środa, 3 września 2014

dziecko.

Nie przypominam sobie, żebym w trakcie mojego niedługiego życia miała naraz aż tyle wątpliwości i to dotyczących dosłownie i dokładnie wszystkiego.
Nie jestem osobą, którą zwykłam być i bywać. Nie jestem osobą, którą lubiłam i kochałam. Nie znaczy to, że tej nowej mnie nie lubię i nie kocham. Po prostu jej nie znam, poznaję, ale okazuję się, że ta nowa ja jest zbyt... zbyt... ZBYT dla mnie. Nie pojmuję jej, jestem za głupia, a może za mądra. Nie wiem jak z tą nową mną się obchodzić, co jej dawać żeby była zadowolona. Póki co ta nowa ja jest wiecznie markotna, ciągle czegoś chce, a ja nie wiem czego i jak zaspokoić jej głód. Wiecznie jej coś nie pasuje i to nie dlatego, że jest podła i ma brzydki charakter, tylko dlatego, że nie umiem się z nią dogadać i nie wiem czego ona chce. Wiem za to, że mocno czegoś potrzebuje, i jeżeli to dostanie poprawi się jej humor. Ale jak mam się jej zapytać o co jej dokładnie chodzi, jeżeli mówimy w innych językach?
Chcę gdzieś wybyć. Po prostu, wyjechać i zostać tam nie na krótko. Pooddychać, pomyśleć, popatrzeć, pochłonąć. Mam dość terminów, dość robienia śniadania o tej i o tej godzinie, dość ładowania telefonu, dość malowania rzęs, nawet dość picia kawy i palenia papierosów. Chcę zacząć od nowa, chcę być znowu dzieckiem.
Ci, którzy w życiu dorosłym najlepiej wspominają swoje dzieciństwo to ludzie bardzo nieszczęśliwi.

Pioseneczka:
https://www.youtube.com/watch?v=cn79t4qsOyU&list=PLGrLqZY2rtSiJ0-mY8k22GHcC7WozvstU&index=2



czwartek, 21 sierpnia 2014

jutubowelowe.

De Łol: BukFejs projekt i zabawa, a co.

Klknij sobie albo i nie. 

Zapraszam na wystawe online. nic prawie nie widać, ale jak się człowiek przyjrzy to jednak widać aż Trzy.












wtorek, 19 sierpnia 2014

PopQltura

Trochę Popqltury każdemu się przyda.










 Zapraszam do mojego Świata!



Sztuka, o mnie. o Tobie.

Kto zna definicje słowa "Sztuka"? Słyszałam już na ten temat miliony odpowiedzi, nieraz niemal legend.
Ale każdy musi znaleźć swoją definicję tego magicznego wyrazu.
Ja znalazłam.
Dla mnie Sztuka jest wtedy, kiedy ktoś kto ma do czynienia z danym dziełem, jest święcie przekonany, że jego Twórca opowiada dokładne i dokładnie losy z  życia odbiory. 'Skąd on tyle o mnie wie?', 'jakim cudem on opowiada o mnie?'
To dla mnie najlepiej określa czy coś sztuką jest czy nie jest.

Ząb bez Wróżki.

Dla Tych, co lubią interpretować Sny:

Śniło mi się, że miałam zęba z wielką, gorejącą dziurą. I mimo, że chory ząb był w żuchwie, przez tę dziurę było widać mózg. Bawiłam się tym zębem, pukając go, ściskając aż w końcu go wykręciłam i trzymałam między palcami, długo na niego patrzyłam. Ból był ogromny ale nie nie do zniesienia, to był ból do przeżycia, a taki ból to nic wielkiego. Obmyłam tego zęba i zastanawiałam się co dalej, szkoda mi go było po prostu nie mieć. Więc poszłam do dentysty, ale bałam się mocno, że spotkam się ze stertą wyzwisk. I tak też się stało. Pani stomatolog gdy zobaczyła moją dziurę i zęba, którego wyjęłam z kieszeni, powiedziała, że jestem chora psychicznie, ale, że ok, coś z tym zrobimy. Ja się zdenerwowałam, tym odrzuceniem, brakiem pochwały dla mojej wytrzymałości i zaradności. Wzięłam tego zęba i wyszłam. Weszłam do toalety jeszcze u dentysty, gdzie postanowiłam, że sama sobie zainstaluję tego zęba, że to nic trudnego, skoro ona umie to i ja potrafię. Chciałam go znowu obmyć, ale zamiast to go wylizałam, uznając, że moja ślina najlepiej się nada żeby odkazić tę wydmuszkę. Wsadziłam go głęboko, aż ból uderzył mi do uszu, ale znowu nie było to nic co zabija, więc wszystko było ok. Zastanawiałam się czym wypełnię jamę. Wsunęłam do niej czubek języka i mocno go pociągnęłam, aż czubek został w dziurze i ją szczelnie załatał. Było mi smutno, że nikogo nie potrzebuję i że naprawdę nie wiem w czym i kto mógłby mi pomóc.

niedziela, 27 lipca 2014

clubowelove.

