czwartek, 8 stycznia 2015

Wczorajszy dzień był bardzo przyjemny. Obudziłam się z dużym zapotrzebowaniem na  życie i wykorzystałam energię na posprzątanie w domu mojego przyjaciela (z moim przyjacielem), to, że dookoła tematu sprzątania lała się wódka, nie zmienia postaci rzeczy, że zadanie wykonaliśmy. Jestem z nas dumna. A prawdo do dumy dają mi zakwasy w mięśniach (nawet w ramionach :D)
Sprzątanie, picie i smętna rockowa muzyka z lat 90tych. Potem przyszła chwila na refleksje i na depresje, ale tę pozytywną, melancholijną. 
Wróciłam do domu jak zwykle o własnych nogach, nie nagabywana przez żadnych opryszków (domyślam się, że w takich chwilach to ja uchodzę za opryszka;p), jebłam do łoża (jak zawsze usłanego- bardzo przydatna sprawa, szczególnie kiedy ktoś jest taki jak ja) i usłam. 

A dzisiaj jadę do Miasta Aniołów, czyli do Wrocławia. Zabawa, praca. 
Bende grzeszna.
wróć
grzeczna


Archiwum bloga