poniedziałek, 9 marca 2015

Nie przepadam za wierszami. Szczególnie, jeżeli nie znam autora i to dobrze. Wiersze są nudne, bardzo podobne. Cżesto głupkowate, infantylne, zbyt poddane aktualnym trendom i modom. Jak już muszę się z nimi zapoznawać, to najchętniej jeżeli autor mi je czyta. Nie pisuję wierszy.  Ale! właśnie jeden wszedł  mi Sam do głowy. Siedziałam na balkonie, słońce grzało mi opuchniętą gębę i oto się stało. Czy mi wstyd? Tak.

Rosnę w Waszych oczach
Zaraz potem maleję

Nie ma już nic.
Za chwilę znów Coś się dzieję.

Ze skrajności w skrajność
Świat szaleje!
Ja szaleję!

O normalność już nie proszę
Tylko błagam, bo sczernieję

Potępienie nie jest dobre, choć tak dobrze znane
Mówią: "lepsze Piekło Twoje, niż Dobro, lecz cudze"

Wobec tego chcę być Cudza!
Chcę do Kogoś należeć.
Chcę współdzielić Dobro, nawet je powielić

 Krzyk i marazm, krew i błoto
Świńskie nóżki, kurze łapki, lisia kita, ogon pawia
 Istny sajgon, wiraż, jawa

To jak cyrk
Estrada
Mam dość aren i świateł,
Zaczynam ślepnąć,  głuchnąć
Nie widzę już w Człowieku drugiego Człowieka

Tylko Obiekt
Rzecz

Kim ja jestem, żeby tak na innych patrzeć?
Chcę odzyskać umysł, wzrok i dawne siły
Zaczynam wątpić by do mnie wróciły

Ale jeszcze wierzę, wiem, że to ostatki
Wiara może umrzeć,
Wtedy szykuj zabawki!

Ja już moje spakowałam,
Ale w kącie czekają
Jeszcze nie chcę po nie sięgać
Jeszcze czas mi dają

Białe, czarne i dziurawe

A gdzie szarość, błękit, zieleń trawy?
Jakiś róż pudrowy a nie jaskrawy?

Spokój.
To moje Marzenie.

Cel na życie?
Przeżyć.
A nie gnić w niebycie.

Cisza, oddech, Matka,
Tego mi potrzeba








Archiwum bloga