sobota, 17 stycznia 2015

Mam ostatnio spore problemy ze snem. Nie wiem czy zwalić to na karb dłuższego zażywania pewnych środków, które ogromnie wpływają na rozregulowanie snu (na brak potrzeby spania, dokładniej), które często zaprawiałam ukochanymi tabletkami nasennymi czy na stres?... Nie wiem teraz czy mój organizm ma mniejsze zapotrzebowanie na sen, czy domaga się tabletek, niemniej tak jak samo uśnięcie nie jest dla mnie problemem- tak prowadzenie snu, już owszem. Przebudzam się co chwilę i nie po to, żeby zaraz usnąć- szybko odzyskuję pełną świadomość, nie chce mi się dalej spać (mimo wymęczenia) i następne uśnięcie jest już problemem. Z tym także walczę, chcę to załatwić we własnym zakresie.
Skoro się udaje- niezależnie czy po męczarniach czy nie, to znak, że nie jest najgorzej, a będzie tylko lepiej, wystarczy wytrwałość i niezajadanie problemów tabletkami. Byłam tam, nie chcę wracać. Widzę bliskie mi osoby, które to robią (latami!) nie chcę być tam gdzie one, nigdy.
Możliwe też, że nie chodzi o żadną z powyższych zabaw a właśnie o wspomniany na końcu- stres. Lub niepozałatwiane sprawy. Męczą mnie demony, które objawiają mi się w moich snach, które dzięki Bogu znowu są filmami, wizualnymi ucztami, mają skomplikowane, sensowne i pełne scenariusze. Moje życie we śnie znowu istnieje a co więcej- funkcjonuje na najwyższym poziomie. Cieszy mnie to. Sny zawsze były ważną częścią mojego życia, o ile- nie najważniejszą. Mam w nich całkowitą świadomość, kreuję je, władam nimi, ma to wpływ na jakość wyspania- bowiem mój mózg nie odpoczywa, właściwie mocniej pracuje niż za dnia, ale nie oddałabym snów za nic.
Jest to dla mnie znak, że terapia przynosi skutki. Dłuższy czas nie śniłam, raz, że prawie wcale nie spałam, dwa, że jak już spałam raz na kilka dni, byłam tak wymęczona, że wpadałam w sen jak ciężki głaz do wartkiego bagna czy innego gówna. Pochłaniał mnie głębią i czernią. Wtedy naprawdę się wyłączałam. Tego potrzebowałam, ale nie tego pragnęłam.
Teraz wróciło to co tak kocham i jest  to dla mnie kolejnym powodem żeby zawalczyć o siebie.
Póki co nawiedzają mnie głównie senne koszmary, ale i z nich nie chce rezygnować. Mówią wiele o moim życiu, o moich bolączkach, to przestrogi, wykrzykniki. A ja je chłonę, analizuję, wyciągam wnioski. Słucham mojego mózgu, który nawiązuje ze mną senny dialog.
Kocham mój mózg.

A teraz, w końcu, biorę się za naukę. Ale powoli...

Archiwum bloga