niedziela, 23 czerwca 2013

Na plaże wojaże !

Zaraz idziemy poplażować ale nie smażować, bo dzięki Bogu dzisiaj nie ma aż tak piekielnego słońca (jak np. wczoraj, o zgrozo !).
Niemniej, nie ma czym oddychać. Jesteśmy zmuszeni do szybkiej ewolucji- zamieniamy się w ludzi, którzy nie potrzebują powietrza do życia. Od dwóch dni nie zaczerpnęłam grama powietrza, jestem nadczłowiekiem i/lub mutantem, niepotrzebne skreślić.
Dzisiaj potworzyłam. Ciekawe, czy kiedyś skończę. Tak jak w życiu sprawy, tak obrazy i rysunki lubię tylko zaczynać.








Rower morski!

W mieszkaniu w Trójmieście widzę dwa zasadnicze pozytywy.
Przede wszystkim- ścieżki rowerowe, które są dosłownie wszędzie. Można swobodnie przemieszczać się rowerem bez konieczności jazdy po ulicy (czego nie znoszę). Właściwie niemal nie korzystam już z przecudownych usług komunikacji miejskiej. Szkoda mi na to pieniądza i nerwów.
Drugi- morze. Oczywiście. Byłam święcie przekonana, że po przeprowadzce tutaj, będę codziennym gościem naszych polskich plaż. Guzik prawda. Na początku bywałam nad Bałtykiem rzadziej niż kiedy mieszkałam w Poznaniu ;p teraz staram się to zmienić. Wypada mi przecież odwiedzać nasze piękne, chłodne w obyciu i mocno słonawe wody.  Po coś tutaj jestem. Pojoduję (pojodzę?;p) się chociaż i poopalam :)
Ps. kolejność w jakiej podałam moje Trójmiejskie zabawy nie jest przypadkowa. Wyżej cenię sobie ścieżki rowerowe i częściej z nich korzystam niżeli z uroków morskich fal i piasku w majtkach :)






środa, 19 czerwca 2013

Poślubiona dizubkowi ;D

No i nareszcie zaczyna się coś dziać !
Dużo zabawy przeplatanej obowiązkami. Mimo wszystko w całym tym sajgonie znajduję czas dla siebie.
Niestety nie mam go zbyt wiele na pisanie, zrobiłam sobie przerwę aż do tego weekendu. Wstyd mi i czuję, że coś tracę, coś wielkiego, ale nie pozwolę temu uciec!
Po prostu muszę doprowadzić pewne sprawy do końca. Studia, studia i zaraz... po studiach ? Oby !
Kupiłam w lumpie welon :) Ślubu w nim brać nie zamierzam, więc nie uważam tego za 'dziwne' ;p a może zamierzam, o !





niedziela, 16 czerwca 2013

Weekendowo leniowo

Zaraz zabieram psa pod pachę (w przenośni;p) i ruszamy na podbój parku.
Miałam w bieganiu kilkudniową przerwę, ponieważ odezwało się moje chore kolano. Od blisko pięciu lat jest mocno uszkodzone (mam pękniętą łękotkę i gangliona umiejscowionego pod nerwem strzałkowym, który jak napiera na nerw- ten roznosi ból bez litości po całej nodze, od kostki aż po miednicę)  i owe trefne kolanisko nie przepada za wysiłkiem fizycznym.
A muszę przyznać, że byłam dla niego brutalna. Muszę zwolnić tempo biegu i nie biegać codziennie. Nie przychodzi mi to łatwo, ale zdrowie jest najważniejsze. Tak, jest ważniejsze od pięknego, okrągłego tyłka i wiotkich, szczudłowatych nóg. Ciężko mi się do tego przyznać, ale wolę jednak być zdrowa :)
 Weekend przepracowałam i przebalowałam, ciężka kombinacja, męcząca ale dająca poczucie satysfakcji. Z jednej strony zarabiam a z drugiej świetnie się bawię!
Znowu mam ochotę na zdjęcia. W środę pokażę trochę cycka i tyłka, odwaga i głupota. Hell yeah !

