poniedziałek, 29 czerwca 2015

przez długi, długi czas nie miałam serca w ogóle. pamiętacie te czasy. trwało to niekrótko, może nawet kilka lat. byłam dobra i mądra, bo mi niezależało na nikim i na niczym, a wtedy najłatwiej radzić, bo robi się to jakby z boku. i te moje porady były najlepsze, byłam jak ten znachor, każdy z jakim kolwiek problemem, nawet tym najwymyślniejszym- gnał do mnie. a ja radziłam, brakło tego, żebym siedziała se po turecku i pykała drewnianą, wielką fajkę pod czas tych, trzeba to nazwać jednym imieniem- terapii.
żyłam zawieszona, pomiędzy czymś a czymś, sama nie wiem pomiędzy czym a czym. to nie było złe miejsce, ale jakieś takie bez dennie puste.

teraz nagle to serce jest. i boli jak cholera,  i nie nadaję się już do radzenia komu kolwiek. sama potrzebuję nie tyle porady co pomocy.
nie wiem już co lepsze, nie czuć nic, czy czuć coś, ale tym czymś jest ból. ale taki mocny, dojmujący, który sprawia, że nie masz siły wyjść z łóżka.
z jednej strony mnie to cieszy, coś się we mnie w końcu ruszyło, ale to coś jest ogromne, wychodzi ze mnie, a jest większe niż ja, więc mnie rozrywa i wylatuje którędy mu się podoba. głównie lubi wyciekać z okolic serca.
z drugiej strony bardzo się boję. bardzo, bardzo. bo wiemy także jak Ewunia reaguje jak się boi. jak reaguje jej mózg i co jej wówczas za obrazy podsyła. żeby było tej Ewuni lepiej, jej mózg przeszukuje w swoich pokładach zjawiska, które utożsamia z przyjemnością. i ten jej mózg, zaczyna jej podsyłać obrazy tego oto zjawiska. i mówi: patrz, tak ci źle, a wtedy było ci tak dobrze, co ty na to? pomoż sobie, dziewczyno!

no i te obrazy już mi wsadził pod powieki. a ja nie chcę i nie chcę i nie chcę.
i proszę Cię Boże, trzymaj mnie pod swoim mądrym  wzrokiem.

kiedy ból jest duży, ciało jakoś więcej waży. brzuch jest ciężki i nogi są jak kłody, nie chcą się poruszyć i przyklejają nas do łózka.
ja jestem przyklejona. przyklejona sama do siebie. a to jest najgorsze.
ja nie wiem czy ja sobie poradzę z tym dniem. ja jebie. jak ciężko, ciężko na sercu.
oddychaj, to pomaga- mówią
a ja oddycham, ale to boli  jeszcze bardziej.
chciałabym usnąć na kilka lat.

piątek, 26 czerwca 2015

czwartek, 25 czerwca 2015

Są różni psychopaci, większość z nas wykazuje też pewne cechy psychopatyczne, które utrudniają lub ułatwiają nam życia. Ale jest jeden typ psychopaty, najczęściej spotykany w obecnych czasach, a kto wie, może i w byłych i w przyszłych, mianowicie:
IDIOTA.
sama już nie wiem,m czy to dobrze czy źle, że jest jak jest.
Bo w sumie tak jak jest to całkiem dobrze mi się w życiu układa.
Dzięki wam idioci, że jesteście.
Dzięki wam, ja się wybielam i jestem trochę lepsza.
Szkoda, że trzeba mi debili, żeby być mądrzejszą, ale trudno.



środa, 24 czerwca 2015

Myślałam, że sobie z Wami wszystkimi poradzę. Ale przeciwnik nie tyle okazał się za mocny i za trudny co było i jest go za wiele. Cała armia. I ta armia się doprasza mojej uwagi, mojego słowa, mojej dłoni, a ja już nie mam tych dłoni bo mi je upierdoliliście i to nie przy samych łokciach a przy kolanach. I teraz to ja jestem ofiarą. Jednak nie będę Was prosiła o pomoc, tak jak Wy zwykliście prosić mnie. Poradzę sobie sama. Jedyne czego od Was sobie życzę to świętego spokoju. I do cholery jasnej, dajcie mi go w końcu, bo mnie wykończycie. Ja naprawdę jestem już na skraju, stoję nad przepaścią, a Wy, którzy nazywacie się moją Rodziną, moimi Przyjaciółmi, pchacie mnie ku obrzydliwie bezdennej czarnej dziurze. Nadejdzie dzień, że wystarczy we mnie dmuchnąć a ja spadnę. Spadnę i roztrzaskam  się na milion głupich kawałków.
Więc idźcie już. Tyle ile mogłam dla Was zrobić to zrobiłam. A mianowicie rozjebałam dla Was samą siebie.
Oczywiście nie oskarżam Was o to w pełni. Dawałam to braliście. Wszyscy jesteśmy winni i wszyscy jesteśmy pokrzywdzeni. Okej. Ale zakończmy już te farsę, może komuś z nas się uda wyjść z tej całej afery.

