sobota, 31 października 2015

A dzisiaj to przyszły wieczorem duchy. Wyraźnie to czułam a nawet i się bałam.
Tak, bałam się ciemności. Znowu. Pierwszy raz od nie pamiętam kiedy. To był naprawdę spory, nieudawany strach, który mimo mojego wczorajszego stanu (wyczerpania) nie pozwalał mi usnąć. Męczyłam się, nieustannie otwierałam oczy, rozglądałam się, nasłuchiwałam.

Moje życie polega na wiecznym nasłuchiwaniu i na czuwaniu. Kocham sny, śnienie, ale sam proces snu jest u mnie mocno zaburzony. Nawet pod czas spania myślę i jestem czujna, gotowa do.. do ataku, do obrony? Takie spanie potrafi wykończyć.
Ale takie spanie przeplatane strachem, przerażeniem w ciemności, przypomina mi o dobrych dla mnie czasach. Czasach, kiedy jeszcze czegoś się bałam. Wracam?
A jak wracam to to dobrze czy źle?

Idę z psami na spacer. Jest piękny, sobotni poranek. Świat na nas czeka.
A ja mam dość odrzucania jego zaproszeń.
Wychodzę.

Archiwum bloga