wtorek, 28 lipca 2015

Człowiek płaci za błędy, za swoje, za innych, na wspólne.
Zapłaty bywają bolesne, nie tylko dla kieszeni. Głównie zaś dla serca i dla głowy. Chociaż kieszeń też umie na tym ucierpieć, bo wyciąga się z niej często niedrobne na leki, które dają uśmiech.
Wybawieniem może okazać się rysowanie i pisanie. Owszem, to pozwala na chwilę zepchnąć smutek w kąt, ale w końcu trzeba przestać rysować czy pisać, chociażby po to żeby się zdrzemnąć albo ostatecznie pójść spać.
I mimo wykończenia, fizyczno- psychiczno- emocjonalnego, sen jakoś często nie chce przyjść.
Bo brzydkie myśli zjadają nam głowę od środka. Kłóją w środku, gdzieś w klatce piersiowej i zadręczają. I mimo, że prosimy, błagamy żeby sobie poszły- tym daleko do posłuchania nas. Ale cóż, my sami często proszeni i błagani o to żebyśmy sobie poszli nie umiemy tego odpowiednio usłyszeć i w prawidłowym czasie zareagować odpuszczeniem. A z tym odpuszczeniem często może przyjść też odpuszczenie grzechów. Ale nie, my grzeszymy dalej. Z lubością. W obrzydliwym gównie. I z.
 No i nie śpimy. Tylko płaczemy w poduszkę, która niczemu nie zawiniła oprócz tego, że urodziła się poduszką. Dobrze, że ja nią nie jestem, wolałabym nie musieć znosić tych wszystkich łez, szczególnie pochodzących z głupoty. Łzy spowodowane głupotą bolą potrójnie.
Głupie łzy, głupich ludzi.
Głupio mi, że jestem głupia.
Ale chcę być znowu mądra.
Chcę sprezentować mojej poduszce wakacje. A co, niech ma.
Jeszcze nie dziś, i nie jutro, i raczej długo nie będzie miała wolnego, ale jak Boga kocham, wynagrodzę jej wszystko. Wynagrodzę jej siebie.
Poduszeczko, bądź spokojna, Ewunia kiedyś zwolni Cię z obowiązku wchłaniania gównianej solanki.
Pozdro, elożka.

Archiwum bloga