niedziela, 1 marca 2015

Świat to sieciówka.

Jeden wielki haendem. mieszanina plam, smrodów, krwi i gówna.

Nie ma w nim już miejsca na kreatywność, pomysłowość.
Ludzie, którzy łudzą się, że ich pomysły zostaną wykorzystane, lub chociażby (!)- wysłuchane, bardzo szybko będą zmuszeni skonfrontować się z rzeczywistością: nikt nie chce myślących ludzi, wychodzących poza szereg. Szybko zostaną sprowadzeni do pionu. To nie są czasy odkrywców i liderów. Nie ma już miejsca dla wojowników i wizjonerów. Albo będą grzeczni, albo zostaną rozstrzelani.

Mając jakieś hobby, zainteresowanie, chcąc się rozwijać w tym kierunku- bardzo często na początku drogi mamy ideały, jesteśmy zainspirowani, pełni nadziei i widoków na przyszłość. Lepszą przyszłość. Dla nas i dla świata. Chcemy być twórcami, chcemy dawać. Dawać siebie.

Szybko jednak dostajemy obuchem przez łeb. Rób co masz robić, nie wysilaj się, nie myśl, nie kombinuj, po prostu- spierdalaj.

Ludzie, którzy chcą naprawiać, ulepszać świat, ludzie, którzy mają w sobie energię, siłę twórczą- mają także potrzebę realizowania się na wybranych polach. Kiedy ich energia jest odtrącana, zamiast wychodzić na zewnątrz i kreować, zaczyna wchodzić do wewnątrz, miażdży od środka. Zamiast oddychać, zaczynasz się dusić, twoja własna siła pali cię od środka.
To jak z kobietą w ciąży. Ona musi urodzić. Oddać światu sztukę, stwora w postaci nowego życia. Gdyby jakimś cudem nie urodziła, a dziecko rosłoby i rosłoby- w końcu rozerwałoby ją od środka. Tyle tylko, że ono by zostało, a matka nie. Dziecko może i by przeżyło. A w przypadku odtrąconej potrzeby kreowania, kiedy ta cię zabija- nie pozostaje po tobie nic. Nawet smród gówna.

Ktoś powie- realizuj się więc dla siebie. Ale na to trzeba mieć czasu. A czas to pieniądz. Trzeba więc pracować 'gdzieśtam' dając dupy najczęściej i marzyć o tym, że w końcu dorobimy się pieniędzy na to, żeby się realizować. Zdarza się, że to się uda. Ale pieniądze potrafią zdominować świat. A lata nierealizowania się twórczo potrafią zabić. Stajemy się sieciówkowymi zombiakami. Pozbawionymi wszystkiego. I tak ma być. Tak będzie łatwiej dla wszystkich.
Człowiek, który naprawdę myśli, wie, że jego obowiązkiem jest porzucenie myślenia. Świadome zrezygnowanie z wyjątkowości.
Bo będąc osobą myślącą, prędzej czy później, a raczej prędzej- po prostu się zwariuje.
I umrze.
A będąc osobą niemyślącą się nie zwariuje.
I przeżyje.

No i tutaj powracamy do podstawowego, Szekspirowskiego pytania:
Być czy nie być, oto jest pytanie?




Archiwum bloga