Nie wiem jak to jest z innymi ludźmi, ale wśród mojego towarzystwa (a mam dosyć hermetyczny krąg znajomych), wszyscy cierpimy na jakieś zaburzenia emocjonalne, zalążki chorób psychicznych, choroby psychiczne bez zalążków i jesteśmy mocno podatni na uzależnienia.
Wydaje mi się jednak, że problem i sprawa nie dotyczą mojego świata, a ogólnie- wszystkich.
Jedni są jednak mniej lub bardziej świadomi swoich 'dziwactw', które tymi 'dziwactwami' właśnie wcale nie są.
Ta świadomość z jednej strony jest siłą, ale z drugiej- potrafi zdołować. Bo wiesz o czymś a mimo wszystko nic z tym nie robisz.
Ja wiem o wszystkim. Wiem, wiem, wiem. I co. I nic. Bo wiem, że nic. nic. nic.
Są jednak ludzie, którzy mimo wszystko potrafią odnaleźć się w świecie i bez żalu w nim funkcjonować.
Ja uważałam, że dopóki nie rozwiążemy spraw sami ze sobą, nie powinniśmy pchać się w relacje z innymi ludźmi.
Jednak.. czy można mieć pewność, że już ostatecznie rozwiązaliśmy pakt z naszymi prywatnymi demonami? Czy tak w ogóle się da? I czy nasze demony nie mogą współżyć z demonami innych?
Nie wydaje mi się żeby to co się działo ze mną było uleczalne. Jedyne co mogę dla siebie zrobić to walczyć, wiecznie walczyć. I taki mam zamiar. Postanowiłam podjąć walkę. Jestem na wojnie i krew się leje, ale tej krwi jest we mnie nieskończenie wiele i wojna będzie trwała już zawsze.
Wiem już też, że uzależnienie nie jest moim największym problemem. Owszem, dolewa oliwy do ognia, potęguje całe to dziadostwo, otworzyło wiele furtek, które wolałabym żeby zawsze pozostały zamknięte, przez te gówniane pociągi do wciągu zapomniałam jak się oddycha, mam paranoję i halucynacje, ale poza tym- jest we mnie wiele więcej niepozałatwianych spraw.
Nie wiem już czy rozgrzebywanie tego wszystkiego ma sens. Chciałabym iść do przodu a nie skupiać się na przeszłości. Męczy mnie to. Ale ta przeszłość przyczepiła się do mnie, klei się do mojego ciała i wślizguje mi się ciągle od nowa i od nowa do ucha.
Męczy mnie to, że od dwóch dni nie mogę wyjść z łóżka. Ale cieszę się, że z każdą minutą czuję się silniejsza. Znam też moje ciało na tyle, że wiem, że potrzebuję jeszcze dosłownie kilku dni żeby móc zacząć biegać. Ale jeszcze, jeszcze...
jeszcze, jeszcze, jeszcze
najbardziej przerażają mnie problemy z oddychaniem. albo rozpaczliwie łapię oddech, albo w ogóle zapominam, że to mój obowiązek. Ostatnio złapałam się na tym, że naprawdę dłuższą chwilę nie oddychałam. po prostu nie musiałam. zawiesiłam się.
jedyne czego teraz potrzebuję to spokój. a ten spokój może mi zapewnić Ktoś. Ktoś kogo szanuję, kogo ciepło i energia współżyją z moją energią. Ktoś z kim mogę milczeć, kto jest mądry, kto jest ostoją, komu będę mogła położyć głowę na piersi i tempo gapić się w sufit. Muszę kogoś dotknąć.
A teraz idę się położyć na podłodze. Naprawdę, nie ma nic przyjemniejszego w mieście.
A naprawdę to marzę o bieganiu boso po trawie, w Sarbi.
Proszę zabrać mnie do Sarbi.
czwartek, 12 marca 2015
Archiwum bloga
-
▼
2015
(309)
- ► października (24)
-
▼
marca
(25)
- A jutro SELENE ! SELENE ROBINSON <3
- Matko Bosko, Częstochowsko, jutro kwiecień. Jak ży...
- ;d
- Powiem tak. Mając 27lat i upijając się o 11stej pr...
- ihihihihi. tyle w temacie jest dobrze. nie powiem ...
- PoSylwestrze
- o
- Bawimy się w dorosłość. Lepiej, Lepiej :) Niedługo...
- https://www.youtube.com/watch?v=aWFtbV4HBBo To c...
- https://www.youtube.com/watch?v=La9p1VQksjo jeste...
- uoa
- Zacmienie, hej.
- m
- g
- SARBIA, bezSENsu, sierpien 2014
- Ostatnie Chwile :)
- s
- Nie wiem jak to jest z innymi ludźmi, ale wśród mo...
- Cóż, muszę pogodzić się z tym, że mam 100% borderl...
- Kryją się w naszych cieniach Taplają się w naszym ...
- Muszę wrócić tam, gdzie było mi dobrze. Ale ja już...
- Bardzo cieszy mnie to, że wszyscy jesteśmy schemat...
- Lubię Wiosnę. wszystko rodzi się do życia. w tym j...
- Nie przepadam za wierszami. Szczególnie, jeżeli ni...
- Świat to sieciówka. Jeden wielki haendem. mieszan...
-
►
2014
(111)
- ► października (18)