Tymczasem, kamerkowo:
 Kobieta Jeleń:

 Moje mięśnie widać nawet jak siedzę, jaram się ;D jeszcze sto lat ciężkiej pracy i osiągnę swój wymarzony cel:

 Nie każdemu do twarzy z anoreksją, nie taką Beyonce kochamy :



czwartek, 13 czerwca 2013

Zapach brzoswkiń

Muszę się pochwalić- egzamin, na który za mało się uczyłam i nie przygotowałam tak jak powinnam, zaliczyłam- na 5 :) Z blisko 50ciu pytań wylosowałam 3- dokładnie te, co chciałam. Nie zdziwiło mnie to zbytnio, na licencjacie było identycznie:) Cóż, jestem Dzieckiem Szczęścia. Ale nawet takiemu Dziecku szczęście czasem nie dopisze. I wtedy boli podwójnie. Bo jeżeli jesteśmy już na dnie- niżej nie da się upaść, a upadek z wysoka może połamać Skrzydła.

Wszystko zależy od punktu widzenia i siedzenia. Nie będę się nad tym zbytnio rozwodzić. Zobrazuję Wam to.
Pokazuję zdjęcie naszego okna:
 Tak, przykre, parterowe kraty.
Wystarczy jednak wsadzić między nie rękę i co mamy?:
Tak, wiem, nadal nie jest idealnie, ale wyobraźcie sobie co się dzieje na 10tym piętrze, które- jest dla mnie niedostępne.
Życie to sztuka odpowiedniego patrzenia na dane sprawy. Zawsze możemy sobie wmówić, że jest źle. Ale zawsze też możemy stwierdzić, że jest dobrze.
U mnie jest. Ja nie widzę krat.

wtorek, 11 czerwca 2013

Kuj kuj, póki żelazo gorące !

Jutro mam ciężki egzamin. Żałuję, że nie zaczęłam uczyć się na niego tydzień temu, tak jak wszyscy- normalni ludzie. Z miłą chęcią kupiłabym sobie chociaż jeden dzień więcej na przygotowanie. Będę mocno lała wodę. Umiem jakieś podstawy, resztę muszę wymyślić lub niewiedzę zakryć uśmiechem. Zawsze, ale to zawsze zachowuję się tak samo. Mam masę czasu, ale postanawiam przeznaczyć go na słodkie nic nie robienie. A jak dochodzi co do czego- pluję sobie w twarz i pogardzam sobą.
Robię sobie przerwę na przewietrzenie głowy ( i jej zawartości) plus na lumpeks. Może humor mi się poprawi chociaż trochę.



poniedziałek, 10 czerwca 2013

Dietetyczna pizza

Dzień dobry !:)
Ostatnio z moim Chłopcem mamy prawdziwego hopla na punkcie zdrowego (a przynajmniej zdrowszego) odżywiania. Nie chcemy jednak zbyt mocno się ograniczać, więc postanowiliśmy wczoraj, z okazji niedzieli zrobić sobie pizzową ucztę :)

Podaję przepis (my wszystko pomnożyliśmy razy 2):

Ciasto:
130gr mąki żytniej (najlepiej orkiszowej, ale kilogram kosztuje 9zł, żytniej 2 zł)
1 łyżeczka suszonych drożdży
-Przyprawy: np. do pizzy, oregano, itd.
-5gr oliwy z oliwek
 -600 ml ciepłej wody

Wszystko mieszamy, ugniatamy, tworzymy placek. Nie oczekujemy pół godziny, nie odkładamy ciasta, jest gotowe do pieczenia. Miejmy w pogotowiu i wodę i mąkę, gdybyśmy mieli problemy z klejącym lub zbyt suchym ciastem.

Sos: jogurt naturalny (może być grecki- jest bardzo gęsty)- nisko tłuszczowy, czosnek (w ząbkach), sól, pieprz- według uznania. Sos wkładamy do lodówki na przynajmniej 20min żeby się przegryzł (dobrze go zrobić zanim zajmiemy się ciastem)

Dodatki na pizze- według uznania. My zrobiliśmy dwie- mięsną i dla mnie wegetariańską. Użyliśmy: cebuli, brokułów, pieczarek, a na mięsną plus kurczak. Nic wcześniej nie podgrzewaliśmy ani nie podsmażaliśmy.

Uwaga- pamiętajmy, żeby przed nałożeniem składników na pizze posmarować ją np. koncentratem, żeby się nam nie spaliła i była bardziej aromatyczna. Ja moją posmarowałam jogurtem naturalnym (w koncentracie jest sporo cukru).

Pizze pieczemy około 15-20minut w 180', sami znacie najlepiej swoje piekarniki :D Na 5 min przed wyciągnięciem pizzy posypujemy są serem (nisko tłuszczowym, ok. 13% tłuszczu) I zamykamy piekarnik.

