sobota, 17 stycznia 2015

Właśnie naszedł mnie straszny, straszny niepokój. Mam przeczucie i wrażenie, że  W TEJ chwili dzieje się coś złego. Nie wiem czy ze mną, czy z kimś dla mnie ważnym, ale to uczucie jest niesamowicie silne. Mam problemy z oddychaniem. Nie wiem do kogo mam iść, komu pomóc czy kogo prosić o pomoc dla mnie. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżywałam. Nie wiem czy dzisiaj usnę, bo serce zaraz rozwali mi ciało. Wali jak oszalałe, mimo, że nie łapię oddechu.
Piję więc wódkę żeby się uspokoić.
Boże, miej nas w opiece, bo tutaj tylko Ty pomożesz. Wszyscy o tym wiemy.

Moja prywatna terapia, którą sama sobie wymyśliłam i na sobie przeprowadzam trwa. Jest lepiej. Ale bywa gorzej. Dziś był piękny dzień. Przeżyłam go, aż do teraz. Teraz się boję. Chcę się schować, ale naprawdę nie mam gdzie. Marzę teraz o jednym, pojechać do domu, zamknąć się w nim na cztery spusty i w spokoju w nim umrzeć, albo przeżyć. Ale w samotności.
Problem polega na tym, że po pierwsze tutaj mam pracę a po drugie- boję się być w domu sama, bo boję się ciemności. A tam są duchy, to bardziej niż pewne.
Wniosek taki, że skoro boję się ciemności to wcale nie chcę umierać.
Jednak...
Jeszcze tydzień temu nie bałam się ciemności.

Niepotrzebnie wypuściłam siebie z siebie. Teraz to wiem. Trzeba było trzymać w zamknięciu. Niepotrzebnie pozwoliłam Ci odejść. To wszystko było niepotrzebne. A zarazem nieodzowne, oczywiste. Konieczne.
Kurwa, ja nie mogę tak funkcjonować. Godzinę temu wierzyłam, że mi się uda. Teraz już w to nie wierzę. Godzinę temu byłam innym człowiekiem. Ale ta impreza mnie zabiła. wahanie, czy pójść, czy nie iść. Nie poszłam. Ale ziarno zostało zasiane. Wizja powstała. Wizja tej zabawy. Demony się odezwały, są głodne, a ja ich nie nakarmię bo tak postanowiłam. Postanowiłam walczyć z moim nałogiem. I one wiedzą już, że się nie najedzą, ale jojczą i zrzędzą. Nadgryzają więc mnie od środka. A ja czuję te zęby. Może to przez to nie mogę oddychać. Ta walka jest nierówna. Nie mam sprzymierzeńców, naprawdę nie mam nikogo kto mógłby mi pomóc. A ja potrzebuję tej pomocy. Po prostu wsparcia, zrozumienia i akceptacji. Obojętność mnie zabija. Ślepota. Przecież ja kurwa zdycham na oczach tłumów. Później będą o mnie mówili 'dziewczyna z takiego dobrego domu, kto by pomyślał!...'
oczywiście żartuję.
już jest ok.
po prostu prowadzę pamiętnik osoby walczącej ze swoim uzależnieniem i gównem, które z niej wypływa. dla potomnych, na pamiątkę, żebym nie zapomniała gdzie byłam i przez co przeszłam. to ma dużą wartość. tutaj zapisana jest walka z demonami. Nikt nie umrze, najgorsze mam już za sobą, ale czuję się zobowiązana wobec świata żeby relacjonować moje wahania nastroju wywołane tą bitwą na którą wyruszyłam. Samotnie. i będzie dobrze, a ja będę taka szczęśliwa. I sama to zbuduję. Bo choć prosiłam o pomoc- ona nie nadeszła. trzeci raz nie poproszę. I tak moja godność poszła się jebać. Ale spokojnie, jako przyszła terapeutka sama musiałam poznać gorzki żal uzależnienia i sama postanowiłam się wyleczyć. Skoro można się samookaleczyć to można się samowyleczyć. Tyle w temacie. Miłego wieczoru.

Archiwum bloga