wtorek, 23 czerwca 2015

https://www.youtube.com/watch?v=jOmgb8lJPwA
w kolorze krwi
w kolorze krwi
w kolorze krwi

musi tak być,
czy chcesz tego
czy nie

poniedziałek, 22 czerwca 2015














Proszę Was, dajcie mi święty spokój. Ja mam wystarczająco dużo swoich zmartwień i trosk i tychże o moich Bliskich. Lubię Was, ale bądźcie mi na odległość. I to nie jest jakiś rodzaj flirtu z mojej strony, tylko prośba. Bo groźbą nic nie wskóram, jak widzę.

A mi jest dobrze, wygodnie. Ale mało czasu mam na cokolwiek. Niby to dobrze, bo wtedy jakoby nie ma czasu na myślenie... Ale na te zawsze go jakoś znajdę. A myśli, które mnie nawiedzają, nie zawsze są super sympatyczne. Raczej bywają dołujące. I już nie o mnie się rozchodzi a o tych mi Najdroższych. Bo ja to ja, poradzę sobie ze wszystkim, albo sobie nie poradzę, szkody wielkiej nie będzie, ale nie mogę patrzeć na to, jak Ktoś Kogo kocham ma naprawdę ciężkie problemy, takie, na które i ja nie potrafię odnaleźć lekarstwa.
 Szkoda czasami, że człowiek myśli. Szkoda największa tych najmocniej myślących, bo im to w ogóle w życiu jest już fatalnie.

We Wrocławiu było super. Dziękuję za wszystko- wszystkim. Kocham Was. Zmęczył mnie ten weekend, fizycznie, emocjonalnie i psychicznie ale też dużo mi dał. Jak zwykle zostało mi przypomniane, że na świecie są jeszcze normalne osoby. Czyli takie jak ja. To dużo znaczy.

czwartek, 18 czerwca 2015

A dzisiaj jadę do ukochanego Wrocławia. Bo od czasu do czasu trzeba trochę zmienić miejsce. Ale potem szybko trzeba wrócić. Byle mieć do czego, do kogo i po co.
Na co komu złote monety, kiedy można mieć dolarowe okulary. I krokodyla w bagażniku. Dobrze jak pilnuje całego tego syfu, bo krokodyle robią dobre patrole nawet nie wychodząc z auta.





środa, 17 czerwca 2015

A od trzech dni to nawet nie piję.
I kto mi powie, że jestem do luftu? Jakoś mi się nie wydaje. Dzisiaj to nawet poszłam z psiurami na dużo dłuższy spacer niż zazwyczaj, bo po prostu- miałam na to siły. I ochotę.

To wszystko jest takie niemądre. Człowiek sam sobie wędzi mózg, w celu chwilowego niemyślenia, które wtenczas (to jest: w czas akurat wędzenia) wydaje się właśnie myśleniem na najwyższym poziomie.
Mimo tej wiedzy, chętnie bym ten mózg se powędziła, uwędziła i zawędziła.
Ale nie. Bo są pewne postanowienia, a ich się trzeba trzymać. Chyba.

Nadal jeszcze mocno tęsknie za zabawą i utożsamiam ją z niezwykłą przyjemnością i nadal muszę jej unikać jak ognia. Postawiona mi przed nosem, zaraz by się w nim znalazła.
Póki co, jestem stworzeniem mocno narażonym na wyginięcie i to z własnej przyczyny i ręki, więc chowam się w klatce, gdzie dostaję wodę od nieznanych rąk, ale jakże kochanych i przyjemnych w dotyku, i trochę karmy jak jestem grzeczna.

