niedziela, 25 stycznia 2015

Po raz enty śniło mi się, że tracę zęby. Chociaż nie, zazwyczaj był to ząb, a teraz była to cała armia zębów. Zębów które wypadały i to także przy ludziach, wisiały na nitkach resztek dziąseł, małe, krzywe, pościerane, zgniłe w środku, pozostawały za sobą ziejące, gorejące rany, do których (oczywiście) z lubością wsadzałam język i mieszałam nim w jamach. Kiedy wypadł mi pierwszy ząb, spanikowana zadzwoniłam żeby umówić się na wizytę do dentysty, ale już pod czas rozmowy, zaczęłam seplenić. Moje gardło zatkało się kolejnymi zębami, które zaczęły boleśnie odpadać w celu powędrowania do żołądka. Dentysta nie chciał mnie przyjąć, zapraszając mnie po weekendzie, ale kiedy zaczęłam rozpaczliwie krzyczeć i błagać- zgodził się. Byłam przerażona, więc stwierdziłam: 'STOP! uspokój się, jesteś w takim stanie, że to aż niebezpieczne. Wycisz się, bo inaczej zrobisz coś głupiego. Zastanów się, jaka jest najgorsza ewentualność. Ok, tracisz zęby, to chujowe, ale co dalej?' wdech, wydech i nagle, trach! BOSKIE OLŚNIENIE. - to sen. TO TYLKO SEN. więc zażyczyłam sobie żeby się obudzić, miałam dość. Dziękuję, ja wysiadam.
Cholerne zęby.
Z jednej strony przeklęte, z drugiej dobrze, że są. Bo nie chcę ich stracić, a te obrzydliwe sny wyraźnie mi mówią, że jest taka opcja, jeżeli się nie ogarnę. Więc tym mocniej chcę się ogarnąć. Przecież zęby to wizytówka współczesnego człowieka. Świadczą o zdrowiu, dbaniu o siebie. Bo cóż to za sztuka być brudnym, zniszczonym człowiekiem, który swoją zgniliznę zasłoni ładnymi ubraniami i makijażem? Zębów nie da się 'załatwić' rach, ciach. Tutaj widać wieloletnie dbanie lub niedbanie. A jeżeli pozwalamy sobie na 'brzydkie rzeczy' niestety już po jakiś 2-3 latach zęby są w nieporównywalnie gorszym stanie niż zanim zabawa nas pochłonęła, właściwie pewnie są mniejsze o połowę i o tyleż samo cieńsze. Zaś pierwsze zniszczenia pojawiają się już po kilku (!) miesiącach. Moje zęby już się zmieniły. Dzięki Ci Boże, że zawsze były duże, kształtne i powabne i i tak większość populacji może mi ich jedynie zazdrościć. Ale ja wiem, że to już nie to samo. To już nie te końskie uzębienie, z którego słynęłam. I dobrze. I bardzo dobrze. Każde widoczne i wyraźne zniszczenie jest dla mnie wybawieniem. Bo  dzięki temu dostaję kolejnej motywacji żeby zacząć żyć.

To już 16 dni kiedy jestem grzeczna. 16 dni, które są całkowicie podporządkowane myśleniem o tym. Ale jestem z siebie taka dumna. Wiem, że po drodze mogłam zbłądzić wielokrotnie i wczoraj praktycznie to się stało, właściwie ja chciałam zbłądzić, ale nie zrobiłam tego dzięki komuś. Teraz się z tego cieszę, kolejna rzecz do mnie dotarła. Ktoś może bać się i o mnie i o siebie. dzisiaj już bym nie chciała zbłądzić, przynajmniej na tę chwilę, nie chcę. I na te chwilę kocham siebie. No ale tak, żarty żartami, a ja jutro muszę stąd wyjechać. Żeby doliczyć kolejne dni swobody i wolności.
Im dalej, tym bezpieczniej. A wtedy wrócę i będzie już prawie miesiąc. OHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHHH :)



Archiwum bloga