Sprzątanie, picie i smętna rockowa muzyka z lat 90tych. Potem przyszła chwila na refleksje i na depresje, ale tę pozytywną, melancholijną.
Wróciłam do domu jak zwykle o własnych nogach, nie nagabywana przez żadnych opryszków (domyślam się, że w takich chwilach to ja uchodzę za opryszka;p), jebłam do łoża (jak zawsze usłanego- bardzo przydatna sprawa, szczególnie kiedy ktoś jest taki jak ja) i usłam.
A dzisiaj jadę do Miasta Aniołów, czyli do Wrocławia. Zabawa, praca.
Bende grzeszna.
wróć
grzeczna
