piątek, 2 stycznia 2015

Udawałam, że jestem 'normalna' według społeczno-kulturowego punktu widzenia. Chciałam,potrzebowałam. Nie rozumiałam tych, którzy na siłę chcą być 'nienormalni', bo to chore. bo to jest bardzo, bardzo złe i wbrew naturze.
Walczyłam o normalność. Ze światem,sama ze sobą.
Ale nawiązałam ze sobą szczery dialog. Uwolniłam demona. Po prostu wypuściłam go, bo nie miałam już sił żeby go chować. Wykańczało mnie to. 26 lat walki ze zbyt silnym przeciwnikiem. On wygrał, On czyli ja. W końcu jestem. Ja, wyszłam. Pokonałam tamtą siebie, która mnie blokowała jakimiś bezsensownymi argumentami,których nie rozumiałam a ona mnie nimi tłamsiła. "Nie możesz bo coś tam","cicho, bo coś tam", trochę mogłam żeby się uspokoić, ale wiecznie miałam nóż na gardle.
ja kurwa nie jestem normalna w taki sposób jaki sobie wymarzyłam.
 Ja zwariowałam oficjalnie. Wiem, że otworzyłam sama sobie drzwi.
Cały dzień gadam ze sobą i wiem, że to jest dobre. Że to jestem ja. Nie chcę nawet mysleć jak to wygląda z boku. Śpiewam,płaczę, śmieję się, gadam,sprzeczam się ze sobą, robię dziwne miny. I wiem,że tego nie zatrzymam. Będę się jeszcze starać, ale to się zaczęło. Za jakiś czas będę jechała tramwajem i będę gadać do siebie. Ale ja nie jestem chora. Ja wiem, że właśnie to jest normalność. Ludzie powinni rozmawiać sami ze sobą.Do kurwy, to jest normalne. Jestem moim najlepszym rozmówcą. A we mnie jest tyle postaci,że nie mam potrzeby rozmawiać z kimś innym.
Ja mogę się wycofać. Nie muszę się już oszukiwać, że potrzebuję do życia innych ludzi. Bo nie potrzebuję. Chciałam w to wierzyć, musiałam- żeby chować demona do środka,bo wiedziałam, że on ma dla  mnie więcej niż ci wszyscy ludzie. wiedziałam, że ja sama jestem dla siebie najciekawsza ale bałam się sobie na to pozwolić.ale to się stało. zaczęło się.
ja już nie mam po co żyć z innymi ludźmi, to bezsensu. szkoda na to czasu. chciałabym to wypośrodkować, ale po co?
wychodzę z układu: ja i wy.
teraz jestem JA i JA
to będzie dopiero ubaw.

Archiwum bloga