wtorek, 7 lipca 2015

No dobrze, w ostatniej notce mi się pogmatwało!: nie nad polskim morzem a jeziorem byłam, a co. szlag by to. a to nawet i lepiej bo w takim układzie jeszcze to morze mnie oczekuje, czy się mylę z moim myśleniem?

a z tym nie wąchaniem to nie jest już w tej chwili nawet tak ciężko. po prostu idzie i tyle. i mój mózg taki piękny i czysty i lekki a pełen zaczyna być! coś niesamowitego! nadal jednak przystaję przy detoxie, ale muszę to jakoś zgrabnie rozegrać, żeby to miało dla mnie ręce i nogi. trochę nad tym śleńczeć muszę. ale samo się nie zrobi.

i od kilku dni dochodzą do mnie różne takie, o, owakie, które się zdążyły wydarzyć w trakcie trwania mojego upadku. o których nie tyle zapomniałam co w ogóle nie wiedziałam, bo nie zdawałam sobie z nich sprawy wcale. ale ludzki mózg jest zabawny i naprawdę mocno w tym swoim pofałdowaniu skomplikowany. bo teraz to przychodzi, wcześniej gdzieś poukrywane. póki co żadnych zatrważających widoków mi jeszcze nie podesłał, ale boję się, że w końcu to zrobi.
bo wiem, że zrobiłam różne rzeczy, które są raczej brzydkie, wiem, że  teraz aż z taką śmiałością i brakiem wyrzutów tak zwanego sumienia bym sobie na nie pozwoliła. ale nie wiem, czy nie wydarzyło się coś, co może mnie powalić.
poradzę sobie z tym, ale wstyd może pozostać.
chociaż ja tego uczucia nie znam, więc może to być ciekawym doświadczeniem.
oh oh.
jeżeli zapomniałam, to może i lepiej żeby tak zostało.





Archiwum bloga