poniedziałek, 26 października 2015

Kocham jesień. Okazało się, że całe życie żyłam w kłamstwie. Sama siebie oszukiwalam. Bo chciałam. Uważałam, że jestem jesienną panienką i że urodziłam się na jesieni żeby cieszyć moja osobą świat. No dobra, raczej osobistością. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zaledwie kilka tygodni temu dowiedziałam się, że przyszłam na świat u schyłku lata. 27 lat i takie obciążenie. Bez znieczulenia. Jak to się stało? Według moich obliczeń, wynika, że zostałam poczęta późną zimą lub wczesną wiosną a urodziłam się umierającym latem. Wychodzi na to, że do każdej pory roku mi bliżej niż do mojej ulubionej. Może dlatego najmocniej za nią przepadam? To jak z miłością, zwykliśmy biec za kimś kto najchętniej nam spierdala. Przewrotność. Na szczęście, na ból dupy mamy emo żel. 




Archiwum bloga