Na razie, nawet kiedy klatka jest otwarta- nie uchylam za nią łebka. Jestem jak ten żółw- schowany we własnej skorupie. W skorupie też nie jest do końca bezpiecznie, szczególnie w dobie telefonów komórkowych, wypełnionych po brzegi kaprawymi numerami telefonów, ale jest tam mimo wszystko lepiej niż poza moim pancerzykiem.

A Wy ludzie jak byliście tak jesteście. I jakoś zupełnie nie czaicie, że mnie jak nie było tak nie ma. I nie wiem już kto tu ma bardziej nasrane w głowie. Nauczyłam się za to kolejnej rzeczy:
To nie przeze mnie zaczynam uważać, że ja jestem normalna, a Wy nie.
To przez Was.
Nie mogę zawsze odpowiedzialności za wszystko brać na siebie. Tym bardziej, że mam rację. I basta.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Uwaga, wstałam!
Zjadłam wielkie śniadanie, będe czytać i pewnie pójdę jeszcze spać. a może i nie, bo z tym to różnie u mnie bywa.
Będę czytać o psychopatach, bo ostatnio ten temat mnie nurtuje. Dobrze, od zawsze tak było, ój na to kładę, bo i tak damy radę.


lubimy być zdrowi, oj lubimy. a kto nie lubi ten z natury jest po prostu chory, a z takimi to się nie warto zadawać i nawet szkoda w ogóle cokolwiek do nich gadać.
ja czuję się coraz bardziej trzeźwa umysłowo i mi z tym dobrze. i pracy nagle jakoś więcej, także tej która jest przede wszystkim zabawą i pieniądze zaczynają się na nowo pojawiać i mam znowu za co jeść i jakoś nadal chce mi się tworzyć. a przecież głównie tego się bałam, że mi się odechce.  a tu nie. ha! i znowu nie wiem komu mam za to dziękować, bo te podziękowania do Boga to już chyba w moim wykonaniu wszystkich znudziły. więc co, dziękuję sobie. dziękuję Ewuniu, że znowu siebie kochasz i dbasz o siebie. bo dobrze jest żyć. dobrze jest znowu być Tobą, Ewuniu moja Droga.



niedziela, 14 czerwca 2015

No to hop, siup, piszemy.
Wstajemy, robimy i tyle.
Po to się wstaje, żeby coś zrobić, bo inaczej to nie ma po co w ogóle wstawać. To właśnie tak działa.

A ja dwa tygodnie żyję w czystości, tej umysłowej rzecz jasna. I całkiem tam przyjemnie i ciepło. Co prawda głowa mnie trochę boli, ale to od rozpuszczalnika. Więc da się przeżyć.


Idzie lato, a lato lubi zieleń, a nie biel.


A ja mam na lewej dłoni cały świat. HA HA HA. Cały Świat i ój.

sobota, 13 czerwca 2015

Lubimy swoje zwyczaje i obyczaje. Bo nas uspokajają, bo są znane. Bo są po prostu nasze.
A ja jestem przecież taka jak wszyscy, bo już normalnieję, dzięki Wszystkim Świętym i dzięki Wszyscy Święci.
A w Sarbi jest najlepiej.  I każdy kto był tutaj choć raz doskonale o tym wie.
 

https://www.youtube.com/watch?v=bwv-3cM2pVk

środa, 10 czerwca 2015

https://www.youtube.com/watch?v=sFvoIeSzChs

Troche pożądnej czarnej muzyki na pewno Wam nie zaszkodzi w czwartek, od rana.

Oh, Dobry Boże, Boże Dobry, jak ja Cię bardzo kocham, kiedy tak mocno nagle Cię czuję. Czuję i celebruję. umumumum
Macie dupsko. Bo skoro cycki można pokazywać, to czemu dupy niby nie? chyba tym bardziej? czy właśnie tym mniej? A w sumie dochodzą mnie słuchy żem fejsbukową ladacznicą, więc blogową też mogę być. Proszę bardzo, ladacznica się ujawnia  na nowej platformie.





wtorek, 9 czerwca 2015

sobota, 6 czerwca 2015

Bóg dal ludziom język żeby mogli ze sobą gadać.
A to gadanie często doprowadza do zwad i do nieporozumień.
Zamiast gadać ludzie powinni się lizać. Po twarzach i gdzie tam jeszcze się tylko da.


piątek, 5 czerwca 2015

Grzybowe lowe
Grzybowe lowe

Wiszące sobie
I powiewające

Wszyscy się paczą
Dookoła skaczą


Wyją i mdleją
Do nieba ryje bierom


...