Moja pizza się niestety trochę przypiekła, bo piekliśmy dwie naraz (co było błędem) i moja była bliżej źródła ciepła. Ale i tak zjadłam całą !

SMACZNEGO !











sobota, 8 czerwca 2013

Nieporozumienie dobre na wszystko

Lubię jak ktoś się ze mną nie zgadza i ma odwagę powiedzieć to głośno. To daje pole do popisu dla dyskusji. Oczywiście o ile mam do czynienia z osobą o otwartym umyśle, która potrafi w kulturalny i elokwentny sposób przekazać mi swoje racje, ale także jest w stanie wysłuchać tego co ja mam do powiedzenia i przeanalizować moje słowa. Nie musi po rozmowie przyjmować mojego punktu widzenia, ani nie musi być w stanie przekonać mnie do swojego. Fajnie jest poznać inny tok myślenia, podjąć próbę zrozumienia go i zaakceptowania. Oczywiście czuję satysfakcję kiedy uda mi się przekonać kogoś do zmiany swoich poglądów (kiedy moim zdaniem są niesłuszne), ale najprzyjemniejsza jest sama rozmowa. Obcowanie z drugim człowiekiem, mała debata. A czasami duża.
Boję się fanatyków, ludzi, którzy poza swoimi racjami nie przyjmują żadnych innych. Nawet jeżeli mają przed nosem namacalne dowody rzeczowe tezy kłócącej się z ich tokiem myślenia- odtrącają ją i jako argument podają: "bo tak!".
To żadna odpowiedź, która w moim świecie w ogóle nie powinna istnieć.

Ps. nie zrobiłam wczoraj tej przykrej rzeczy, która tak kłóciła się z moim wewnętrznym kodeksem. Jestem z siebie zadowolona. Źle bym się czuła sama ze sobą gdybym się poddała.

Pps. dzisiaj mam ciekawą rozmowę o pracę. Trzymajcie kciuki :)







piątek, 7 czerwca 2013

Jakoś to idzie.

Dzisiaj zrobię coś czym zawsze gardziłam i czego nigdy nie brałam pod uwagę.
Bynajmniej nie mówię o kurestwie :)
Cóż, życie pełne jest niespodzianek, niezręcznych sytuacji i zadań do wykonania, na które nie mamy najmniejszej ochoty, lub które nie mieszczą nam się w głowie.
Jak trzeba to trzeba, ot co.

Dostałam dwa zdjęcia z sesji sprzed roku :)Na pierwszym portrecie wyglądam na bardzo miłą osobę, cóż za przekłamanie :)



środa, 5 czerwca 2013

Ziemia to Regał.

Jesteśmy jak książki, a właściwie nasze życie jest jak scenariusz zapisany na kartkach papieru. Niektóre książki są nudne, napisane językiem nie do przyjęcia, inne zaś ciekawe, wciągające, sprawiające, że aż chcesz poznać bohaterów.
Są też książki, które czytasz bez przejęcia, jednak dochodzisz do końca tylko po to żeby stwierdzić, że absolutnie nie pamiętasz treści pozycji, którą właśnie wchłonąłeś.
Bywa, że chcemy pozbyć się któregoś rozdziału z naszego życia. Ale nie da się go po prostu wyrwać i spalić. Pojawi się znowu, w reedycji. Będzie nas prześladował. Możemy jedynie umyślnie go omijać kartkując naszą własną książkę, udawać, że go nie ma. Ale może znaleźć się ktoś, kto przyniesie go nam jak na tacy- przed nos, i poprosi żebyśmy jako autorzy wyjaśnili mu treść i opowiedzieli dokładniej szczegóły znienawidzonego rozdziału.
Najśmieszniejsze są wielkie, ciężkie książki, które w środku okazują się być puste, niezapisane. Kuszą okładką, obiecują złote góry, a kiedy je chwycimy, przekartkujemy, dociera do nas, że poza okładką nie ma w nich absolutnie nic i nie można się z nich niczego dowiedzieć.
Często bywa, że najciekawszymi i najbardziej wciągającymi książkami są te z miękką, wytartą okładką, znalezione gdzieś na strychu, albo za grosze w antykwariacie.
Zapisujmy swoje własne książki, przecież tylko to tak naprawdę mamy.



