piątek, 13 marca 2015

s

Dzisiaj jest Ten Dzień, kiedy zmyję stary lakier z paznokci i pomaluję je na nowo (uprzednio doprowadzając je do względnego porządku). Patrząc na moje dłonie, nie robiłam tego od kilku tygodni.
Czyli, jest ten dzień, kiedy jestem już żywym człowiekiem.
Na wszystko potrzeba czasu i jak każdy wie, najgorsze są cztery pierwsze dni. One już są za mną (nawet trochę dłużej) i rzeczywiście, JAK ZWYKLE, znowu zaczynam poprawnie oddychać i mam siłę pozamiatać w pokoju. Moje ukochane standardy i schematy.

Najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą.
Moje ciało przez ostatnie trzy dni prosiło mnie o:
sen, sen, sen,
banany
cytrusy
dużo wody
orzechy
czekoladę
sól

i dawałam mu to. dzisiaj, w ramach podziękowania, uśmiecha mi się gęba.
myślałam, że dzisiaj już dam radę pobiegać. a owszem, dałabym, ale musiałabym wykorzystać energię z jutra. nie chcę. chcę dać sobie czas. postanowiłam ostatnio po prostu dbać o siebie, nie robić sobie krzywdy kiedy nie muszę a jak ta już się dokona- regenerować się w odpowiednim dla mnie czasie. Bez spin. Za cenę wszystkiego. Za cenę pracy, za cenę spotkań towarzyskich.
jestem już starsza niż byłam. Ha, odkrycie roku. Zauważam, że regeneruję się dłużej i kosztuje mnie to więcej energii i psuje mi mocniej samopoczucie. Odczytuję te znaki wyraźnie. Zbliżam się do 30stki, i nie ma się co oszukiwać- nie mam już organizmu 17sto latki. Ani cycków takowej.
No cóż. szkoda.
jako, że nie regeneruję się już jak nastka, nie mogę sie już też jak ta bawić. Muszę dopasować zabawę do nowych standardów życia.
A standard jest taki: starzejemy się kochanieńka, szanuj siebie, krem na zmarszczki na mordę, mniej kawy, lepszy stanik i krem na cellulit powoli kupuj! ha!

no i ok. mi pasuje.
tymczasem, borem lasem, idę z psiurem na spacer. Miłego dnia!



Archiwum bloga