Ale naprawdę
To zawsze był Sam


A Ona choć Jej był
To nie był Jej wcale

Sam jak ten palec
Palec grzebalec.

Grzybowe lowe
Grzybowe lowe.












A dzisiaj w pracy to było naprawdę fajnie. Chyba jakoś tak najlepiej, bo coś zaczyna się dziać. A ja lubię jak się dzieje i jak mi wychodzi. Bo tak już mam i tyle. I co się będę tłumaczyć jak nawet nie mam jak i z czego.
I fajnie mi się ostatnio maluje, a przecież nigdy nie lubiłam! I kiedy mi się teraz polubiło to i lepiej mi wychodzi. Bo o to właśnie chyba chodzi:

Że wychodzi jak dobrze wchodzi.
A jak nie wchodzi to nie wychodzi.

I się okazuje, że ja nawet wiem jak mieszać kolory i jak je nakładać jeden po drugim żeby nie tworzyły kolorowanki poodcinanej grubymi krechami czerni a całość, sensowną i troszkę nawet zgrabną. Taką jakby prawie z sensem i nie piekącą brzydotą po oczach. Przynajmniej nie aż tak. Jak kiedyś to bywało.


I obrzydliwa, obrzydliwa pioseneczka od której płaczę.


https://www.youtube.com/watch?v=ZGQRgcoPyZ8





Nosek owszem- dziurki ma
Ale do wy-dy-cha-a-nia
I do wą-cha-a-nia
A nie do
Wcią-ga-a-nia

Noski, noski,
dziurek czar
ja wam wszystkim zaraz da-a-am.

czwartek, 4 czerwca 2015

'Przegrywać czasem to normalna rzecz'
idąc tym tropem:
-Wygrywać czasem to normalna rzecz
Też.
Wygrywamy, wygrywamy, wygrywamy.
Już czuję zapach wakacji i mlecza na trawie.

A wczoraj to było po prostu pięknie. I tak zwyczajnie w swej niezwykłości. I nawet krzywo posadzone drzewa przez Hajusia nie rozwaliły systemu. A przecież mogły i prawie, że do tego doszło.
A to co ma odcień czerwieni potrafi być naprawdę szalenie przyjemne i pachnące. 

środa, 3 czerwca 2015

Nie mogę tak działać.
Że jak nagle mam energię i chce mi się żyć to ja hop, siup!- piszę, rysuję ile wlezie. Do tego śpiewam i tańczę i śmieję się jak to tylko ja potrafię. Bo potem, minie pół dnia i okazuje się, że ja już tej energii nie mam w ogóle. I myślę wtedy już tylko o brzydkich, bardzo nieładnych rzeczach. Ale cóż, na dzisiaj to już się właśnie stało, jest za późno. Myśli złe się kłębią ale ja mówię im "nie, nie i niee". I tyle. I myśli zostaną z tym owym "nie", bo nie będzie dzisiaj "tak" dla moich głupotek.
Nie wiem czy kiedyś się tego nauczę, sama robię sobie kuku.
No to piszę dalej. Bo już i tak rozjebałam system.
Moi Rodzice są całkiem szaleni
Heniek i Grażka, dwoje pomyleni
Nie wiem skąd są, ale nie są z Ziemi
Wkurzają mnie mocno i to się nie odmieni
Dużo do mnie dzwonią i wciąż wypytują,
czy jestem w pracy, czy zarabiam na swój dom?
I choć kłamię jak najęta, a oni o tym wiedzą
To jakoś się lubimy i tolerujemy.



wtorek, 2 czerwca 2015

https://www.youtube.com/watch?v=UO2NUFUv02o

A wiecie, życie potrafi zaskakiwać. I dla tego zaskakiwania warto żyć. Bo może czasem i bywa źle, a nawet bardzo, bardzo źle, ale zdarza się,  że nawet kiedy żyjemy w piekle, a co więcej- aktualnie sami jesteśmy szatami, wystarczy wyjść z domu i nagle następuje rozjebanie aktualnego systemu. Wpadamy jak śliwki w kompot w zupełnie inną czasoprzestrzeń, na początku nie wiadomo czy lepszą czy jeszcze gorszą, jednak inną. I w sumie zaczynamy wtedy żyć tak jakby trochę od nowa. A ja bardzo lubię być zaskakiwania. Nieistotne w którą stronę. Może być nawet najgorzej, byle inaczej. Niech coś się dzieje. A mnie ciężko zaskoczyć. Oj ciężko. Więc celebruje zjawiska i ludzi, którym to się uda. Nawet na sekundę. Oni już na zawsze będą żyli we mnie jako moje największe skarby. A ja potrafię szanować swoje złotka.

sobota, 30 maja 2015

Piotrusiu, Nefrycie, co lubisz grać na flecie
Choć kłotnie między nami do krwi doprowadzają
Do blokad na fejsbuku 
I do nienawistnych pomruków
To musisz wiedzieć, że
Ja bardzo Kocham Cię!