Jestem od kilku dni (i aż do wtorku wieczór) we Wrocławiu czyli w Mieście Aniołów.
Przyjechałam tutaj przy okazji pracy, ale oczywiście łącze przyjemne z pożytecznym- spotykam się ze znajomymi, z którymi bardzo miło spędzam czas:)
Wczorajszy clubbing to było zdecydowanie to czego mi od dawna brakowało (nie wiedziałam o tym aż do wczoraj kiedy to zaczęliśmy szwendać się po imprezowniach), żałuję tylko tego, że musieliśmy dosyć wcześnie wracać- większość towarzystwa biegła dzisiaj rano do pracy:)
Poznań już za mną tęskni, ja za nim oczywiście także, ale nie narzekam, że muszę zostać tutaj jeszcze dwa dni.
Dzisiaj szykuje się przyjemny wieczór:D





środa, 23 lipca 2014

JOLIŚ.

Wczorajszy dzień był szalony! Najpierw razem z Jolą bawiłam się na planie teledysku- woziłysmy się limuzyną po mieście w czerni i z szampanem w dłoni (Bogowie, mam dość;p), później chwila wytchnienia na przygotowaniado sesji dla Szmat (bardzo ciekawy projekt Mai, która przepięknie śpiewa a ostatnio zajęła się projektowaniem wyjątkowych ciuszków- chciałabym już teraz wrzuciś backstaga, ale mam zakaz- wrzucę później już obrobione, gotowe zdjęcia) a po przygotowaniach- sama sesja. Przeuroczy ludzie, piękne stylizacje, makeupy i fryzury. Czułam się jak Alicja w Krainie Czarów.

Lubię kiedy coś się dzieje.

Jutro wyjeżdżam do Wrocławia gdzie spędzę prawie tydzień- mam trzy fajne projekty do zrealizowania w Mieście Aniołów, liczę też na zabawę z moimi wrocławskimi znajomymi.

Wrocław, to po Poznaniu moje ukochane miasto.
Architektura, kultura, ludzie- mój klimat. Jeżeli musiałabym wybyć z Poznania to na pewno skierowałabym się do MA. Póki co nie muszę ale nic nie wykluczam. Jestem nomadem, co nie dziwne- żyjemy w czasach bezdomności na życzenie, świat to globalna wioska- wszystkie drzwi stoją przed nami szeroko otwarte.

Ja i Jola, z rąsi:



poniedziałek, 21 lipca 2014

smacznego!

Jeżeli chcesz kogoś opluć, zjeść i wyrzygać, najpierw zastanów się:

-czy warto jeść coś co się wcześniej opluło?

-czy warto wyrzygiwać coś co się zjadło?

Wypad do S. to było zdecydowanie to czego potrzebowałam. Szkoda, że na tak krótko (a nie na zawsze...) Nie mam jednak prawa narzekać.
Goście powoli się rozjeżdżają... Artur wczoraj wyruszły do Nysy... Piotr dzisiaj wraca do Wrocławia, Jola z małą Chałwą już w czwartek do Anglii...
Na szczęście nie zostanę sama, jednak wiem, że niektórzy z moich Przyjaciół owszem, nie będą mieli z kim spędzać czasu i to mnie bardzo smuci i martwi.
Marzę o stworzeniu komuny, w której gnieździłabym się razem z najbliższymi mi osobami, dzielilibyśmy się wszystkimi dobrami, pomagali sobie ze wszystkim a każdą wolną od 'pracy' chwilę poświęcalibyśmy na przyjemne rzeczy- czytanie, tworzenie sztuki, zabawy z dziatwą, zwierzyną i oczywiście- wielogodzinne dyskusje przy ognisku.
OCH. I nie żartuję, to moje największe Marzenie.




czwartek, 17 lipca 2014

S.

Jestem w domu rodzinnym pod Poznaniem z moimi Przyjaciółmi. Jest pięknie. Po prostu pięknie!
Niewiele więcej mi potrzeba do szczęścia. Są ludzie, których kocham, jest ładna pogoda, trzy psiury, wódka.
I chyba muszę nauczyć się być bardziej cierpliwa dla dzieci ;p nie mam z nimi zbyt wiele do czynienia i nie zawsze wiem jak się z nimi chociażby bawić. Uczę się, z każdym dniem wychodzi mi to lepiej, ale przyznaję- nie jest to takie proste jak się spodziewałam.
Dzieci są dużo bardziej skomplikowane od dorosłych. Dużo ciężej im coś wytłumaczyć i cały czas trzeba patrzeć im na ręce :D
Ale żyjemy. W naszej małej, rozkosznej komunie.

A w tle leci Zbuntowany Anioł :D haha, czasy moich szczenięcych lat, Ivo w którym tak intensywnie się podkochiwałam, Pablo- patrz jak wyżej i Milagros- której styl z lubością kopiowałam pod koniec podstawówki i w pierwszej klasie gimnazjum :D
Młodość, zajebistość.

Inspiracja:


wtorek, 15 lipca 2014

(NIE)prawdy.

Są takie podstawowe zasady, według których nie żyjąc- utrudniamy sobie w bardzoo głupi sposób  życie na własne życzenie. 
Jeżeli nie chcesz znać odpowiedzi- nie zadawaj pytania!

Jeżeli zadajesz pytane- wysłuchaj odpowiedzi.

Pamiętaj, że każdy medal ma ZAWSZE dwie strony, a zapoznanie się jedynie z jedną i brak chęci poznania drugiej- świadczy o małostkowości i płaskim myśleniu ameby- ciekawie czy Tobie byłoby miło gdyby ktoś z premedytacją ominął Twoją opowieść i prawdę?