wtorek, 4 czerwca 2013

Jestem tym kim chcesz bym była

Jak w temacie.
Bardzo często zachowuję się tak jak ode mnie się tego oczekuje. Zazwyczaj ludzie chcą żebym była głupiutka, głośna i kolorowa. Więc im to daje. To bardzo wygodny układ. Nie muszę się starać, na siłę czegoś udowadniać, niewiele się ode mnie wymaga- poza tym żebym była śmieszna i wesoła. Ale bywa, że jest mi przykro, kiedy osoba, którą znam wiele lat i uważam za kogoś ważnego dziwi się, że mam także "drugie dno", że nie zawsze mówię o niczym i że potrafię powiedzieć czasem coś chociaż trochę mądrego. Swego czasu gniewałam się na takich znajomych, uważając ich za złych przyjaciół- nie poznali mnie przez tyle lat, są ślepi ?
Teraz wiem, że to moja wina, najwidoczniej jestem bardzo dobrą aktorką. Myślą o mnie to, co chciałam żeby myśleli, wiedzą tyle ile im powiedziałam.
 Dorastam, zaczynam dostrzegać pewne rzeczy. Umiejętność takiej gry świadczy i o inteligencji i o głupocie zarazem (kompot owocowy).
 Tylko człowiek naprawdę inteligentny potrafi rozmawiać i z głupcami i z mędrcami w taki sposób żeby nikt nie poczuł się przy nim gorszy (co to za sztuka kiedy mądraliński pastwi się nad głupolem? Głopol też człowiek), ale tylko idiota gra w taki sposób jak ja. Bo na co, po co ? Często się nad tym zastanawiam, a w międzyczasie gra przychodzi sama.
Chyba to lubię.
Wspominam sobie czasy niemieckie:






poniedziałek, 3 czerwca 2013

Ombre i problemy egzystencjalne.

Mam masę obowiązków na dzisiejszy dzień, więc zajmuję się wszystkim byle nie 'ważnymi' sprawami.
 Pogłębiłam sobie dzisiaj ombre, zastanawiam się nad wyjściem na solarium, nad kolorem lakieru, który nałożę na paznokcie.
 Od rana siedzę przy komputerze i piszę swoją powieść. Idzie mi nad wyraz dobrze, głównie dlatego, że mam tyle do zrobienia :) Kiedy nie mam absolutnie czasu nagle okazuje się, że jestem pełna natchnienia i niemożliwej do opanowania chęci do tworzenia. Ciekawe:)...

Wielkimi krokami nadchodzi czas wchodzenia w dupę wykładowcom i przekonywanie ich, że mimo iż nie chodziłam w ogóle na zajęcia, jak najbardziej zasługuję na wpis. To swego rodzaju gra. Z góry wiem, że ten wpis dostanę, oni z góry wiedzą, że mi go dadzą, niemniej pozwalają mi na płaszczenie się, wygłupianie, wymyślanie dziwacznych historii. Słuchają, marudzą, kręcą nosem, próbują mnie stresować, ja udaję, że im to wychodzi, oni są władczy a ja drżę. Taki deal.  Nie mam ochoty na te gierki, może gdybym miała odrobinkę więcej odwagi powiedziałabym w końcu- na co to marudzenie, zawracanie głowy. Proszę dać mi wpis i pójdę do domu, nie mam czasu na takie udawanki.
Może kiedy indziej :)

Moje nowe ombre :)





niedziela, 2 czerwca 2013

Dzień dziecka

W końcu wszyscy jesteśmy czyimiś dziećmi, choćby Bożymi.
Spędziliśmy to święto w bardzo przyjemnych okolicznościach- Sopot, rower, morze, japońska kuchnia i nawet jakiś gofr z wiśniami się pojawił !
Uwielbiam weekendy, wtedy mój Chłopiec ma w końcu chwilę żeby się mną zainteresować.

Nadchodzący tydzień najprawdopodobniej będzie dosyć ciężki i nieprzyjemny. Wypełniony obowiązkami, które mnie stresują ( bo takie jest ich zamierzenie i cel), psują mi humor, jakość życia, a tak naprawdę po ich odbębnieniu, skreśleniu jako wykonane z listy- nic nie wnoszą do mojego życia i nie dają żadnej satysfakcji.
Inspiracja, tak sukienka jak i pani w nią wsadzona:

 Japońskie ciasteczko, aż ślinka cieknie:
 Z pokazu w alfa centrum, stylizacje Dorota Florek :