We mnie jest teraz wiele nadziei. Wiele chęci i wiele potrzeb. O emocjach nie wspomnę. Buchają jak ta para, nawet uszami. Ale nie wiem, nie wiem co z tego będzie. Bo okazało się, że te emocje nie są dobre, bo są niechciane. Mam pewne obawy. Że z dniem, kiedy je schowam, szczelnie jak to ja, znowu będzie ten czas, kiedy nie ma nic. W tym stanie jest tak szalenie bezpiecznie, ale ja tam nie chcę. Tam nie było nic. Więc łatwo czuć się bezpiecznie i komfortowo kiedy nie ma się o co dbać i na co uważać. A zapewne tak to już będzie. Póki mam jeszcze te oto emocje to czuję smutek i żal, że nadchodzi znowu czas wypalenia i nicości. Trudno. Lepiej tak, niż łazić i zawodzić jak jakaś nastolatka. Nie mogę w wieku 27lat szlajać się po ulicy i ryczeć, to raczej poważne nie jest. Jestem dorosła, wyć powinnam tylko pod łóżkiem. A ja nawet nie mam tego "pod łóżkiem".
Idziemy, hop hop.
i ja jakoś nagle mam ochotę na to oto śniadanie we mgle.