że bylibyśmy oddanymi przyjaciółmi albo zatwardziałymi wrogami.
To jedno z tych marzeń, które nigdy nie będzie mogło być spełnione. Mogę nawiązywać tylko dialog z Waszą przeszłością czytując książki, które Wy czytaliście mając tyle lat co ja, odwiedzając miejsca, które były Wam bliskie, słuchając Waszej muzyki. Ale ten dialog prowadzę z Wami widzianymi moimi oczami, to niewystarczająco dużo, chce więcej. mama i tata, mit :D Mitologia Rodziców.
niedziela, 28 września 2014
chcąc być szczęśliwa unieszczęśliwiam innych.
jestem świnią, która tylko niszczy. idę, biorę, odchodzę i nie chcę brać odpowiedzialności za to co wzięłam. a odpowiedzialność jest na mnie wymuszana. to, że powiem 'nie' nie oznacza, że to 'nie' zostanie zaakceptowane. to, że uważam, że powinno być uszanowane nie znaczy, że tak będzie i jest.
nieszczęście innych unieszczęśliwia mnie. i tak oto wszyscy są niezadowoleni a nikt nie ma nic. tzn. każdy ma nic.
czemu każdy nie może być szczęśliwy i mieć wszystkiego? albo chociaż mieć trochę czegoś?
nie lubię komputerów, ale mają trzy zajebiste funkcje, których mi brakuje w życiu realnym.
RESET
DELETE
i mój faworyt:
COFNIJ
co ja mogę zrobić. mogę tylko przepraszać. ale mam spędzić życie przepraszając? za co? za to, że nie umiem inaczej?
ja nie powinnam przebywać z ludźmi bo jestem psują.
i czemu, kurde, nie nauczycie się raz a dobrze: ode mnie się niczego nie wymaga, ja Wam nic nie dam. nauczcie się i przestańcie mnie zadręczać tymi smutnymi, wymiętolonymi minami. bo oszaleję.
żeby coś dać, trzeba coś mieć. a prawdą jest, że ja nie mam nic. z pustego i Salomon nie naleje, a ja jestem pusta langusta.
jestem świnią, która tylko niszczy. idę, biorę, odchodzę i nie chcę brać odpowiedzialności za to co wzięłam. a odpowiedzialność jest na mnie wymuszana. to, że powiem 'nie' nie oznacza, że to 'nie' zostanie zaakceptowane. to, że uważam, że powinno być uszanowane nie znaczy, że tak będzie i jest.
nieszczęście innych unieszczęśliwia mnie. i tak oto wszyscy są niezadowoleni a nikt nie ma nic. tzn. każdy ma nic.
czemu każdy nie może być szczęśliwy i mieć wszystkiego? albo chociaż mieć trochę czegoś?
nie lubię komputerów, ale mają trzy zajebiste funkcje, których mi brakuje w życiu realnym.
RESET
DELETE
i mój faworyt:
COFNIJ
co ja mogę zrobić. mogę tylko przepraszać. ale mam spędzić życie przepraszając? za co? za to, że nie umiem inaczej?
ja nie powinnam przebywać z ludźmi bo jestem psują.
i czemu, kurde, nie nauczycie się raz a dobrze: ode mnie się niczego nie wymaga, ja Wam nic nie dam. nauczcie się i przestańcie mnie zadręczać tymi smutnymi, wymiętolonymi minami. bo oszaleję.
żeby coś dać, trzeba coś mieć. a prawdą jest, że ja nie mam nic. z pustego i Salomon nie naleje, a ja jestem pusta langusta.
dla tych co sami nie mogą, więc się masturbują mną.
Nie będę już zmieniała adresu bloga, bo Wy go i tak znajdziecie.
Możliwość pisania komentarzy zablokowałam, ale w sumie nie wiem po co, kiedy i tak wypisujecie do mnie wiadomości prywatne na zajebistym facebooku (mimo, że was usunęłam ze znajomych), teraz, kiedy was poblokowałam i tak wiem, że znajdziecie sposób by do mnie 'dotrzeć'.
Nic nie macie, więc skupiacie się na mnie. jesteście nudni, głupi i słabi. Jesteście skazani na siebie. Kiście się w swoim sosie, masturbujcie moją osobą, patrzcie na coś, co jest dla was nieosiągalne. Patrzcie na coś, na kogoś, kogo nigdy nie zrozumiecie i jedyne co możecie czuć do takiej osoby to nienawiść.