Oh, oh, oh.
co za tłok
w mojej głowie
istne zło
w lesie 
idę
sobie z Idą
ona jedna
lubi mnie
i to szczerze
nie jest złe

 


czwartek, 28 maja 2015

Marzą mi się już lipcowe wakacje nad jeziorem.
Wspominam te, które już tam spędziliśmy. Kiedy to było? Z pięć lat temu? Hehehe, niewiele się zmieniło w naszych życiach, oprócz tego, że zmieniło się wszystko.
Jeszcze miesiąc i będziemy się taplać w błocie jak młode hipopotamy.
Tęsknie za moim Przyjacielem Piotrem. Jestem trochę sfrustrowana tym, że w najbliższych dniach jakoś nie widzę sposobności żeby któreś z nas weszło drugiemu na głowę. Gdybym tylko miała włąsne mieszkanie, to mógłby u mnie siedzieć i dybać mego powrotu ze szkoły, zleceń i innych dziadostw. Ale nie mam takiej oto wspaniałej instytucji- pracuję nad tym. Nadchodzi czas zmian. Myślę poważnie o przeprowadzce. Nie wiem jeszcze czy tylko z mieszkania do mieszkania czy w głowie przypadkiem nie chowa mi się się skrytobójcza myśl szepcąca "wroocłaaaw'. Muszę posłuichać lepiej mojego demonika.

zabieram się za tosty, drugą kawę i naukę.


liczymy od nowa. mamy sześć dni. sześć długo krótkich dni, które przeżyłam i zaczynam mieć energię. ale co. ale nic. bo pomysły złe się pojawiają w tej mojej cholernej głowie. już wolałabym żeby była pusta. i boję się piątku, boję się, że piątek będzie trwał do czwartku ale nie wiem czy nastepnego czy któregośtam. i boję się soboty i niedzieli i poniedziałku. boję się każdego dnia. boję się szczególnie mocno dnia dzisiejszego. bo dzisiaj jest dzisiaj. zrobiłam co miałam zrobić w 90% na dzisiejszy dzień i obawiam się, że jak dojdę o 19stej do 100% to mi odwali. a bardzo, bardzo tego nie chcę. i bardzo też chcę.
już mnie wszystko tak nie wkurza.
już myślę
juz nie mam balkonów pod oczami większych niż dziury po meteorytach na poznańskim morasku
już nie nie jem
ale co
ale nic
kiedy chcę to 'już' sobie wyrwać. to nie jest łatwe, tyle wam powiem. to jest bardzo trudne.
bardzo trudno walczyć ciągle ze sobą. bardzo trudno jest mieć myśli, które nad tobą panują. bardzo trudno jest w ogóle myśleć. myślenie jest cięzkie i złe.