Wierząc w coś, należy zapoznać się z jak największą ilością innych poglądów i idei na dany temat TAKŻE tych zgoła przeciwnych z naszym wierzeniem. Trzeba umieć obronić swój pogląd! Poza tym, kiedy przyjdzie ktoś kto obali Twoje myślenie, musisz mieć w co uciec i czym się zająć a nie zostać z niczym jak krowa, która zżarła całą zielenię w zasięgu wzroku!


Ilu ludzi na świecie tyle pojedynczych prawd i żadna z nich nie jest mniej ważna od innej. Każdy ma swoją historię i ma prawo w nią wierzyć. 


:d

Jutro zabawa w moim domu z Jolą, jej córą i być może Arturem. Będzie pięknie. Jedyne czego sobie życzę na ten wyjazd to piękna pogoda. Wszystko inne już jest i tylko czeka :D


Z dedykacją.

Weekend spędziliśmy hen, daleko na ślubie. Warmińsko- mazurskie okazało się być bardzo przyjemnym rejonem naszej cudownej Polszy. Zielono, niebiesko i żółto, tak opisałabym okolice.
Ślub także był przyjemny, a mógł być dużo przyjemniejszy gdyby nie to co zostało niewypowiedziane a poukrywane między słowami. Jestem za stara na takie jegierki, a ten kto nie szanuje siebie na tyle, żeby zamiast dusić i kisić coś w sobie- wypowiedzieć to na głos i mieć święty spokój, klarowną sytuację: nie zasługuje według mnie na szacunek.
Żałuję ludzi, którzy potrafią jedynie pierdolić sami siebie i ewentualnie pod własnym nosem.
Idę dalej, robię krok nad waszymi leżącymi półzwłokami .
Dedykuję Wam moje najnowsze, wiekopomne dzieło:



wtorek, 8 lipca 2014

Bita Śmietana

Jestem jak bita śmietana. Pierwszy kęs przyprawia o dreszcze rozkoszy, kolejny jest jeszcze smaczniejszy, następny sprawia, że można oszaleć z nadmiaru pyszności. Każdy późniejszy jest smaczniejszy. Do czasu. Bardzo szybko, sam nie wiesz kiedy Twój brzuch wypełnia się śmietaną po brzegi a ta zamiast w nim bezpiecznie zostawać i umościć sobie w nim bezpieczne miejsce na stałe, zaczyna się cofać z powrotem do gardła, do ust, chce się wydobyć na zewnątrz. Śmietana zaczyna wypływać ustami, nosem, uszami, oczami. Wszystkie pory na skórze rzygają bitą śmietaną. Przez najbliższy czas nie możesz na nią patrzeć, nawet o niej słuchać, a na samą myśl żeby ponownie jej skosztować cofa Ci się. Ulubiony smakołyk, którego pożeranie niemal przypłaciłeś życiem w kilka sekund staje się znienawidzonym obrzydlistwem.

Bita śmietana doskonale odzwierciedla także to co dzieje się w społeczeństwie. Dajemy się ubić, uformować, przekonani o tym, że nasza nowa forma jest trwalsza, większa, bardziej doskonała. Ale ona jest pusta, wypełniona powietrzem a nie prawdziwą gęstością, siłą. I taki ubity, zakochany w sobie twór bardzo łatwo zjeść, pochłonąć. Zjedzeni nie stajemy się częścią tego kto nas zjadł, nie będziemy żyć z nim i w nim wiecznie. Wysra nas lub wyrzyga i nawet nie zauważy, że odebrał nam tym samym życie. Najlepszym przykładem ubijacza śmietany są korporacje. Ubijają, ubijają, zjadają i wysrywają.

Wczoraj miałam przyjemność popozować do zdjęć ciuszków pewnego (mam nadzieję!) niebawem znanego projektanta. Jak będą, natychmiast się pochwalę :) Poznałam też fantastycznych, utalentowanych młodych ludzi, z którymi żłopałam wódę na schodach w bramie a później w małpim mieszkanku. Śpiewy, tańce, rozbierańce. Kocham życie.




Język nie nadąża za głową.

Tyle rzeczy do opowiedzenia a tak czasu jak i słów brak..
Ostatnio wchodzę na jakiś wyższy/ niższy poziom mojej własnej, wewnętrznej ewolucji- zaczynam rozumieć nowe, zupełnie inne niż dotychczas, abstrakcyjne zjawiska (abstrakcyjne z mojego punktu widzenia, więc z perspektywy kogoś innego mogą to być zjawiska zupełnie nie-abstrakcyjne- wszystko zależne od punktu siedzenia).
W głowie je rozumiem, rozkładam na czynniki pierwsze, ale nie potrafiłę jeszcze o nich mówić, próbowałam- mieszłam się w zeznaniach i przegrywałam walkę z własnymi myślami.
Język nie nadąża za głową. Coś niesamowitego!

