wtorek, 20 stycznia 2015

O ironio, Ty słodka aronio!

Boję się wyjść z domu. Poza ścianami mojego cholernego, małego pokoju w zjebanym bloku czai się zło. A ja w tym źle kocham się taplać jak świnia w błocie. To zło jest obecnie moim środowiskiem naturalnym, kocham jego ciepełko i to jak mnie w siebie wciąga. Możliwe, że tak czuje się facet, a właściwie jego członek, kiedy znajdzie się w dziewiczym wnętrzu nastolatki.
Nie wiem, mogę się tylko domyślać.

Nie można wyjść z nałogu, kiedy nie mamy czegoś czym możemy w zamian się zająć. Trzeba się 'uzależnić' od czegoś innego, ale 'zdrowego' i najlepiej owe nowinki zmieniać, lub mieć kilka, naprzemiennych. Żeby nie dać sobie możliwości ponownego wcągnięcia w coś innego. Po raz milionowy, polecam sport. Narodzie, SPORT NAS WYBAWI.

Ja mam co robić. Obecnie testuję 'nic_nie_robienie', ale kontrolowane. To najtrudniejsze. Siedzieć ze swoimi myślami, prowadzić burzliwy dialog wewnątrz własnej głowy, który czasami wychodzi i poza głowę (mój brat będzie błogosławiony, tyle co się ze mną wysłuchał moich dialogów, które z jego perspektywy są monologami...ojj) Nawet nie rysuję, nie czytam- chociaż mam ochotę i na jedno i na drugie (!) bo chcę świadomie przecierpieć swoje. To, na co po prostu zasłużyłam. Łatwiej byłoby mi zagłuszyć ten stan, ale chcę przez niego przejść świadomie. Chcę obserwować moje stany. Fascynuje mnie to co się obecnie dzieje z moim organizmem. Nadal nie jesteśmy przyjaciółmi. Ja, moje ciało i mój mózg: trzy osobne byty. Każdy silny, każdy próbuje zdominować pozostałe. Jeżeli chcę wygrać: Ja musi zdominować mózg i ciało i je zjeść.
Jest ciężko, ale świadomie postanowiłam dwa dni się przemęczyć i po prostu nie robić NIC.
Jeżeli to przeżyję, odhaczę kolejne pole, pt. "sama z demonem. demon pogłaskany'.
Ale jutro już nie mogę nie robić nic. Muszę zarobić jakieś pieniądze, ale to dobrze. Wystarczy tego (nie)dobrego. Bo nie dałabym rady kolejnego dnia tak przeegzystować. Wrócę do tej metody za jakiś czas, znowu na dwa dni.



Archiwum bloga