wtorek, 26 maja 2015

Być może pogrążona nad sobą przez ostatnie kilka miesięcy, pochłonięta czarną dziurą nałogu, nie zauważyłam czegoś bardzo, bardzo ważnego, co wyrosło mi na czubku nosa. Mimo wyraźnych sygnalów, których nigdy nie przeoczyła by dawna ja, ta nowa ja- pozostawała ślepa i głucha Jako, że nie ufam sobie i swojemu osądowi świata nadal- nie wiem jak to było i jak to jest. Ale mam pewne przeczucia, a mój umysł, który na nowo zaczął jako tako działać, zaczął wiązać ze sobą pewne fakty. I wychodzi mu całkiem nielogiczna, ale logiczna całość, która z każdą chwilą przeraża mnie coraz mocniej. Nie chcę wierzyć w obrazy, które mi podsyła, nie mogę akceptować tego, że to może być prawda. jeżeli tak jest w rzeczy samej to zawiodłam. i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Jeżeli jest jak zaczynam myśleć, że  jest, to mam wszelkie prawo, żeby czuć się bardzo źle i nigdy sobie nie wybaczyć. Właściwie byłaby to pierwsza rzecz, jaka pozostałaby w moim ciwi życia ze statusem- zawiodzłaś, krowo podła. Nie siebie, a kogoś. Zawiodłaś, bo byłaś głupia, ślepa, zakochana w gównie i pochłonięta tymże gównem. Samo myślenie na ten temat doprowadza mnie do szewskiej pasji. czy to możliwe, że byłam aż tak głupia? Ja? Mam nadzieję,  że to co teraz zaczęłam widzieć to figle, jakie płatam sobie sama, być może to swego rodzaju kara za dawne i przyszłe przewinienia. Nawet jak na wyimaginowaną karę, która ma mnie po prostu przesladować i gnębić- to za dużo. Ja chcę iść do przodu, nie chcę żeby hamowało mnie coś takiego. Ale nie mogę iść skoro wchłania mnie bagno, które sama wykopałam i zalałam własnymi sikami i krwią. Nawet nie do końća wiem jak skonfrotnować moje przemyślenia z rzeczywistością. Muszę to przemyśleć. Miałam na to nie dwa ani nie trzy dni. Powinnam była zacząć działać kilka miesięcy temu. Jedyne co dobre w tej sytuacji to to, że jeżeli jest jak myślę, że jest, to jeszcze przynajmniej mogę zadać jedno pytanie.
Dorosłość polega na podejmowaniu decyzji. Także tych, które z pozoru mogą nam coś odebrać, albo wprowadzić nas na bardzo cięzką i krętą drogę.
Dorosłośc nie polega na wiecznym pokazywaniu tyłka w folderach i umizgiwaniu się przed samcami.
Dorosłość polega także na umiejetności przebywania samemu ze sobą. Nie utożsamianiu szczęscia z tym czy się z kimś jest czy nie.
-Na umiejętności odejścia w godności i ciszy.
Na nie błaganiu i nie żądaniu o cokolwiek.
Polega nie na pracy w telewizji i nie na zdobywaniu co nowych dyplomów świadczących o rzekomym wykształceniu.
Polega na słuchaniu pięknej, mądrej muzyki i na wędrowaniu po lesie.
Polega też na poleganiu sobie.

Wchodzę na te ścieżkę. Chociaż słowo "ścieżka" jakoś boleśnie drażni mnie po uszach. Cholera jasna, jak ja się boję. Szczególnie tego co jest po. Czy ktoś jeszcze potraktuje mnie na serio? Czy nie będzie dla mnie już za późno na cokolwiek? Czy będę miała do czego wracać, do kogo?
A jak i to nic nie da?
To już będzie koniec. Nie mogę wiecznie walczyć. Ostatnia szansa. Konkretna, straszna, mocarna ale ostatnia. Bo nie będzie już nic więcej. To rozwiązanie ostateczne, najbardziej hardcorowe z tych jakie w ogóle mogłby mi się śnić. Widocznie tak ma być i tak będzie.
Jakoś mi z tym wcale nie jest źle. Cieszę się. Jak dzisiaj zobaczyłam ulotkę z konikiem to się popłakałam.
hy
Zapominam cię
Co mam zrobić z tym?
Jeszcze tylko wspomnień garść
W mej pamięci wciąż się tli
Zapominam cię
Swoje robi czas
Znów przywołać próżno chcę
Twoje imię któryś raz

Wszystko to co było
Przecież to jest w nas
Tak niesprawiedliwy
Tylko jest ten czas
Strefa półcienia
To ten pierwszy krok
Potem zapomnienia
Bezlitosny mrok

Zapominam cię
W tłumie gubisz się
Jak samotna w morzu łódź
Na obszernym znikasz tle

Zapominam cię
Zwolna idą w kąt
Jakiś uśmiech, słowo, gest
Coraz dalej, dalej stąd

Wszystko to co było...