Jola, Jolunia, moja wielka miłość, przyjaciółka już od lat szczenięcych. Obecnie Matka.
Spędzamy wiele czasu razem, bo w końcu pojawiła się w Polsce. Nie mam ochoty na nic innego niżeli jeziorkowanie z nią i smażenie dupalonów na ostrym słońcu :D

Pojechałyśmy razem do Wrocławia, gdzie bawiłyśmy się naprawdę przednio w towarzystwie Piotra i Artura. Dobry Boże, dziękuję Ci za takich wspaniałych, lojalnych przyjaciół, których mam już od tak dawna!
Mogę nie mieć co jeść, mogę nie mieć się w co ubrać, ale zawsze mam się do kogo odezwać i z kim pomilczeć. Przy okazji te same osoby nie pozwolą mi chodzić głodną i nagą.
Dziękuję, brak mi słów, które są w stanie wyrazić moją wdzięczność.
Tym gorliwiej dziękuję, kiedy porównuję moich przyjaciół i moje relacje z nimi z tym co się obecnie dzieje na rynku relacji towarzyskich w społeczeństwie.
 Jak dobrze nie musieć otaczać się tłumami żeby zabić swoją samotność. Nie ma nic gorszego niż samotność wśród tłumu "przyjaciół".
A przecież wyżej wymienione osoby nie są jedynymi Cudownikami w moim życiu. Nie mogę zapomnieć o Helenie, dwóch Jarkach, Filipie, Asi i oczywiście- Mamuli i Tomeczku.
To za wiele, jakim cudem ogarniam tyle Cudowności?


Zdjęcia z zabawy we Wrocławiu. Taaak, widać, że wiele dni nie spałam a zamiast tego piłam.. I w ogóle :P
Przy okazji zachęcam do obejrzenia teledysku, w którym miałam przyjemność zagrać. Znajdź mnie!:D

https://www.youtube.com/watch?v=ERlSdRJCokQ





sobota, 28 czerwca 2014

dupalon.

Osoba słaba ma słabych wrogów bo nie leży w polu zainteresowania mocarzy.
Mocarze mają silnych i zaciętych wrogów, którzy mają sporą wyobraźnię, dużo pieniędzy i nie cofną się przed niczym.
Osoba słaba jest łatwym celem do zranienia, do zemszczenia się na niej. Wystarczy powiedzieć coś średnio skomplikowanego, głupiego i chamskiego.
Siłacza ciężej zranić, więc zemsta jest dużo bardziej wyszukana i bywa, że naprawdę bolesna.

Ja się boję ludzi, którzy mnie nienawidzą. Bo żeby mnie zranić nie wystarczy puścić o mnie żenującej plotki, nie wystarczy pokazać światu moich nagich zdjęć, doprawdy, mało jest rzeczy, którymi bym się przejęła.
Ale one są. I one zranią nie mnie a moich bliskich. I tego się boję. Bliscy osłabiają. A przecież mieli dawać siłę.

wtorek, 24 czerwca 2014

JoLove!

Dzisiaj spotykam się z Jolą, z Duchem Przeszłości i z Przeszłości, który przeszedł to Teraźniejszości i mam nadzieję, że Jolowe losy będą się przeplatać z moimi także w Przyszłości.

Bardzo rzadko się widzimy, oczywiście min. dlatego, że świat za**ala jak szalony ( a w nim my), ale przede wszystkim dlatego, że mieszkamy obecnie w innych krajach (ja: Polska, Jola: Anglia) no  i... Jola jest Matką.
Niemniej staramy się spotykać przynajmniej raz, dwa razy do roku. I dzisiaj nastał tegoroczny "raz".

Długo czekałam na to spotkanie i naprawdę mam wobec niego spore wymagania, którym wiem, że Jola spotka w 103% :)

Nie musicie życzyć mi udanego dnia bo on już teraz jest bardzo udany (tak, wiem, jest 7, a ja nie śpię, co więcej- od godziny) a będzie tylko lepszy!

Nie wiem jak u Was, więc na wszelki wypadek: Cudowności Kochani!

Moje rysuneczki z dupeczki:





niedziela, 22 czerwca 2014

Zazdrość.

Czy zazdrość jest wynikiem dbania o drugą stronę w związku i nieufanie wszystkim dookoła, którzy kręcą się wokół naszej miłości?
Czy zazdrość jest z kolei wynikiem naszych własnych kompleksów i nie ufania sobie, braku wiary we własną atrakcyjność?
A może jest połączeniem oby tych czynników?
Każdy jest inny.
Wiem już o sobie na tyle dużo, że zdaję sobie sprawę, że w moim przypadku zazdrość jest wynikiem tylko i wyłącznie braku wiary we mnie.
Obecnie cieszę się byciem w związku, który satysfakcjonuje mnie na tyle, że "złe myśli" w ogóle nie pojawiają się w mojej głowie. Przy okazji, jestem obecnie na tyle pewna własnej wartości, atrakcyjności (nie tylko fizycznej <ale także> ale i ogólnie: psychicznej, emocjonalnej, towarzyskiej), że wiadomość o tym, że zostałam teraz zdradzona byłaby dla mnie wielkim zdziwieniem. Prawdopodobnie bym nie uwierzyła. Gdybym zaś dostała twarde dowody- mocno bym się zdziwiła i nie wiem jak bym zareagowała.
Czy zdrada musi oznaczać koniec związku? Czym właściwie jest "zdrada"?
Przecież pod względem biologicznym to norma, niezdradzanie jest nienormalne.
Sami narzuciliśmy sobie pewne wzorce moralne, podług których tak strasznie staramy się żyć.
Po co to zrobiliśmy?
to oczywiście jest uwarunkowane historycznie a także geograficznie.
Ale na co nam to teraz, kiedy świat tak mocno się zmienił i wzorce, którymi żyliśmy X lat temu i przez X ilość lat już nie obowiązują?
Przecież to chore.

