niedziela, 26 lipca 2015

Ten weekend dobrze mi zrobił, bo jak zawsze, towarzystwo Piotra uświadomiło mi, że my, normalni ludzie- istniejemy.A bardzo łatwo jest dać się nabrać czy to na chwilę, czy na dłużej- że albo nas nie ma, albo że to my jesteśmy nenormalni.

Wracam więc do Poznania z poczuciem tego, że jestem normalnym człowiekiem. Bardzo mi z tym przyjemnie i dobrze.

Miałam mieć dwu tygodniowe, fajne zlecenie, ale niestety widomo zbliżającego się leczenia (które nie wiem kiedy nadejdzie, ale może się to zdarzyć dosłownie z dnia na dzień, nie mogę teraz nic nikomu obiecywać), zmusiło mnie do rezygnacji, na rzecz przyszłego ozdrowienia.
I jakoś tak doroślej się dzięki temu czuję. Odpowiedzialniej, może i dumniej, jak pawiczka. Zaraz a ogonek mi wyrośnie.
Wracam do domu, jeżeli domem muszę nazwać konkretne miejsce czy chociażby miasto, i czekam. Czekam na telefon z podaną datą dnia, kiedy zacznę zdrowieć już ostatecznie.

I czytanie jest znowu tak szalenie przyjemne. A na świecie jest tyle książęk, tych wspaniałych, tych mniej wspaniałych, tych średnich, wreszcie- tych beznadziejnych, które tylko na mnie czekają, o których nigdy nawet się nie dowiem, i o których się dowiem a nawet się do nich nie zbliżę na kilometr, mimo, że będę mieć przykładowo to w zamiarach :)
Tyle wszystkiego czeka. A ja jestem znowu gotowa żeby wyjść światu na przeciw. Jeszcze odczuwam drobnę zmęczenie, które jest zapłatą za buńczuczny tryb życia, ale to nic. To po prostu nic. Wstaję jak zwykłam wstawać, celebruję samotną, poranną kawę, kocha mnie mój pies, a książki nie są już tylko ciężkimi cegłami a są obietnicą poznania nowego uniwersum.

Kocham życie.

I chciałam też podziękować wszystkim tym, którzy mimo, że do moich Przyjaciół oficjalnie się nie zaliczają, to się odzywali. Ale nie tym, co się odzywali w celu zaliczenia mnie- inaczej tego nie nazwę,czy w celu- udania troski, wproszenia się do mnie i/lub ściągnięcia mnie do siebie aby ze mną porobić te złe rzeczy, które mnie zabijały, i nie tym, którzy odzywali się żeby mi mędrkować i matkować. Szczególnie zaś na pewno nie dziękuję tym wszystkim anonimowym dupką, które masturbując się zagnębiały mnie prywatnie.Albo nie. Tym też dziękuję, a co.

Chciałam podziękować tym, którzy dali mi czas, zaproponowali szczerze wsparcie, a odtrąceni- uszanowali odtrącenie, tym którzy czekali te całe, długie, cholerne miesiące, i teraz kiedy wszyscy czujecie (niesamowite!), że na nowo zaczynam żyć- powoli wracacie. Z pochwałami, z gratulacjami, z ciepłym słowem. I wiem, że nie wracacie dlatego, że wcześniej uciekliście a teraz chcecie na gotowe. My niekoniecznie się jeszcze spotkamy. Wszyscy to wiemy. Wracacie, bo wcześniej poprosiłam Was, żebyście wrócili, o ile jeszcze zachcecie- kiedy będę zdrowa.
I dzięki za troskę,te szczerą. Wzrusza mnie to.









Archiwum bloga