piątek, 2 stycznia 2015

Uwalniam moich rodziców. z odpowiedzialności, w którą chcą i muszą wierzyć. Jestem świadoma świata, siebie, swojego życia. Tego, że ja wybieram sama. Moi rodzice dali mi dar życia. Dużo mi pokazali, wiele zła, ale to zło otworzyło mi oczy, właściwie to głównie za nie im dziękuję. Dziękuję im za świadomość, za rozum, za sprzeczności. Za to, że są tylko ludźmi i że chcą mnie chronić, chociaż wiedzą, że nie są w stanie. Przepraszam ich za to, że ich nigdy nie potrzebowałam. Za to, że byłam za szybko zbyt mądra, że nigdy nie byłam dzieckiem. Za to, że nie mogą mną kierować, że nie mogą mi niczym zagrozić i że nigdy nie mogli. Przepraszam ich za to, że mieli we mnie za dużo zrozumienia, że pozwoliłam im uwierzyć, że jestem bardzo silna, a ta siła ich przerosła. Tymczasem jestem słabym człowiekiem a obiecywałam im, że ogarnę wszystko: świat, siebie, ich. Nie ogarnę. Nie ogarnę siebie i oni też nie. I nie muszą. I proszę nich, żeby zrozumieli, że ja mogę nie dać rady, ale to nie jest straszne. Że nawet jak skończę w najgorszej (według nich) mojej postaci, to że zrobię to świadomie i że będzie mi tam dobrze. Że najgorsza możliwa opcja jest dla mnie i tak wystarczająco dobra. I uwalniam ich z moich marzeń o ich przyszłości. Nie musza być szczęśliwi i spokojni, nie muszą być bezpieczni. Nie muszą walczyć o to, żebym była o nich spokojna. Oddaję im ich życie i proszę o wzajemność. O szacunek dla naszych wyborów. O to, żebyśmy żyli dla siebie a nie żebyśmy wmawiali sobie, że żyjemy dla drugiej strony. Bo tak nie jest. Nie mamy o co walczyć więc nie walczmy. Zostawmy tę energię na czasy, kiedy rzeczywiście może się przydać.

Archiwum bloga