Wiem, że stare, ale naprawdę obecnie nie mam co wrzucać, a wiem, że notki ze zdjęciami są dużo atrakcyjniejsze dla Was, także proszę:




sobota, 21 czerwca 2014

Dlaczego głupota i złośliwość ludzka nie znają granic a mądrość zna?

Dlaczego głupota i złośliwość ludzka nie znają granic a mądrość zna?

Ludzie są z natury źli.
Już dzieci czerpią przyjemność, także seksualną z niszczenia, z rozrywania, z dziurawienia, także (a może przede wszystkim) z niszczenia żywych bytów. Oczywiście tych duuużo mniejszych od siebie, tych bezbronnych.
Daje im to chore poczucie siły i dominacji, zapewnia o ich bezkarności i wyjątkowości. Przy okazji czują, że sprzeciwiają się czemuś świętemu- życiu. To dodaje oliwy do ognia. Stawia ich w ich wyobraźni niemal na równi z Bogiem. Skoro Bóg stworzył, a ja mogę zniszczyć jego byt, to znaczy, że Bóg nie umie stworzyć bytu na tyle silnego żeby mógł ze mną zwyciężyć a to oznacza, że Bóg jest słaby. Jego stworzenia się ze mną nie równają.
Maluczcy ludzie często muszą udowadniać przede wszystkim samym sobie swoją "siłę", bo jej najzwyczajniej w świecie nie ma.
Najlepiej zaś czują się niszcząc te mniejsze, słabsze byty w większej grupie- grupa, tłum to siła. Daje nam poczucie nieśmiertelności, mamy wrażenie, że w krytycznej sytuacji tłum nas wesprze.
Nic bardziej mylnego. Tłum wspiera do pewnego momentu, do momentu kiedy wspierając sam nie zacznie cierpieć, wtedy uznaje, że to jednak nie jego sprawa, odwraca się na pięcie i odchodzi. Zawsze jesteśmy skazani na siebie, czy to w doli czy to w niedoli.
Niszczenie leży w ludzkiej naturze. Prosty przykład: poproś kogoś żeby coś stworzył z "niczego"- zdecydowana większość ludzi będzie miała z tym problem. Nie będzie wiedziała jak się za to zabrać (ludzie myślący, kreatywni- poradzą sobie, ale tych prawdziwych i myślących, a nie tych którzy CHCIELI by nimi być i PRZECHWALAJĄ się, że są- jest bardzo mało). Tłum się podda- nie będzie umiał nic stworzyć.
A teraz odwrotne zadanie- daj komuś gotowy produkt i poproś żeby go zniszczył. Zniszczy natychmiast, bez problemu. To niczego nie udowadnia? Poproś, żeby zniszczył to na 100 sposobów. Zrobi to. Najpierw na najprostsze, później na coraz wymyślniejsze, a im wymyślniejsze tym większa przyjemność będzie towarzyszyła owemu zniszczeniu.

ale...
Z kolei, dopiero z dekonstrukcji, czyli ze zniszczenia można coś stworzyć- skonstruować. Z pojedynczych elementów. Kiedy głupi coś zniszczy, wtedy jest miejsce do popisu dla mądrego- może przyjść, przeanalizować sprawę (albo i nie, jeżeli działa intuicyjnie) i ze zdekonstruowanego przedmiotu zrobić trzy kolejne, nowe.

Żeby był mądry musi być głupi. Przykre, ale prawdziwe.
Żeby był Twórca musi być Niszczyciel.

czwartek, 19 czerwca 2014

kto pod kim dołki kopie.

Im jestem starsza, im więcej doświadczeń życiowych zdobywam (nie uważam, że osoba starsza zawsze ma większe doświadczenie życiowe niż młodsza, nie można porównywać dwóch bytów, ale jeden konkretny byt chcąc nie chcąc im starszy tym więcej tych doświadczeń jednak ma, nawet jeżeli większość z nich zdobył za lat szczenięcych)- tym mocniej uderza do mnie siła powiedzeń, przesądów i tzw. "głupich rad", którymi częstują nas ciotki i babcie na zjazdach rodzinnych.
Kiedyś słysząc np. "kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada" czy "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe", przede wszystkim nie skupiałam się na samej treści co naśmiewałam w duchu z osoby, z której ust padły te oto słowa- uznawałam ją za taką, która nie ma nic sensownego do powiedzenia i rzuca prostymi, starymi głupotami.
Teraz jest inaczej.
W tych słowach tkwi siła i mądrości zbierane przez ludzkość ladami, pokoleniami. To doświadczenie i rady przekazywane drogą ustną. Może mają czasami zbyt pompatyczny, przesadzony wyraz, ale przecież takie miały (i mają!) być- mamy je zapamiętywać, kodować w głowie i przypominać sobie w odpowiednich chwilach.
Ich wielkość ociera się o śmieszność, ale przez to tym łatwiej je kodujemy.
I nawet jeżeli ich nie szanujemy (a nawet nimi pogardzamy) to je znamy. Nadejdzie dzień, kiedy zaczniemy jednak je szanować- nie będziemy musieli uczyć się ich na nowo i ich wyszukiwać, bo już od dawna będziemy je znali :)
Moje ulubione słowa to :
Kto nie próbuje ten nie ma
oraz mój cel życia:
Chcę być szczęśliwa!
Oklepane? Tak.
Tak?
NIE!

