Lubię jak ktoś się ze mną nie zgadza i ma odwagę powiedzieć to głośno. To daje pole do popisu dla dyskusji. Oczywiście o ile mam do czynienia z osobą o otwartym umyśle, która potrafi w kulturalny i elokwentny sposób przekazać mi swoje racje, ale także jest w stanie wysłuchać tego co ja mam do powiedzenia i przeanalizować moje słowa. Nie musi po rozmowie przyjmować mojego punktu widzenia, ani nie musi być w stanie przekonać mnie do swojego. Fajnie jest poznać inny tok myślenia, podjąć próbę zrozumienia go i zaakceptowania. Oczywiście czuję satysfakcję kiedy uda mi się przekonać kogoś do zmiany swoich poglądów (kiedy moim zdaniem są niesłuszne), ale najprzyjemniejsza jest sama rozmowa. Obcowanie z drugim człowiekiem, mała debata. A czasami duża.
Boję się fanatyków, ludzi, którzy poza swoimi racjami nie przyjmują żadnych innych. Nawet jeżeli mają przed nosem namacalne dowody rzeczowe tezy kłócącej się z ich tokiem myślenia- odtrącają ją i jako argument podają: "bo tak!".
To żadna odpowiedź, która w moim świecie w ogóle nie powinna istnieć.
Ps. nie zrobiłam wczoraj tej przykrej rzeczy, która tak kłóciła się z moim wewnętrznym kodeksem. Jestem z siebie zadowolona. Źle bym się czuła sama ze sobą gdybym się poddała.
Pps. dzisiaj mam ciekawą rozmowę o pracę. Trzymajcie kciuki :)