środa, 21 października 2015

My już, jako ludzkość nie potrafimy za bardzo się dogadać. I proszę mi nie mówić,że nie wiem o czym gadam, że kiedyś wcale nie było inaczej, bo wiem, że było. mam tego niezwykłego pecha, że pamiętam czasy, w których ludzie inaczej współdzielili przestrzeń. lepiej. i te wspomnienia są dla mnie przekleństwem. wolałabym za nimi nie tęsknić. Teraz wszyscy są wszędzie, w jednym momencie. siedzimy se w jednym pomieszczeniu, ale każdy z głową w dół, ze wzrokiem wlepionym w komórkę, w laptopa i niby to "na chwilę", "tylko coś sprawdzam" i z kimś gadamy, e-gadamy. status "zaraz wracam" tyle, że nie online, tylko w realu. nawet w sumie nie wiemy z kim tak e-psioczymy bo już nie pamiętamy kiedy te oto osobę na żywo widzieliśmy. a jak ją miniemy na ulicy to jej nie rozpoznamy, albo rozpoznamy, ale udamy, że jej nie widzimy, bo jak zauważymy to trzeba się przywitać, a jak to tak.. i się chichramy jak pojebani do tych urządzeń, bo w sumie nie do osób, które jakoby ten śmiech wywołały. i gadamy wszyscy do siebie, pod nosem, a zapytani "co mówisz?" już bez skrępowania odpowiadamy: "nic. do siebie" i nikogo już to nie dziwi, bo każdy gada do siebie. przecież. a jak już dochodzi do konfrontacji na żywo, czyli to jest do dialogu, to czuć jakieś napięcie, stres, rozmowa się nie klei, słowa padają nie takie jak trzeba i nie wtedy co trzeba. Boże Drogi, czemu jest tak, że ludzie niby chcą się dogadać a z tego nie wychodzi nic. nie wiedzie jak często słyszę "Ewa, jak ty ładnie mówisz" a cały sęk tkwi w tym, że.. ja mówię. i całkiem umiem to robić. i lubię. ale przeważnie nie ma z kim. więc też wchodzę w klimat podnosowego plotkowania do siebie.

Archiwum bloga