Jesteście jak yorki, które ujrzały bernardyna. Zdziwieni, zastraszeni, szczekający i sikający po nogach. Głośnym darciem pyszczków myślicie, że zakamuflujecie mocz, który ścieka wam po udach.
Jak to jest być nikim? Plamą na ścianie, bezbarwnymi, pozbawionymi aspiracji, inteligencji, charakteru, talentu istotami?
Jak to jest wchodzić codziennie 10x na mojego bloga i dybać tylko na nowe notki, w podnieceniu, z wypiekami na twarzy i z ręką w gaciach?
Jak to jest zgłaszać non stop moje wpisy? jako wulgarne, jako niepoprawne polityczne?
Boże, dziękuję Ci za dar myślenia. Za talenty, urodę, wspaniałą rodzinę, przyjaciół, którzy oddadzą za mnie nie tylko palec i pieniądze, ale może i całą dłoń.
Dziękuję za charakter, zdecydowanie. Bo gdyby nie on, byłabym takim robalem jak oni.
Dziękuję ci, że mogę wybierać jak chcę przejść przez moje życie. Mam tyle dróg. Każda ciekawsza od poprzedniej, każda z większymi możliwościami. Świat stoi przede mną otworem i tylko czeka na to, jaką podejmę decyzję. Ja mam jakieś znaczenie w całym tym systemie.
Dziękuję Ci, że nie jestem skazana na bycie sekretarką całe życie i to nie z zamiłowania a z musu. Bo z zamiłowania to co innego. Ale żeby przeżyć życie pracując gdzieś gdzie nie odnajdujemy żadnej satysfakcji, to raczej przykra sprawa. Ale cóż. Kto musi być sekretarą żeby ktoś mógł być szefem.
No tak.
Możliwość pisania komentarzy zablokowałam, ale w sumie nie wiem po co, kiedy i tak wypisujecie do mnie wiadomości prywatne na zajebistym facebooku (mimo, że was usunęłam ze znajomych), teraz, kiedy was poblokowałam i tak wiem, że znajdziecie sposób by do mnie 'dotrzeć'.
Nic nie macie, więc skupiacie się na mnie. jesteście nudni, głupi i słabi. Jesteście skazani na siebie. Kiście się w swoim sosie, masturbujcie moją osobą, patrzcie na coś, co jest dla was nieosiągalne. Patrzcie na coś, na kogoś, kogo nigdy nie zrozumiecie i jedyne co możecie czuć do takiej osoby to nienawiść.
Jesteście jak yorki, które ujrzały bernardyna. Zdziwieni, zastraszeni, szczekający i sikający po nogach. Głośnym darciem pyszczków myślicie, że zakamuflujecie mocz, który ścieka wam po udach.
Jak to jest być nikim? Plamą na ścianie, bezbarwnymi, pozbawionymi aspiracji, inteligencji, charakteru, talentu istotami?
Jak to jest wchodzić codziennie 10x na mojego bloga i dybać tylko na nowe notki, w podnieceniu, z wypiekami na twarzy i z ręką w gaciach?
Jak to jest zgłaszać non stop moje wpisy? jako wulgarne, jako niepoprawne polityczne?
Boże, dziękuję Ci za dar myślenia. Za talenty, urodę, wspaniałą rodzinę, przyjaciół, którzy oddadzą za mnie nie tylko palec i pieniądze, ale może i całą dłoń.
Dziękuję za charakter, zdecydowanie. Bo gdyby nie on, byłabym takim robalem jak oni.
Dziękuję ci, że mogę wybierać jak chcę przejść przez moje życie. Mam tyle dróg. Każda ciekawsza od poprzedniej, każda z większymi możliwościami. Świat stoi przede mną otworem i tylko czeka na to, jaką podejmę decyzję. Ja mam jakieś znaczenie w całym tym systemie.
Dziękuję Ci, że nie jestem skazana na bycie sekretarką całe życie i to nie z zamiłowania a z musu. Bo z zamiłowania to co innego. Ale żeby przeżyć życie pracując gdzieś gdzie nie odnajdujemy żadnej satysfakcji, to raczej przykra sprawa. Ale cóż. Kto musi być sekretarą żeby ktoś mógł być szefem.
No tak.
piątek, 26 września 2014
babuka.
Chcę się dopasować żeby przypasować innym.
Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy na siłę próbowali być 'inni', 'dziwaczni', przecież to równa się brak akceptacji i odtrącenie, a jako ludzie jesteśmy zwierzętami stadnymi i naturalnym jest, że pragniemy żyć w społecznościach.