Zapominam cię
Nie tak miało być
Przecież miłość nasza wiem
Miała wiecznie, wiecznie żyć
Zapominam cię
Co mam robić z tym?
Jeszcze tylko wspomnień garść
W mej pamięci wciąż się tkwi

poniedziałek, 25 maja 2015

Jeżeli myślisz, że jesteś jedyną osobą, która rości sobie do mnie prawo, gnębi mnie, nęka, nagabuję, wypytuje, rozlicza z mojego czasu, zmusza do obietnic, wymaga ode mnie tłumaczeń i wiele wiele innych gówien- to się mylisz. Takich jak ty jest sporo. Tuzin, jak Boga kocham. I ja nie wiem jakim prawem wy w ogóle sie pojawiacie w moim życiu. Nie wiem jakim prawem żądacie żebym tłumaczyła się z każdego dnia kiedy milczę i nic do was nie mówię. Jakim prawem zamiast zadzwonić do mnie: nieważne, raz, drugi, trzeci- do skutku (skoro jakoby tak wam zależy): napiszecie kilka smsów i wielce się obrażacie  kiedy na nie nie odpiszę. Jakim prawem w ogóle wymagacie ode mnie jakichkolwiek aktywności w waszym kierunku, skoro ja ledwo żyłam przez pewien czas i to doprawdy świadczy o waszym debiliźmie. Nie mam już sił na te cholerne oskarżające wiadomości. Czy wy wymagacie ode mnie przeprosin?
Przeoprosin za co?
Za to, że ledwo żyłam i wypadło mi wiele, wiele miesięcy w życiu?
Mam przeprosić za to, że miałąm was w dupie w tym czasie?
A może wy mnie przeprosicie, za to, że potrafiliście tylko żądać, właściwie nie mając do tego żadnego prawa, potrafiliście tylko mnie dodatkowo zadręczać a nigdy nic mi nie daliście? Zmuszać do jakiś chorych obietnic, chociaż wiedzieliście, ze nic z tego nie będzie. Zamiast dac mi coś, to wy chcieliście mnie gdzieć ciągać. Zmuszaliście mnie wiecznie do kłamania, tylko po to żeby później móc się obrazić i zwracać na siebie moją uwagę.
Której nie dostaliście.
I nie dostaniecie.
Przeprośćcie mnie za to, że w o ogóle byliście.
Ja się do was już nie odezwę. Przemyślcie to, wyciągnijcie naukę i wnioski na przyszłość, może kolejne relacje w życiu uda wam się lepiej budować.
Ale mam wskazówkę- kiedy ktoś ledwo sobie radzi ze sobą, niekoniecznie musicie mu pomagać. Oczywiście. Ale nie zawracajcie mu dupy.
Bo jedyne co udowodnicie i to nie tej osobie a sobie, to to, że jesteście puści, głupi i nic nie warci.
Jeżeli myślicie, że jesteście tak wspaniali, że  wygracie swoim blichtrem z czyimiś demonami, to chuj wam w dupę.

Nara.

Lubię zakochanych ludzi. Są wtedy tacy rumiani, głupkowaci i chichoczący niby bez powodu. No ale przecież z powodem i to z jak najlepszym! No bo to z miłości te chichy się biorą! Szczególnie mocno lubię, kiedy tymi zakochanymi ludźmi są moi przyjaciele. Bo dawno ich takimi nie widziałam a to się zaczyna na nowo zdarzać. Taśmowo czy hurtowo, ale leci. I oczy się im świecą i są podejrzanie mili. Jedyne co mi się nie podoba to to, że ich nagle mniej dla mnie. No bo więcej dla tych nowych, tak zwanych Obiektów do kochania. Ale ja już to rozumiem zbyt dobrze, nauczyłam się z tym żyć i to tolerować. Już nie jestem zazdrosna ani o to zakochanie ani o Obiekty. Raczej się raduję, winszuję i życzę żeby te efekty trwały jak najdłużej tylko się da. A ja się schowam na ten czas, nie będę żądała uwagi dla siebie, wręcz będę wypychać do tej miłości. Bo miłość, moi Drodzy to nie taka łatwa sprawa. I jak już trafi to niech nie odpuszcza. Ja umiem kochać nie odejmując czasu moim przyjaciołom, ale to chyba jakaś taka umiejętność rzadko spotykana. Możliwe, że to cecha wybrańców. Hyh. Ale nie każdy tak musi umieć, może nawet nie powinien. Bo miłość jest lepsza niż przyjaźń. Teraz to widzę. Widzę to w ich oczach i ciągłych wzdychaniach. Fajnie. Fajnie.

ps. a ja to lubię politykę.
i nie lubię dopalaczy.
i co mi z jednego i z drugiego przyjdzie? może coś.

niedziela, 24 maja 2015

Mówią, że Bóg jest dla słabych i głupich.
To dlaczego  potrzebuję Boga tak rozpaczliwie akurat teraz kiedy może i jestem najsłabsza od kiedy pamiętam ale jednocześnie w tej słabości najmocniejsza?
I potrzebuję go akurat kiedy widzę najwięcej ?
I wiem, że On może gdzieś tu się czaić. Może wcale nie, ale 'może' daje mu szansę do popisu żeby nagle wyskoczyć gdzieś zza rogu i mnie przydybać swoją światłością.
Oh, olśnij mnie Boże, Może, Boże Może.