Zdjęcia stare, ale dawno nic nie robiłam. Mam zamiar to zmienić w najbliższych dniach :)



poniedziałek, 16 czerwca 2014

Do przodu. Co mi szkodzi.

Podejmuję walkę. Od dzisiaj rozpoczynam sesję, nie pojedynczą a podwójną. Naliczyłam 21 spraw do załatwienia- większość to egzaminy, ale także testy, projekty, zadania grupowe (gdzie moja grupa składa się... ze mnie :D) itd.
Ale poradzę sobie. Ponieważ... Lubię te studia, najzwyczajniej w świecie przygotowywanie na te egzaminy sprawia mi przyjemność. Jeżeli uda mi się pogodzić szkołę z życiem- cudownie. Jeżeli nie- trudno.
Przyznam jednak,  że skoro już się za to zabieram, wolałabym nie przegrać.

No i mam pewne czwartkowe postanowienie, ale o tym.. w czwartek właśnie. Bo tak sobie myślę: czemu by nie? Kto mi zabroni? Jedynie ja sama sobie mogę zabronić. A otwieram sobie furtkę i mam zamiar przez nią przejść.
Na drugą stronę lustra.
Trzymajcie kciuki!

Dzisiaj przyjeżdża mój Przyjaciel Piotr. Znamy się od wielu lat i bardzo wiele ze sobą przeżyliśmy. Dorastaliśmy razem, przepoczwarzaliśmy się niejednokrotnie na własnych oczach. Nieraz dawaliśmy sobie kopa po dupie a zdarzało się, że i po twarzy- dosłownie i w przenośni. Ale skoro to wszystko przeżyliśmy (razem) to już nic nas nie zabije. Bardzo się cieszę na to spotkanie, wyczekiwałam go od dawna :)





głupia ja.

Uważam się za osobę stosunkowo mądrą, przynajmniej w obliczu osób mi znanych. Żeby mnie źle nie zrozumiano- nie uważam żebym była wybitnie mądra, uważam za to, że ludzie zazwyczaj są wybitnie głupi.
I moja mądrość wynika tylko z ich głupoty, więc to żaden zaszczyt.

Jestem jednostką myślącą, rozmyślającą, marzącą, wyciągającą wnioski, zastanawiającą się, empatyczną.

Często zadaję z pozoru głupie pytania, na zasadzie "dlaczego trawa jest zielona?", dlatego, co głupsi często biorą za głupią mnie. Bo któż zadaje takie niedorzeczne z pozoru pytania? I właściwie po co?

Mam łatkę "tej co pyta o bzdury", ale dla mnie to nie są bzdury. Dla mnie to jest fascynujące. Oczywiście wiem, czemu trawa jest zielona. Ale... czy to właśnie takie oczywiste?

Nie należę do głupich, którzy są na tyle głupi, że uważają mnie za głupszą od siebie i mną pogardzają i nie należę do tych mądrzejszych- ci z kolei uważają mnie za głupią i mnie odtrącają. Do czego mają zresztą prawo i ich rozumiem. Tak samo jak rozumiem tych głupszych- sama na ich miejscu nie chciałabym mnie w pobliżu.

Jestem zawieszona między dwoma światami i do żadnego z nich nie należę. Jestem samotna.
A samotność zabija, ale przy okazji umacnia i wzbogaca.
Do momentu kiedy właśnie wydusi z nas ostatni dech. Ale zanim to zrobi wszystko co nam da to bogactwo.

Jestem w niekomfortowej sytuacji. Głupi mną pogardzają co akceptuję i także rozumiem- nawet nie zdają sobie sprawy z mojego istnienia- nie rozumieją mnie, mojego fenomenu, mojej siły.
Z kolei ja jestem na tyle mądra, że znam mądrzejszych, wiem o ich istnieniu i mogę o nich tylko marzyć. A te marzenia bolą. Ci głupsi ode mnie nie marzą o tym co ja. Żyją prościej, nie tracą energii na mrzonki o czymś co jest dla nich niedostępne. Moje życie polega na rozmyślaniu na fantazjowaniu i na ciągłym uczuciu niedosytu, odtrącenia, braku przynależności.

Mogę tylko dotknąć  wspaniałości  Mądrych opuszkami palców, pomachać im. Ale oni mnie nie chcą.

Uważam, że osoba mądrzejsza po to jest mądrzejsza żeby umiała ustąpić głupszej.
Po to dostała dar mądrości żeby z niego korzystała.
Ja ustępuję. Akceptuję to, że nie każdy może mnie zrozumieć i to, że nie każdy chce.
Nie każdy bowiem ma ochotę zburzyć wizję swojego świata na rzeczy nowej wizji, którą właśnie mu przedstawiam. I ok, ma takie prawo, a moim obowiązkiem jest nie zmuszanie kogoś do burzenia swojego świata.
Mam prawo dać wybór- przedstawić nową wizję ale nie mogę jej narzucać.
Nauczyłam się już akceptować to, że ktoś może wzgardzić moją wizją (a nie było to łatwe, oj nie), potrafię niechciana odejść.
Odchodząc- idę dumnym krokiem, nie odwracam się za siebie. Jednak idę z zaciśniętymi pięściami, wciąć gotowa do skoku i walki. Buzuję.
Życzyłabym sobie większej mądrości. Chciałabym odchodzić z prawdziwą a nie udawaną dumą. Bez zaciśniętych pięści. Jednak nie umiem. Wiem, że są ludzie, którzy potrafią. Być ponad tym. Ja nadal nie umiem. Nie wiem czy się nauczę.
Tym mocniej mnie boli to, że WIEM, że można inaczej. Że jestem na tyle mądra, że to wiem. Wolałabym być głupsza i pewnych rzeczy nie wiedzieć i nie widzieć.
Czy nie jest to oznaką mojej głupoty? Że chcę być głupsza? Czy człowiek mądry nie powinien pragnąć być jedynie mądrzejszy? Ale czy mądrzejszy zawsze znaczy lepszy? Czy ten myślący, dręczący się jest szczęśliwszy? Czy ten mniej widzący nie ma przyjemniejszego życia?

