sobota, 10 stycznia 2015

Z kim przystajesz, taki się stajesz.

Źle się podziało, oj źle. Właściwie to jeszcze nigdy nie byłam w takim stanie jak w tę i po tej imprezie. I dobrze, coś mi to uświadomiło. Kolejne doświadczenie pt. "uśnięcie na podłodze w autobusie"- zaliczone. Dzięki temu:
- nie chce mi się już bawić (w najbliższym czasie)
- wiem już jak to jest usnąć na podłodze w autobusie (i wiem też wiele podobnych rzeczy z tej samej półki;p)
- skupiam się na pracy (do której właśnie się szykuję)
wiem też, że nie wszystko powinno być powiedziane. chociaż nie. powinno.
wszystko powinno być powiedziane.

Nasz rozpad mnie zabił. Teraz to widzę wyraźnie. Potrzebowałam Cię żeby żyć, żeby funkcjonować. Żeby mieć powód dla którego będę się trzymać w pionie i tylko czasami obiję się o ścianę. Chciałam być lepszą mną dla Ciebie. Wychodziło różnie, dla wielu to i tak zapewne było za mało, ale Bóg jeden wie jaka dla mnie to była walka. Ze mną, ze światem, z Tobą.
Potem ta wyprowadzka z mojego życia. Na moje życzenie, żądanie. Poszedłeś. Zabrałeś książki, buty i patelnie. Zabrałeś siebie i wyjechałeś. A ja się cieszyłam i nadal się cieszę. Ale teraz już inaczej. Wtedy cieszyłam się moją, odzyskaną wolnością, tym, że znowu jestem sobą. Teraz tego samego się boję. I teraz, cieszę się z tego,że możesz zacząć od nowa, że znajdziesz sobie kogoś kto jest Ciebie wart i nie będzie musiał walczyć ze światem o to, żeby móc wstać codziennie rano z łóżka.
Byłeś dobrym chłopcem. Dziękuję za wyrozumiałość. Nie martw się, przeżyję.
Brakuje mi Ciebie. Ale teraz wiem, że muszę sama żyć, sama dla siebie wstawać z tego łóżka, zacząć trzymać pion i trzymać się za własną dłoń.


Archiwum bloga