poniedziałek, 31 sierpnia 2015

My tu prowadzimy i wespółtworzymy swego rodzaju nową rodzinę. Jesteśmy grupą ludzi współdzielących przestrzeń, wspomienia, jedzenie i uśmiech. Wkurzamy się na siebie, mamy się dość, ale wystarczy, że jedno z czegoś tam się w kącie śmieje- drugie nawet nie wie z czego, ale też zaczyna się smiać. I to histerycznie. Ale w pozytywnym sensie tego słowa. W całym tym skupisku nas, naszych rzeczy i niedoborze (wiecznym) kawy, czuję się na nowo jakbym miała naście lat, i nie jest to powrót przerażający. Dużo różnych przykrości mnie spotkało po drodze, w większości sprowokowanych przeze mnie, teraz muszę otaczać się bliskimi. I bliskość tę chłonę i mam nadzieję, że podobną się odwdzięczam.

a mi się marzy Sarbia w weekend. Doprawdy, nic większej rarości mi nie da. Mam niedługo urodziny, więc zasługuję na Sarbię. oh, Boże, Boże.

Archiwum bloga