Takich dziwaków nie traktuje się na poważnie, raczej jako chwilową atrakcję, która jednak szybko się nudzi i jednym, szybkim susem można nad nią przejść do porządku, normalnego dnia codziennego. O atrakcji się nie pamięta, ale ona nie zapomina, o tym, że ktoś się nią zainteresował. I atrakcje wygląda tego byłego zainteresowanego, płacząc w kącie i mając nadzieję, że jednak wróci. No ale nie wraca, chyba, że przy okazji nudy i braku planu na spędzenie wieczoru. Wtedy jednak się pojawia, zerka na atrakcję i chłonie jej energię, tylko po to by znowu ją opuścić.
Darmowy cyrk na kółkach. ooo, albo cyrk odmieńców, to jest dobre porównanie, najlepsze.
Nie wiem komu zawdzięczam brak umiejętności dopasowania się i całe to dziadostwo, które ze mnie i we mnie kipi. Czy to wina rodziców? środowiska? a może to tylko i wyłącznie mój wybór, albo wymysł? Może nie jest tak źle? Może sobie wmawiam, bo właściwie mimo wszystko dobrze mi z tymi dziwactwami? A może jest mi z nimi bardzo źle i chcę się zmienić ale mi nie wychodzi? a może wychodzi?
looo.
Mam za dużo w dupie i stać mnie na takie rozmysłyzpissdyy. Gdybym zaznała głodu, zimna i choroby to nie martwiłabym się takimi pseudo filozoficznymi (nie)mądrościami. Przekleństwo dzisiejszych czasów. Wszystkiego za dużo i w głowach się nam przewraca.
Bogdan aka Buka i Fuks. stare czasy, które nigdy już nie wrócą. niby nie mówi się 'nigdy' ale w tym przypadku sobie życzę żeby tak było.
Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy na siłę próbowali być 'inni', 'dziwaczni', przecież to równa się brak akceptacji i odtrącenie, a jako ludzie jesteśmy zwierzętami stadnymi i naturalnym jest, że pragniemy żyć w społecznościach.
Takich dziwaków nie traktuje się na poważnie, raczej jako chwilową atrakcję, która jednak szybko się nudzi i jednym, szybkim susem można nad nią przejść do porządku, normalnego dnia codziennego. O atrakcji się nie pamięta, ale ona nie zapomina, o tym, że ktoś się nią zainteresował. I atrakcje wygląda tego byłego zainteresowanego, płacząc w kącie i mając nadzieję, że jednak wróci. No ale nie wraca, chyba, że przy okazji nudy i braku planu na spędzenie wieczoru. Wtedy jednak się pojawia, zerka na atrakcję i chłonie jej energię, tylko po to by znowu ją opuścić.
Darmowy cyrk na kółkach. ooo, albo cyrk odmieńców, to jest dobre porównanie, najlepsze.
Nie wiem komu zawdzięczam brak umiejętności dopasowania się i całe to dziadostwo, które ze mnie i we mnie kipi. Czy to wina rodziców? środowiska? a może to tylko i wyłącznie mój wybór, albo wymysł? Może nie jest tak źle? Może sobie wmawiam, bo właściwie mimo wszystko dobrze mi z tymi dziwactwami? A może jest mi z nimi bardzo źle i chcę się zmienić ale mi nie wychodzi? a może wychodzi?
looo.
Mam za dużo w dupie i stać mnie na takie rozmysłyzpissdyy. Gdybym zaznała głodu, zimna i choroby to nie martwiłabym się takimi pseudo filozoficznymi (nie)mądrościami. Przekleństwo dzisiejszych czasów. Wszystkiego za dużo i w głowach się nam przewraca.
Bogdan aka Buka i Fuks. stare czasy, które nigdy już nie wrócą. niby nie mówi się 'nigdy' ale w tym przypadku sobie życzę żeby tak było.
czwartek, 25 września 2014
dumo dumna, niedumna.
Największym wrogiem dumnych ludzi jest ich duma.
Czy to tak dumnie i godnie jest być cicho i chować się po kątach przed ludźmi?
Czy to tak dumnie woleć nie powiedzieć, że owszem, tak, że potrzebujesz zamiast twierdzić, że wcale nie, że jest dobrze jak jest?
I czy to tak dumnie udawać, że cię nie ma?
Ja jeszcze wielu rzeczy muszę się nauczyć. Udawałam, że wiem wszystko, a tu się okazuje, że nie wiem nic. Jedno wielkie nic. przynajmniej mogę zacząć od nowa. A tak najłatwiej, najprościej odbić się od dna. Z rozpędu może i polecę.