Nie lubię ludzi, którzy:
nie chodzą boso
nie czają klimatu, że ktoś chodzi boso
gapią się innym na dłonie
nie pozwalają dotykać swoich włosów
nigdy nie byli gotem, metalem czy punkiem, slowem- brudasem
myja sie rano i wieczorem


sobota, 23 maja 2015

Nie trzeba się bać, będzie dobrze. Kiedyś, możliwe. I sama ta możliwość jest bardzo obiecująca i jakaś taka wzruszająca.
Na dobrą sprawę, czy raczej złą, jak sobie wyobrażam naprawdę najmroczniejsze ewentualne scenariusze na siebie i dla siebie, to to co widzę wcale nie jest aż takie okrutne, i nawet wtedy będę potrafiła celebrować życie i brać z niego pełnymi garściami to co tylko mogę. I wiem, że to marne ochłapy będą mnie zadawalały, bo przecież w życiu wszystko jest piękne, nawet to co brzydkie.
Więc naprawdę, strach o cokolwiek w moim przypadku jest bezsensu, bo ja zawsze będę zadowolona, że w ogóle jestem.

Gdyby wszystko dla mnie było takim jakim sobie życzę... albo gdyby to jak mi się podoba i jak ja lubię nie było uznawane społecznie za najgorsze na świecie. Gdyby po prostu było inaczej... No ale nie jest. Czas się z tym ostatecznie pogodzić albo sobie odpuścić, wybaczyć i żyć jak żyję bez ciągłych pretensji, wyrzutów sumienia i psioczenia na samą siebie. Chcę jednak być częścią społeczności, w której żyję, chcę się czuć jej integralną, funckyjną częścią a nie wiecznie popisywać się moimi zdolnościami aktorskimi. Życie to nie teatr, a ja muszę w końcu to  łaskawie zrozumieć. Bo wybór dokonany być musi- że zacytują samą siebie. 



piątek, 22 maja 2015

Meluzyno, Meluzyno, porzuć płonne swe nadzieje.
Świat się śmieje, świat się śmieje.



środa, 20 maja 2015

Się dzieje.
Się dzieje.
Się dzieje
Się
dzieje
Się



Wyścig się rozpoczął. Wczoraj w sumie wykonałam mały krok a dzisiaj to już truchtam se przed siebie. Szkoda tylko, że bez uśmiechniętej gęby.
Łeb mnie boli niemiłosiernie, od wszystkiego, od życia i od nieżycia i od strachu przed tym co się dla mnie szykuje.


wtorek, 19 maja 2015

Tak cię uczyli od lat,
tylko krzykiem zdobywa się świat
a to nie tak

Cisza jak ta



Chciałam byc normalna, ale mam problem z określeniem tego, co to jest właściwie ta cała 'normalność'. Ostatnio myślałam, że ja jestem wszystkim tym czym ona nie jest, teraz mi się zupełnie odwróciło. Jednak nie ufam sobie w ogóle (i to tez wydaje mi się normalne i przede wszystkim: szczere), więc po prostu uważam. W każdym razie, uważam, że ja nie ufając sobie i tak mam większe zaufanie do siebie i podstawy do tego, niż większość tych całych fifa rafa, którzy jakoby są tacy pewni siebie.
Wiecznie dybię na coś, na cokolwiek, wyczekuję. jestem w stanie ciągłej czujności, nawet kiedy śpię. owszem, zgadliście, to potrafi dać po dupię.
zapraszam do muzycznej uczty:
https://www.youtube.com/watch?v=TIlQ685SxAo
a to to już w ogóle przyjemność wiekuista:
https://www.youtube.com/watch?v=d3HAhF-dQEc
Zdzisia, jesteś szatanem mojego serca. lowe, lowe krowe.
zdjęcia trzeba robić ciągle. jako dowód, że coś było, żeby nie zapomnieć, żeby sobie przypomnieć. i jako dowód dla świata na to, że się w ogóle żyje.