sobota, 24 stycznia 2015

Jest mi dobrze. Tak po prostu. Lubię jeździć, lubię zmieniać otoczenie, nie tyle co lubię ale także muszę. To mi pomaga. wyjazd do Warszawy dobrze mi zrobił. Poznałam to miasto od dupy strony, czyli od strony Praskiej i- zakochałam się. Stare, poryte, typowo jeżyckie kamienice. Takiej Warszawy nie znałam i taką ją polubiłam.
Popracowałam, pobawiłam się. 
Jestem pełna nadziei dla siebie. Chciałabym być pełna tej nadziei dla nas. Tego jeszcze we mnie nie ma. Proszę, dajcie mi możliwość wiary w to, że będzie lepiej. Bo przecież musi.
Zajęcia także dużo mi dają. Czuję się jak dziecko. Podoba mi się to, że ludzie tak się niepokoją. Rozmawiają o zabawnych bzdurkach z ogromnym przeżyciem. Zazdroszczę im tego I chłonę ich emocje, nie potrafię przeżywać jak oni tych spraw, ale przeżywam ich przeżywanie. To rozkoszne. I mówię to całkiem na serio, bez zbędnej ironii.
Zresztą, od kiedy się detoksuję- razem z gównem schodzi ze mnie ironia. jestem innym człowiekiem. To nie znaczy, że tamten był nieprawdziwy. Bo był jak najbardziej realny. To byłam tamta ja. A teraz jestem ta ja. czas pokaże, która wygra. Tamta ja była często bardzo przerażona. Pamiętam ten niepokój. Najgorsze możliwe uczucie. strach pojawia się nagle, wybucha i równie szybko umiera. Niepokój towarzyszy nam jak cień, nie milknie, czasami tylko szepce ciszej. Zazwyczaj jednak stęka nam do ucha. Przed snem, w trakcie, po przebudzeniu. Mówi "uważaj, uwaażaj, uwaaażaaaj...', ale nie mówi na co, nie mówi na kogo. Więc uważasz, na wszystko i na wszystkich, zapominasz jednak uważać na siebie. A ten niepokój najzwyczajniej w świecie mówi ci: "uważaj na siebie'. Łatwo to odczytać z perspektywy czasu. Można nawet nieźle się z niego uśmiać. Ale kiedy niepokój siedzi ci na ramieniu, jakoś nie jest tobie do śmiechu.
Dziękuję Boże za rozum. Po raz milionowy. Za oczy, które patrzą. Dziękuję, że dałeś mi umysł, który w porę zadziałał. Bo wiem, że nie każdy taki dostał. ja naprawdę zwracam się do Boga. Do jakiejś Siły, która nadaje temu wszystkiemu sens. Nie wiem, może to ja jestem moim własnym Bogiem, na razie jeszcze nie wiem w co wierzę, ale czuję, że Coś, albo i Ktoś (albo bez różnicy) czuwa nade mną i nad moim wyzdrowieniem.  Przyznaję, że Ów Bóg jeszcze mocniej zarysowuje tak potrzebne mi ramy. Wyrywa mi głowę i wiesza ją pomiędzy ciężkimi, złotymi ramami. Patrzcie na te głowę, i cieszcie się z tego, że walczę.
Jestem jednym wielkim nieporozumieniem, które próbuje się samo porozumieć ze sobą. To jedna z tych ciężkich sytuacji, której druga osoba nie jest w stanie zrozumieć, jeżeli jej tam nie było. I bardzo dobrze. Cieszę się szczęściem każdej osoby, która nie jest w stanie tego zrozumieć. Nie musicie i nie powinniście. Jednocześnie, celebruję ten stan. To moje przeżycia, moja nauka. Będę bardzo, bardzo bogatym człowiekiem jak już uda mi się z tego wyjść. Może i najbogatszym.



Archiwum bloga