Czy to tak dumnie i godnie jest być cicho i chować się po kątach przed ludźmi?
Czy to tak dumnie woleć nie powiedzieć, że owszem, tak, że potrzebujesz zamiast twierdzić, że wcale nie, że jest dobrze jak jest?
I czy to tak dumnie udawać, że cię nie ma?
Ja jeszcze wielu rzeczy muszę się nauczyć. Udawałam, że wiem wszystko, a tu się okazuje, że nie wiem nic. Jedno wielkie nic. przynajmniej mogę zacząć od nowa. A tak najłatwiej, najprościej odbić się od dna. Z rozpędu może i polecę.
poniedziałek, 22 września 2014
pejnt
Na siłę komplikujemy nasze życia żeby nadać im jakiś sens.
Wychodzi na to, że sens życia= pomieszanie i pogmatwanie.
A kiedy jest prosto to jest bezsensu. A bezsensu to nudno, szaro i ponuro.
Życie jest jedno, więc powinno być kolorowe i wymieszane. Takie trudne!
Zadajemy pytania, na które udajemy, że nie ma odpowiedzi. A one są, zawsze. Bo doprawdy, nie ma ludzi, którzy są na tyle skomplikowani, poplątani, inteligentni, szaleni i nie do sklasyfikowania, żeby ich pytania mogły nie spotkać się z prostymi, banalnymi reakcjami zwrotnymi.
Ale my chcemy wierzyć w to, że odpowiedzi nie ma, albo, że są poukrywane gdzieś szalenie głęboko, zaś odkopanie tych odpowiedzi zajmie nam lata, o ile nie całe życie.
Lubimy pompatyczność, efektowność i blichtr.
Lubimy marazm, łzy i jojczenie.
Widząc coś co mamy przed dużymi nosami udajemy, że tego nie ma, odwracamy wzrok, kręcimy głowami, udajemy, że dalej szukamy, byle nie spojrzeć prawdzie prosto w oczy.
Nawet tej, której jakoby poszukujemy i pragniemy. Bo przecież ciekawiej i romantyczniej jest się zadręczać i wiecznie zarzucać głowami na boki.
Udajemy wiecznie niepewnych, wiecznie zagubionych, poszukujących.
Boimy się przyznać, że już coś znaleźliśmy i że trzymamy to w wysmarowanych kremem łapach.
Bo kiedy coś się znajdzie to czas umierać.
?
Życie polega na wiecznym czekaniu?
pejntowelowe.
Wychodzi na to, że sens życia= pomieszanie i pogmatwanie.
A kiedy jest prosto to jest bezsensu. A bezsensu to nudno, szaro i ponuro.
Życie jest jedno, więc powinno być kolorowe i wymieszane. Takie trudne!
Zadajemy pytania, na które udajemy, że nie ma odpowiedzi. A one są, zawsze. Bo doprawdy, nie ma ludzi, którzy są na tyle skomplikowani, poplątani, inteligentni, szaleni i nie do sklasyfikowania, żeby ich pytania mogły nie spotkać się z prostymi, banalnymi reakcjami zwrotnymi.
Ale my chcemy wierzyć w to, że odpowiedzi nie ma, albo, że są poukrywane gdzieś szalenie głęboko, zaś odkopanie tych odpowiedzi zajmie nam lata, o ile nie całe życie.
Lubimy pompatyczność, efektowność i blichtr.
Lubimy marazm, łzy i jojczenie.
Widząc coś co mamy przed dużymi nosami udajemy, że tego nie ma, odwracamy wzrok, kręcimy głowami, udajemy, że dalej szukamy, byle nie spojrzeć prawdzie prosto w oczy.
Nawet tej, której jakoby poszukujemy i pragniemy. Bo przecież ciekawiej i romantyczniej jest się zadręczać i wiecznie zarzucać głowami na boki.
Udajemy wiecznie niepewnych, wiecznie zagubionych, poszukujących.
Boimy się przyznać, że już coś znaleźliśmy i że trzymamy to w wysmarowanych kremem łapach.
Bo kiedy coś się znajdzie to czas umierać.
?
Życie polega na wiecznym czekaniu?
pejntowelowe.
niedziela, 21 września 2014
poniedziałek, 15 września 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















.jpg)

























.jpg)
.jpg)