Emocje mnie kiedyś zabiją. Wybuchnę. Zaciśnięte pięści pękną a z nich wyleje się żółć, krew i flaki.
Zostanę bez rąk, bez godności i ci głupi tylko mocniej utwierdzą się w swoim przekonaniu jaka to ja jestem głupia. I słaba.
Bo umiem przepraszać, a przecież przepraszanie to oznaka słabości.
Zdaniem głupich.
Nie moim.

niedziela, 15 czerwca 2014

Powodzenia.

Muszę usiąść i przemyśleć wiele kwestii. Bardzo podstawowych. 
Jak np. te: kim chce być w życiu? Jak zamierzam stać się tą osobą? Czy to w ogóle możliwe? Co mi to da, jeżeli osiągnę swój cel? 
I bynajmniej nie chodzi mi o konkretne stanowisko w pracy (bo wiele osób słysząc pytanie: kim chcesz być w życiu?- od razu zakłada, że chodzi o wykonywany zawód) otóż w moim przypadku o to nie chodzi, a przynajmniej nie tylko o to. 
Dalej, właśnie- muszę przemyśleć gdzie i jako kto chcę pracować. Jak na swoje lata i jak na dzisiejsze czasy mam spore doświadczenie i to na kilku z pozoru zupełnie odmiennych płaszczyznach (chociaż ja uważam, że w konsekwencji wszystkie wykonywane przeze mnie zawody łączą się w sensowną całość). 
Czy planuję mieć rodzinę? Jak tak to kiedy, przynajmniej mniej więcej? Czy zamierzam brać ślub? Gdzie zamierzam mieszkać? Czy mam zamiar dokończyć studia, czy też sobie  je daruję? 
Czy mam siły, chęci i czas żeby zaangażować się w rysowanie i pisanie? Czy porzucę moje dwie pasje lub zostawię je sobie na domowe wypychacze czasu? A może jednak.. zacznę realizować swoje marzenia? Ale czy ich realizacja mnie nie zabije, nie zniszczy? 
Cóż to musi być za ból, kiedy nasze własne marzenia doprowadzają nas do ruiny! Ktoś powie- lepiej spróbować i przegrać niż nie spróbować i żałować! Owszem, zgodzę się z tym, dotyczy to większości aspektów z jakimi my ludzie mamy w ogóle do czynienia. Ale czy dotyczy do marzeń? Zniszczone marzenie to zniszczone życie. Zniszczone nie-marzenie to nic wielkiego. Marzenia są po to żeby o nich marzyć, rozmyślać, a nie wycierać rozlane mleko. 
Tyle pytań bez odpowiedzi. Tyle znaków zapytania. Co gorsza, obawiam się, że na większość tych pytań nie uzyskam odpowiedzi nigdy. Bo któż może mi odpowiedzieć? jedynie czas i to raczej "z perspektywy czasu".

Spędziłam piękne dni w moim domu z bliskimi. Mało, mało, za mało. Ale to ZAWSZE będzie za mało. Jak to zrobić żeby być wiecznie sytym lecz nie przeżartym? Jak czuć oddanie wspólnoty, siłę swojego tłumiku a jednocześnie nie mieć dość towarzystwa, znaleźć miejsce i przestrzeń tylko dla siebie? Jak nie tęsknić a jednocześnie nie mieć dość? Jak żyć w grupie a jednocześnie pozostawać sobą? 

I tak sobie uświadomiłam, a uświadomienie tego jest dla mnie istotne, bo być może będzie miało znaczenie w mojej karierze zawodowej. Co łączy wszystkich ludzi? Wszyscy idziemy w jednym kierunku, wszyscy.

piątek, 6 czerwca 2014

takie o.

Są wśród Was osoby, za którymi bardzo tęsknie. 
Los sprawił, że nasze drogi się rozeszły. 
Chętnie podjęłabym na nowo kontakt, ale się boję. 
Głupie? Głupie. 
Jednak milej jest myśleć, że to jednak ta druga strona się odezwie. 
Mijają tygodnie, miesiące, lata. Im dalej w las tym ciężej podjąć dialog. 
Poznaję nowych ludzi, ale to już nie to samo, myślami wracam do Pewnych Postaci. 
Zawsze będziecie. 
Szkoda, że nie tak blisko jak bym sobie tego życzy



