piątek, 2 stycznia 2015

Mój Sylwester trwał trzy dni.
Nie jestem w stanie go opisać tak, żeby mu oddać chociaż jedną milionową czci, i nie mam prawa mieć pretensji do słuchacza, że nie rozumie co mu właśnie przedstawiam.
To były naprawdę wyjątkowe dni. Może najważniejsze w moim życiu.
Szkoda mi ludzi, którzy nigdy tego nie zobaczą i nigdy tam nie będą. Co więcej, jestem przekonana, że większość ludzi nigdy w życiu nie przeżyje tego co ja, a nawet gdyby to przeżyła- jest za głupia żeby zrozumieć z czym się zetknęła. Może brzmi to jakbym siebie wychwalała, ale to był spektakl, w którym zresztą byłam jedną z głównych aktorek a zarazem głównych odbiorców- dla Wybrańców. Cholera jasna, gdybym miała do czynienia z Bogiem i poprosiłby mnie żebym pokazała mu jakiś film, ale taki, żeby się nie znudził, i żeby miał jakąś treść, fabułe, żeby go wzruszył- puściłabym mu te trzy dni. I to bez potrzeby pocięcia i przedstawienia najciekawszych, skondensowanych fragmentów. Bezczelnie przedstawiłabym mu materiał z ponad 70godzin i wiedziałabym- że nie odejdzie sprzed ekranu. To był inny, wyższy poziom świadomości, surrealizm, który został przywołany, stworzony przez nas. Bez nas by się to nie udało, ale nie mogę być egoistką, to mogło nas ominąć, TO też się zdecydowało na nas ryzykując, że TEGO nie zauważymy. My też coś TEMU daliśmy. Chociażby to, że zauważyliśmy, przyjęliśmy a teraz nie dajemy TEMU wyrzutów sumienia bo potrafimy dalej żyć. A TO pewnie się trochę bało, że coś nam da a później my sobie nie poradzimy. Jestem zaszczycona, że dostałam rozum, który pozwala mi to ogarnąć. Bardzo się bałam powrotu do świata. Bałam się, że w zestawieniu z tym gdzie byłam, jego szarość mnie zabije. Że nie zasłużyłam na tę wspaniałość, bo teraz jest świetnie ale potem przyjdzie mi po prostu umrzeć.
Ale żyję. Okazało się, że TEN świat, to ten sam świat, tylko narazie chowa przede mną swoje największe skarby i kiedyś MOŻE znowu mi je pokaże. A może nie. Nie mogę wyczekiwać, szukać. To bezsensu.  Ale to to samo miejsce. Teraz muszę żyć. Mam swoje obowiązki. I one mnie nie przerażają. Taki jest system. Trzeba jeść, spać, zarabiać, jeździć tramwajem, miesiącami, latami, i to nie jest straszne i puste. To jest piękne. A najpiękniejsze jest to, że w tym wszystkim poukrywana jest magia, która czasami może mi się przedstawić, namieszać mi w głowie i co więcej- może, a nawet na pewno: opuści mnie i oleje, bo ma do tego prawo. A ja to prawo rozumiem i akceptuję.
Nawet jeżeli zapomnę szczegóły z tych trzech dni (niestety, zapewne zapomnę), to nigdy nie zapomnę tego uczucia. Tej mocy, kolorów, zapachów, mieszania czasów,wszechświatów.
Wiem, że mogę wszystko. I wiem, że nie muszę nic.


Archiwum bloga