środa, 14 października 2015

Snów jest coraz więcej i milej mi z każdym kolejnym, pełnowartościowym snem, który mi się wkrada do głowy. Chociaż "wkrada" oznacza, że raczej nie jest mile widziany, że to jakiś zbir czy inny złodziej. A ja tych snów wyczekuję i je celebruję, więc one raczej wchodzą, mocno proszone i szczerze witane.
I te sny są takie realne. Tak mocno, że budząc się staram się sprawdzić to co leży w mojej mocy- czy aby nie wydarzyło się naprawdę. I wiele w tych snach Postaci Prawdziwych, ostatnio mniej podróżuję w nirealnościach. Może po temu, że jestem obecnie skupiona na aktualnym życiu, na codzienności i jakotakim przetrwaniu jej. Z w miarę uniesioną głową.
I sporo we mnie tego strachu. O wszystko. I o nic. Głównie to o samą siebie i najbliższych. Chociaż ci dalsi nagle też się ważniejsi zrobili. Ogólnie, ludzie, zaczęli mnie interesować, tak po ludzku, a nie po boskiemu. Już nie chcę ich analizować, już nie chcę dopowiadać miliona scenariuszy na każdą możliwą sytuację i dla każdej możliwej osoby. Walczę z tym, bo robiłam to przez 27lat mojego życia i nie jest łatwym pożegnać się z taką historią, która wcale nie życzy sobie by być domkniętą. Ale ja tak chcę. Chcę traktować ludzi jako ludzi a nie obiekty czy przypadki.
Znowu walczę sama ze sobą. To kolejna rzecz do naprawy czy przepracowania. Zaprzestanie walki. Ale jeszcze nie naszła na to pora. Powoli. Dajmy czasu czas, dajmy sobie czas.
Dużo tego czasu jeszcze mi trzeba. Ale nagle akurat to przestało mnie przerażać. Już nie muszę mieć wszystkiego natychmiast i już, mogę mieć to przecież kiedyś albo i wcale. Z tymi myślami, wiedzą, przyszedł pewien spokój. Wypogodzenie.
Ale jeszcze dużo, dużo wszystkiego mi trzeba.

Archiwum bloga