poniedziałek, 26 maja 2014

lala banana

Od dzisiaj czas zacząć się za siebie. Do pracy mam zamiar przynajmniej ze dwa razy w ciągu tygodnia przyjeżdżać rowerem, dodatkowo raz na tydzień obowiązkowo bieg po Parku Sołackim.
Nie jest źle, ale bywało lepiej i co najważniejsze- będzie lepiej :)
Jestem pełna pozytywnych myśli, które wypływają mi nawet uszami.
Trzeba szanować to co się dostało od losu i sprawić, żeby było na najwyższym możliwym dla nas do osiągnięcia poziomie. Nie można zaniedbywać tego co się dostało w prezencie, bo to niesprawiedliwe względem tych, którym się tak nie poszczęściło.
Mam też zamiar zacząć w końcu (po dłuższej...) przerwie tworzyć i na nowo pochłaniać książki.
Nadeszły dni powrotu do dawnej mnie. Tej, którą kochałam. Porzucam wydmuszkę, która tylko się pode mnie podszywała i mam zamiar na nowo wypełnić te puste, popękane skorupki mną.
Po prostu.
Trochę przede mną, ale to co mnie czeka to czysta przyjemność.


W sobotę mam chęć na grilla. Czas coś zorganizować!

Polecam funpaga:
https://www.facebook.com/bilety24

weekendowoowo

Weekend minął pod znakiem przyjemności i lenistwa.
Coś wspaniałego.
Nigdzie nie wysypiam się tak głęboko jak w moim rodzimym domu. Nigdzie noce nie są tak ciemne i tak gwieździste. Nigdzie wiatr nie pachnie tak pięknie, a słońce nie świeci tak przyjemnie- delikatnie lecz stanowczo. Nigdzie też psy nie szczekają równie donośnie i godnie, a koguty nie prężą z równą dumą (nie)wątłych klatek piersiowych.
Po prostu jest najlepiej. I wcale nie piszę tego ze względu na to, że to "moje" miejsce. Jestem 100% obiektywna i przedstawiam Wam szczerą prawdę.
Prawdę i tylko prawdę.
:)
Zachęcam do lubienia:
https://www.facebook.com/bilety24
Masa darmowych wejściówek na koncerty, do teatru, opery, kina... i innych :)

niedziela, 25 maja 2014

Złotek i Chwytek.

Nazwijcie mnie "wieśniarą", wcale nie odczytam tego jako negatyw.
Kocham wieś. Urodziłam się w mieście, lwią część życia spędziłam w mieście (gdzie obecnie żyję), ale wychowałam się na wsi i spędziłam tutaj czas aż do nastoletnich lat.
Czyli najważniejszy, najistotniejszy dla mnie okres spędziłam wśród krów i kur.
Swego czasu przezywanie kogoś "wieśniakiem" miało mocno zaboleć i być nieprzyjemne. Mnie nigdy to nie dotykało, wręcz przeciwnie. Jako, że nie do końca należę zdaniem wsi do wsi (nie urodziłam się tutaj, moi rodzice i dziadkowie także nie, nie jestem integralną częścią społeczności. Do tego wyjechałam, obecnie żyję gdzie indziej, sąsiedzi nie widzą mnie każdego dnia- a żeby być członkiem wsi- sąsiedzi muszą Cię widzieć przynajmniej raz dziennie w sklepie), w związku z tym od zawsze takie określenia uznawałam wręcz za pozytywy- za dobitne podkreślenie tego, że jednak jestem stąd, że zostałam zaakceptowana.
Chcąc sprawić mi przykrość, w taki sposób można co najwyżej uzyskać efekt odwrotny.
Kocham tryb życia prowadzony na wsi.
To, że godziny się nie liczą. Trzeba coś zrobić to trzeba- robi się to, nikt nie stoi nad Tobą z batem i nie mówi, że masz na to kwadrans, potem konferencja, potem siedem minut na kawę i znowu przed biurko marsz! Oczywiście nie odczytuję życia wsi jako sielanki i nic-nie-robienia. Myli się ten kto uważa, że tutaj ludzie jedynie się obijają i piją. Życie tutaj wiążę się z ciężką pracą fizyczną, która moim zdaniem- uszlachetnia, z wiecznym budowaniem swojej pozycji wśród mieszkańców (swego rodzaju kasty), z kombinowaniem co wrzucić do garnka (uczy logicznego myślenia i planowania) i z wieloma innymi sprawami, które nakładając się na siebie tworzą bardzo skomplikowanego i ciężkiego do ogarnięcia Stwora.
Każdy wszystko wie o każdym ale ta wiedza nikogo nie obchodzi. Mimo wszystko, tolerancja jest tutaj na wysokim poziomie, ludzie mają swoje troski i to czy na kogoś popsioczą czy nie, nie sprawia, że nie akceptują danej osoby.
Żeby kogoś akceptować trzeba go znać. Mnie tutaj ludzie (niestety) nie znają, nie daję im ku temu możliwości (nie ma mnie na stałe, jestem "wakacyjno- weekendowo") i ja to doskonale rozumiem, to biologia.
Chciałabym móc dać im szansę na poznanie mnie. Chciałabym tutaj żyć, wśród nich. Nie bardzo jednak wiem, jak miałoby wyglądać wówczas moje życie. Chodzi mi o takie "błahe" sprawy jak np. praca.
Muszę się nad tym wszystkim poważnie zastanowić. Szukam złotego środka.
Gdzie, od razu zaznaczam- codzienne wyjazdy do i z Poznania są niemożliwe. Nie po to mi potrzebna wieś żeby codziennie bywać w mieście.

Mój zabawny rysuneczek-dupeczek.